czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Belli

Szykowaliśmy się na pogrzeb. Założyłam czarną sukienkę z koronką a Dominic ubrał się w garnitur.
-Nienawidzę garniturów.. -westchnął.
-Pasuje Ci. -odparłam poprawiając mu kołnierzyk.
Spojrzałam na zegarek. Jest już 10.41. Westchnęłam zamykając oczy.



-Bella?
-Już dobrze.
Zarzuciłam na ramiona czarny szal i wyszliśmy.
Droga do kościoła strasznie mi się dłużyła. Kiedy dotarliśmy na miejsce wszyscy już byli.
-Może podejdziemy bliżej?-zapytał.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.. Ci ludzie mnie poznają. Nie będzie im się podobała moja obecność.
-Niby dlaczego?
-Oni wiedzieli o moim darze..
-Może się zmienili?
-Wątpię.
Dominic wziął mnie za rękę aby dać mi wsparcie.  Weszliśmy do kościoła. Przy ołtarzu zobaczyłam dwie trumny z białego drewna. Usiedliśmy w przedostatniej ławie.
-Zebraliśmy się tu aby pożegnać naszego kochanego Pastora i jego żonę. Byli dobrymi ludźmi. Pomagali potrzebującym. Pomimo wielkiej krzywdy jaka ich spotkała od losu nie poddawali się i dawali dobro...
Nowy Pastor wygłaszał mowę a moje myśli tkwiły przy "Pomimo wielkiej krzywdy jaka ich spotkała od losu".. Czy to chodziło o mnie?
Po pierwszej części ceremonii przenieśliśmy się orszakiem na cmentarz. Ludzie wrzucali na trumny kwiaty a ja stałam na uboczu. Czułam na sobie ciekawe wzroki mieszkańców, wiernych parafian mojego ojca.
Kiedy po kilkunastu minutach wszyscy się rozeszli wreszcie podeszłam do grobów. Uklękłam i położyłam róże.
-Mimo wszystko.. kocham was..-szepnęłam po czym wstałam.
Dominic także położył kwiaty. Odeszliśmy. Obejrzałam się przy wyjściu z cmentarza za siebie.
-No to teraz na stypę..
-Gdzie?-zapytał Dominic.
-Na parafię.. ale wiesz.. byłabym wdzięczna jakbyśmy tam nie poszli..
-Dobrze.-powiedział i skierowaliśmy się w stronę mojego rodzinnego domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz