wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Lucy


   Siedziałam wieczorem na brzegach Portland wraz z Christophem i jego ekipą. Rozmawiałam na uboczu z przyjacielem, śmiejąc się i bawiąc się nieźle. Wszyscy sączyli piwo i wódkę, a ja siedziałam trzeźwo na piachu, gdy usłyszałam śmiech grupki nadchodzących dziewczyn już wiedziałam, że nadchodzi Beth.
-Hej kotku! - krzyknęła.
  Przewróciłam oczami.
  Od poprzedniego zdarzenia mniej rozmawiałyśmy...
  Chris wstał i odszedł ode mnie szybko, chwiejąc się. Objął swoją ukochaną, ja natomiast byłam zmuszona odwrócić wzrok.











  Byłam szczęśliwa, że siebie mają, że Chris zupełnie mnie nie skreślił. Cieszyłam się ich super szczęściem, chociaż momentami było lekko naciągane. Przyjaźń z Beth wydawała się sztuczna, przez to, że toleruje mnie na wzgląd Christopha. Słyszałam śmiech znajomych Chrisa i Beth, którzy gratulują im powrotu do ''siebie''. Jednak każdy wiedział, że nawet przez chwilę nie przestali być razem, było to jedynie dla pokazu.
  Dosiadł się do mnie ktoś, z początku pomyślałam, że to Chris albo Beth, jednak na moje nieszczęście był to Sean, który nie bardzo wiedział jak zacząć rozmowę. Uniosłam brwi i zacisnęłam pięści.
-Hej... przepraszam za wczoraj... - spojrzał mi w oczy.
-Nie jesteś zbytnio przekonujący jak i sympatyczny. Chcesz się umówić, a gdy daję ci kosza zwinnie mi się odpłacasz wulgaryzmami na szafce. - pokiwałam głową z przesadzonym uznaniem. - Genialne, doprawdy.
-To nie tak...
-Ta? A jak? - przekrzywiłam głowę w jego stronę, a on odwrócił nerwowo wzrok.











-Po prostu stałem tylko tam...
-Jasne, w tej grupce która się ze mnie nieustannie śmiała? Wiesz co... - wyjęłam z piachu butelkę piwa. - Goń się. - wylałam mu wszystko na głowę.
  Zdziwienie szybko mu minęło, gdy butelka opadła w momencie gdy zaczęłam odchodzić, podniósł się szybko i podążył za mną. Zatrzymał mnie za rękę, odwróciłam się powoli, ze spokojem spojrzałam mu w oczy.
-Jesteś śliczna, cudowna... nie chciałem tego co zaszło wczoraj...
  Parsknęłam.
-Komplementami mnie nie zdobędziesz.
-To jak mam cię zdobyć? - westchnął zdeterminowany.
-Nijak. Nie jestem losem na loterii, którego wygrasz lada dzień, nie jestem zdobyczą, którą łatwo można upolować, nie jestem DLA C I E B I E. - pchnęłam go. - Zaraz wyląduje na twojej kurtce wódka, więc się lepiej odwal.
-Coś nie tak?! - krzyknął Chris odrywając się od swojej lubej.
-Weź ty się lepiej zajmij sobą. - machnęłam ręką i spojrzałam nienawistnie na Seana. - Ty też. Odczep się, będzie mi niezmiernie miło.
  Odeszłam w stronę przystanku autobusowego.


  W szkole dopiero na następny dzień widziałam się z Christophem. Podjechał motocyklem na parking, przybił sztamę z ekipą i podszedł do mnie, jak co ranka czekałam na niego i Beth, która zjawiała się ostatnia.
-Hej maleńka. - mruknął.
-Boże, co za obciach. - warknęłam zniesmaczona.
-Przecież taaaaak bardzo uwielbiasz jak tak do ciebie mówię, maleńka. - droczył się.
  Pchnęłam go w bok, a on udawał, że się prawie przewraca, choć tak naprawdę w ogóle nie drgnął.
-Oh nie, upadam!
-Głupek. - westchnęłam.
  W tym właśnie momencie w podskokach podeszła do nas Bethany. Chłopaki podążali wzrokiem za jej tyłkiem, a ja tylko przewróciłam oczami. W kółko to samo.
  Byłam takim małym przecinkiem pomiędzy Chrisem a Beth, którego nikt nigdy nie zauważał.
  Lekcja ze Starym Barrym, który tylko siedział na krześle i pewnie serfował po stronach porno z wyłączonym dźwiękiem. My robiliśmy ''swoje'', choć nigdy tego nie sprawdzał, wstawiał oceny od 4 wzwyż mierząc po nazwiskach, które kojarzył. Oczywiście, mi stawiał albo piątki albo szóstki...


   Christopher Scott: Mam newsa.

  Spojrzałam na niego znad monitora w głąb klasy. Uniosłam wzrok, śmiał się.











    Ja: Wal...! 

   Christopher Scott: Przeleciałem Ashley Benson, tę z drugiego roku. 

  Uniosłam brwi zaskoczona. Jak to przeleciał...? Co z Bethany...?

   Ja:  A co z Bethany..?

   Christopher Scott: Wie, że to zrobiłem.

  Uniosłam tylko brwi, moje oczy wydawały się zaraz wypaść z orbit. Miałam serdecznie dość, Chris nie nadawał się oczywiście do związków, to wiedziało pół szkoły... jednak... jak mógł przelecieć Benson? To najgorętsza Z A J Ę T A studentka na roku...
  Dopiero później uświadomiłam sobie, że ta Przylepa sypia ze wszystkimi. Gdy byłam w łazience wychodziła z kabiny a zaraz z tej samej wylazł Finnick Odair, koleś z maturalnej.
  Nie zdziwiło mnie to, wzruszyłam ramionami i umyłam ręce. Co za popieprzona szkoła...

  Wieczorem, korzystając z nieobecności matki, a obojętności ojca wyszłam przed dom, czekając aż podjedzie pode mnie Chris. Czekałam niedługo, aż zatrzymał się pod domem i zaprosił do swojego bmw. Wsiadłam, a gdy spytałam jaki obieramy kurs odparł...
-Seattle, idziemy pozwiedzać.
  Przypomniało mu się, że nigdy nie zwiedzałam Seattle, nic nigdy nie zwiedzałam ani nigdzie nie byłam poza swoim domem, domem Chrisa, Beth i tą samą restauracją do której chodzę z Christophem.
  Dziś obrał jednak inny kurs niż tylko restauracja. Wyjęłam aparat i cykałam mu zdjęcia.
-Uśmiech! - krzyknęłam za jego plecami, a on odwrócił się i zrobił jakąś losową minę gdy ciągnął opowieść, jak super bzykało się ze studentką.











-... zrobiła taką zdziwioną minę, gdy powiedziałem, że nie ma gumek... - dokończył.
-O boże! - zaśmiałam się. - Ale musiała być spanikowana... - parsknęłam.
-Wyszedłem zupełnie jak Ashley, tylko przystojniejszy.
-Przystojniejszy? Żartujesz sobie!
  Gdy usiedliśmy na krawężniku oglądałam zdjęcia. Chris spojrzał się na mnie i westchnął.
-Cieszę się, że jesteś, Lu.
-Ja też się cieszę, że jestem.. - zaśmialiśmy się.
-Czuję się zaszczycony, naprawdę!
-Dlaczego? - spytałam zaskoczona. - Bo jestem?!
-Nie... bo jestem jedynym facetem w twoim życiu, oprócz twojego ojca... i brata...
-Pocieszyłeś moją ''okropną'' samotność. - zaśmiałam się.

  Dopiero po powrocie do domu zauważyłam, że tata nie jest w domu sam. Było wcześnie, mama była w kancelarii a ojciec... popijał piwo dyskutując z Nickiem.
-... jak mogłeś to spieprzyć... - szepnął zrezygnowany Nick.













-Nie spieprzyłem, po prostu miałem jej mniej, więc tak się złożyło... Dostali tyle ile mogłem im dać.
-Ile zapłacili? - spytał wzdychając.
-Dziesięć tysięcy każdy.
-Odpalaj połowę.
  Gdy zobaczyłam zza ściany, z ukrycia, jak ojciec podaje coś Nickowi w teczce, zdziwiłam się. Potem widziałam, jak Nick ładuje broń.













-Nówka... jest świetna. - rozchmurzył się nagle Nick.
  Weszłam do środka spanikowana.
-Co to jest... - spytałam szeptem.
-Kiedy weszłaś....? - spytał tata wstając z krzesła.
-Czemu to tutaj jest?!
-Córciu... - zaczął.
-Obiecałeś, zero broni w domu... zero tego gówna!
  Pobiegłam do swojego pokoju.
  Nie mogę znieść widoku broni od kiedy ojciec trafił na chorego umysłowo klienta. Wparował do domu i groził mojej mamie, że ją postrzeli. Pamiętam tylko moment, ile miał broni przy pasie. Groził mi, miałam wtedy dziesięć lat. Mówił, że nasz ojciec coś mu odebrał i oszukał. Gdy wszedł do środka tata, tylko że z eskortą gliniarzy psychol wycelował we mnie i strzelił. Dostałam wtedy w nogę, koleś tak się wkurzył, że krzyczał i strzelał w losowe miejsca. Ja popadłam w panikę, płakałam z bólu który rozrywał mi udo. Na szczęście kula nie przeszła na wylot, jednak dalej mam w tym miejscu znamię. Gdy widziałam broń w rękach kogokolwiek momentalnie się bałam, a gdy widziałam to gówno w rękach ojca... czułam, jak tracę bezpieczeństwo.
  Na szczęście przyszedł i wytłumaczył, że to wszystko źle odebrałam i już jest dobrze. Broń zniknęła, udowodnił mi to pokazując gabinet, garaż i wszystkie podejrzane miejsca. Wtuliłam się w niego.
-Nie rób tego więcej... nie chcę tego widzieć... - szepnęłam ścierając łzy.
-Obiecuję,... nigdy tego nie zobaczysz. Jesteś bezpieczna...
  Był okropnie nadopiekuńczy, ale gdy chodziło o pracę tracił głowę. Oddawał się jej w zupełności, nawet nie wiem czemu zabronił mi wchodzenia do lasu, który był od Portland po Seattle. Jednak słuchałam go we wszystkim, nigdy nie byłam w stanie złamać zasad. I tego się trzymam. Liczy się to, by nie łamać zasad. Cieszyło mnie to, że obiecał o tym, że broń nie pojawi się w domu...  zawsze dotrzymywał słowa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz