Rano szybko się wyszykowałam i zeszłam na dół. Tata stał w kuchni i robił Simonowi płatki. Spojrzałam na młodego, który przyglądał się z daleka pliczkowi kartek leżących na blacie. Zerknęłam na nią obojętnie i wytknęłam w jej stronę palec wskazujący. Gdy ojciec się odwrócił ja milczałam, a on obserwował mnie badawczo.
-CS 9mm Wadie, PV 9mm...PV-S 10mm... tato... to są naboje gazowe paraliżujące do rewolwerów... - zaczęłam zaszokowana. - Wyjątkowo dziwnych rewolwerów...
-Tak.. ech... skąd w ogóle się na tym znasz? - spytał zdziwiony.
-Słucham na lekcjach?
-Jakich lekcjach!?
-Historii, kiedyś zapisałeś mnie na lekcje obrony z Nickiem, uczył mnie o broniach... w każdym razie, nie zmieniaj tematu. - zmrużyłam oczy. - Czemu to tu jest?
-Wiesz kochanie, muszę kupić parę naboi Nickowi.
-A sam tego nie może zrobić? - westchnęłam podejrzliwie.
-Uważasz, że cię okłamuję? - oburzył się nagle.
-Nie, no w sensie...
-Ładuj się do samochodu.
-Ale nawet Simon nie skończył śniadania...
-Zje w samochodzie. - popchnął delikatnie brata i wziął listę sprzed mojego nosa.
Siedziałam w aucie, gdy brat wsuwał płatki śniadaniowe.
-Masz trening, że wzięłaś tę torbę? - spytał tata przerywając głuchą ciszę.
Chrząknęłam.
-Yhm... nie.
-Czemu nie chcesz znów ćwiczyć?
-Bo jestem kujonem. - uśmiechnęłam się do niego złośliwie.
-To, że jesteś szóstkowa nie mianuje cię kujonem.
Zaśmiałam się.
-No, faktycznie. - mrugnęłam mu do lusterka.
Na meczu, na którym musiałam brać udział nie mogłam się skupić. Od bardzo dawna tego nie ćwiczyłam, od kiedy Stephanie została liderką cheerleaderek, a następnie gdy jej się to znudziło wepchnęła się w lidera siatkówki. Nienawidziłam Steph, bo była wredną suką a na domiar wszystkiego kręci do Finnicka, który, gdyby nie jego zuchwalstwo byłby nawet znośny.
Grałyśmy przeciwko chłopakom ze Seattle, którzy byli nieźle napakowani. Gdy w przeciwnej zauważyłam Grega, który specjalnie grał tak, by sędzia wykopał mnie z boiska wściekłam się.
-Collins! - wrzasnął trener. - Z boiska!
Dopiero po chwili zauważyłam, że dziewczyna, której sprzedałam pociągnięcie z bara upadła na ziemię i uderzyła twarzą w ścianę. Nie wzruszyło mnie to, była to jedna z lasek od Steph. Greg natomiast po moim wybiciu dostał w twarz równie mocno jak Roksana. Greg jednak mimo silnego podania uśmiechnął się do mnie i posłał buziaka.
-COLLINS Z BOISKA! - wrzasnął.
Pokręciłam głową patrząc się na niego i odwróciłam się w stronę ławki.
Zapomniałam, jaka byłam w tym dobra jeszcze rok temu. Jednak właśnie przez rude szmacisko musiałam zrezygnować. Prędzej umrę, niż będę jej popychadłem jak cała reszta tych biednych dziewczyn. Stephanie posłała mi spojrzenie rozjuszonego byka, natomiast nic mnie to nie ruszyło. Złapałam zła butelkę wody i ścisnęłam ją w złości.
Nie zauważyłam nawet, kiedy ustała długa cisza od chwili gdy wybiłam Roksanę z boiska na ścianę. Musiała iść do pielęgniarki, spiorunowałam wzrokiem Grega, który nadal mi się przypatrywał.
Zza moich pleców odezwał się Sean, który najprawdopodobniej zszedł z górnej części trybun.
-Wszystko gra? - spytał ostrożnie wiedząc, że tak czy siak go spławię.
-Nie wyraźnie dałam ci wczoraj do zrozumienia, że masz się odwalić jak i cała reszta twoich kumpli? - westchnęłam biorąc łyk wody.
-Jesteś cholernie niemiła. - parsknął.
-Serio? - westchnęłam udając zaskoczoną. - Goń się.
Wściekła poszłam do szatni ignorując wołanie trenera.
W domu dopiero zmachana trzasnęłam drzwiami rzucając torbę na ziemię. Mama wychyliła się z kuchni i krzyknęła, czy wszystko w porządku.
-Namówili mnie na mecz. - usiadłam przy stole naprzeciwko brata.
-Jaki mecz? Myślałem, że już nie chodzisz na nie. - zdziwił się Simon.
-Byłam jedną z lepszych, więc dziewczyny wybłagały, bym wzięła udział. Ale tak jak myślałam, grał Greg w przeciwnej drużynie.
-I co zrobiłaś? - spytał ciekawy brat.
-Wybiłam piłkę prosto w jego krzywą gębę.
-Lu... - westchnęła mama z kuchni.
-Myślałem, że przestrzegasz zasad. - szepnął Simon.
-Przestrzegam. W szkole przemoc jest zabroniona, ale czasem coś się robi nieświadomie.
-A ja mogę od czasu do czasu złamać zasady?
-Nie. - odparłam. - W tym domu się je przestrzega.
-One tylko denerwują... - mruknął.
-Ale jesteśmy lepszymi ludźmi przestrzegając ich. - odparłam. - Nigdy nie złamałam zasady.
-A masz w planach je łamać?
-Nie. - westchnęłam. - To coś ważnego dla nas, to tak, jakbyśmy ignorowali naszych rodziców.
-Bez sensu.
-Zrozumiesz gdy zaczniesz się do nich bardziej stosować. - mrugnęłam do niego.
Kolejny fatalny dzień w szkole. Dopadł mnie Christoph z Bethany, przyjaciel zawiesił mi się na moim drobnym ramieniu i uśmiechnięty potargał mi włosy.
-Nieźle przywaliłaś Gregowi. - zaśmiał się.
-No! Cisza była na trybunach dopóki trener cię nie wywalił na ławę.
-Wiedziałam, że to był zły pomysł.
-Grałaś tam najwięcej z Dennis, Filly,Katie i Jenną.
-Możliwe. - wzruszyłam ramionami i weszliśmy na stołówkę.
Chris kiwnął Finnickowi, Beth odmachała. Odair puścił mi delikatny uśmiech, odwzajemniłam z grzeczności.
-Lu! Pozwól na moment. - krzyknęła Stephanie.
Zacisnęłam zęby i westchnęłam ciężko.
-Poczekajcie na mnie przy stoliku. - poprosiłam przyjaciół i odeszłam do Steph i jej przyjaciółeczek.
-Siadaj.
Uniosłam brwi i zajęłam miejsce obok niej.
-Co ty sobie myślałaś, co? - warknęła. - Na meczu? Roksi ma złamany nos przez uderzenie o ścianę, nawet nie przeprosiłaś. Nawet do nas już nie należysz!
-Mam to gdzieś. - odparłam niewzruszona.
-Ale ja i dziewczyny nie mamy. To było ponad wszelkie siły... Już przepraszasz czy kiedy?
-Prędzej oberwą mnie żywcem ze skóry niż ośmielę się przeprosić ciebie i tę Roksi.
Oburzona spojrzała na mnie.
-Jak śmiesz....
-Jak już wspomniałam, naprawdę mnie to nie obchodzi i było by miło, gdybyście nie błagały mnie o pomoc na meczach. - uśmiechnęłam się złośliwie i odeszłam.
-Będziesz żałować szmato! - krzyknęła za mną.
Odwróciłam się do niej jak patrzyła na mnie wychodząc ze stołówki.
-Żebym ci zaraz nie przydzwoniła tą piłką jak Roksi! - krzyknęłam gdy odchodziła.
Usiadłam obok Beth i Chrisa, potem przysiadł się Sean.
-Ciebie jeszcze brakowało. - westchnęłam zmęczona.
Przy szafkach gdy wyjmowałam zeszyty czułam na sobie czyjś wzrok. Dyskutowałam zaciekle z Dennis, która próbowała mnie uspokoić po rozmowie ze Stephanie.
-Wiem jaka jest, ale ja tam nie wracam. - odparłam i odwróciłam wzrok w stronę, gdzie ktoś się na mnie gapił.
Był to jakiś koleś, którego nigdy tu nie widziałam. Pewnie dlatego, że ich wszystkich mam gdzieś... Przewróciłam oczami, trzasnęłam szafką i odeszłam od niej z Dennis, która dalej mnie namawiała.
Koleś stanął mi na drodze, uśmiechając się lekko.
-Jesteś Collins, prawda?
-Ta, i co? - warknęłam.
-Chyba nie należysz do tych miłych. - zaśmiał się.
-Do tych z którymi powinieneś rozmawiać też nie. - uniosłam brwi i minęłam go obojętnie.
-Kto to? - spytała Dennis i odwróciła się za nim.
-Nikt. - wzruszyłam ramionami i przyspieszyłam do klasy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz