traktował mnie tak surowo jak tamtym razem, nie torturował,
prawie... jego żarty były wystarczająco męczące.
Co od mnie chciał? Długo nad tym myślałem, co było wręcz nie
możliwe ponieważ on słyszał wszystko dokładnie ale mimo tego
doszedłem do wniosku ,że jego ciało powoli się rozpadało
i potrzebował nowego ale z jakiegoś powodu nie mógł przejąć mojego.
Potwierdzeniem dla tej tezy był widok zażylonego ciała które porzucił
i ciągłe ataki na moją duszę które kończyły się za każdym razem
nie powodzeniem. Czemu nie znajdzie sobie kogoś innego? To pozostanie zagadką.
Stałem oparty o blat kuchenny i starałem się uspokoić myśli, Lucyfer nie powinien
wiedzieć o wszystkim ale mimo iż moje myśli są ciche to podświadomość
wszystko wydaje. Nagle gdy do kuchni wchodzi Lucyfer, otoczenie zmienia się
w klatkę.
-Hello Sammy - powiedział uśmiechnięty
-Czego chcesz?
-Co to znaczy ,,kc"?
-,,Kocham Cię" - odparłem beznamiętnie
-Ja ciebie też!
-Lucyfer złaź ze mnie!
-Ale ja jeszcze na ciebie nie wszedłem, a może w ciebie...-mówi Lucyfer najwyraźniej
dobrze się bawiąc.
-Spadaj...
-Z ciebie?

Oparł się w ten sam sposób o kraty jak ja.
-Chcesz mnie opuścić Samie? - powiedział z udawanym smutkiem
-Marze o tym - rzuciłem
-Ale przecież nie jest ci ze mną tak źle? Pamiętasz ostatnim raz...
-Niestety- przerwałem mu
-Wspaniale!
-Wypuścisz mnie? -pomyślałem podświadomie, wiedziałem ,że takie pytanie nie ma sensu
ale ku mojemu zdziwieniu pojawiliśmy się znów w kuchni. Patrzył się na mnie badawczo
i odpowiedział.
-Tak Sammy idź... podrzucić cię gdzieś?
-Co? Ty mówisz serio?
-Droga wolna.
-Pewnie znów chcesz mi wejść na psychikę... - odwróciłem od niego wzrok
-A ty znów chcesz ,żebym na ciebie właził.
-Nie!
Nagle poczułem jak upadam i uderzam głową o podłogę. Było to dość dziwne uczucie,
pierwszy co zrobiłem to jeszcze zamroczony podniosłem się do pozycji na wpół leżącej
i zaskoczony tym ,że znów mogę władać własnym ciałem złapałem się za nadgarstek później
poruszałem nogami. Wstałem i czułem pustkę w głowię, przestałem dzielić myśli i ciało
z Lucyferem, nie czułem go w sobie. Gdy w pełni ogarnąłem to co się stało,
spojrzałem się przed siebie, stał tam Lucyfer we własnym ciele. Na pierwszy rzut oka
było widać ,że jest ono mocno ,,zużyte"
-A więc gdzie by cię tu wysłać

-Do Deana- odpowiedziałem stanowczo
-O nie nie to było by zbyt proste, hmmm...
Czułem ,że za tym wszystkim kryje się jakiś niecny plan, podejrzewałem ,że szuka on
kogoś kto zdejmie ze mnie ,,to coś" co nie pozwala mu przejąć mojego ciała w pełni.
Teraz gdy nie musiałem ukrywać myśli, mogłem wszystko na spokojnie przeanalizować,
i byłem pewny ,że odkryłem jego plan, teraz muszę zrobić wszystko by się nie powiódł.
Nagle poczułem irytujący ucisk w głowię, jakbym schodził pod wodę naprawdę głęboko,
słyszałem pisk i szumy, złapałem głowę obiema dłońmi i syczałem przez zęby z bólu,
aż po chwili poczułem chłodny powiew wiatru. Ból ustał tak samo jak szumy tylko
pisk jeszcze chwilę mi dokuczał. Stałem 20 cm od drzwi jakiegoś domu, odruchowo zapukałem.
Nie musiałem długo czekać aby ktoś uchylił mi drzwi, tym kimś była Emilie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz