- Obudziła się? - spytałem z niedowierzaniem.
- Naprawdę się obudziła? - spytał wyrwany z drzemki Flynn.
- Nie wierze.. - mruczał Hugo pod nosem łapiąc sie za głowę a na jego twarzy malowalo sie ogromne szczęście.
- Wiedziałem że sie obudzi - zagrzmiał zadowolony Toby ukrywając jaki jest wzruszony.
- Ja tez wiedziałam - zakończyła z satysfakcja Sophie akcentując ostatnie słowo i patrząc znacząco na mnie.
- Można do niej wejść? - spytał Hugo.
- Pójde porozmawiać z lekarzem moze dowiem sie czegoś więcej - mruknął Toby i ruszył do dyżurki.
Zacząłem sie przechadzać po korytarzu. Naprawdę cieszyłem się że Bells dochodzi do siebie.
Po dłuższej chwili wrócił dziadek a za nim szedł lekarz. Mina Toby'ego nie wskazywała nic dobrego. Gderał coś pod nosem.
- Posłuchajcie - westchnął doktor - Naprawdę gdybym mógł wpuściłbym was tam wszystkich.. Ale w obecnej sytuacji nie moge. To że Bella się ocknęła o prawdziwy cud. Niewiadomo czy jej stan znowu sie nie pogorszy. Żadne zewnętrzne czynniki nie powinny zakłócać jej spokoju. To że śpi nieznaczny że nikogo nie słyszy. Emocje w jej obecnej sytuacji nie bedą jej służyć. Nie ukrywam że jej stan jest dużo lepszy i teraz nie walczy o życie tylko głownie odpoczywa. Jednak wolałbym aby..
- Proszę doktorze błagam pana... - doskoczył do niego niespodziewanie Hugo. Zaskoczony po raz pierwszy uświadomiłem sobie że moze on naprawdę szczerze kocha Belle. Zrobiło mi sie go potwornie szkoda i poczułem sie jak skończony dupek po tym jak go potraktowałem.
- Niech go pan wpuści chociaż na chwile - poparłem go a on zaszokowany odwrócił sie w moja stronę.
Lekarz widząc co sie dzieje podrapał sie w głowę i westchnął zrezygnowany.
- Dobrze.. Masz 5 minut - rzucił w stronę Huga - Ale nie wolno ci do niej mowić ani dotykać jej. Tylko patrzysz.
- Tyljo patrze - powtórzył jak zahipnotyzowany i spojrzał na mnie - Dzięki stary..
Kiwnąłem mu głową i stałem obserwując jak pospiesznie znika za drzwiami. Ogarnęło mnie przemożnie uczucie by iść za nim.
- A i tak w ogóle co z siostrą pacjentki? Nie widzę jej tu nigdzie a chciałbym zeby podpisała pewne papiery.
Wszyscy popatrzyliśmy po sobie. Na szczęście dziadek szybko sie wtrącił
- Zajmę się tym - obiecał.
Lekarz zniknął za rogiem rozmawiając z Toby'm a pozostali zajęli sie soba. Walczyłem ze sobą przez dłuższą chwilę i w koncu poddałem się. Ruszyłem wolnym krokiem w kierunku jej sali i wszedłem do środka.
Był tak zapatrzony w Bellę że nawet nie zauważył że stoję za nim. Gdy ją zobaczyłem, wyglądającą jak roślinka... Coś mnie tknęło. Minęło pare minut zanim Hugo sie ocknął.
- Pewnie chcesz zostać z nią chwile sam? - mruknął głosem wypranym z emocji.
- Nie, chciałem tylko..
- Nieważne i tak juz miałem wyjsć - przerwał mi i szybko wyszedł.
Podszedłem do łóżka Belli i ignorując polecenia lekarza złapałem ją za okropnie zimną rękę.
- Świetnie sobie radzisz - wyszeptałem - Wiedziałem że twoje serce nie moze tak po prostu przestać bić. Już do nas powoli wróciłaś... Teraz tylko musisz nabrać sił.
Drgnęła lekko przez sen i wymamrotala cos. Roześmiałem się cicho i po chwili wyszedłem z sali.
Po godzinie upewniając się że z Bellą wszystko narazie jest dobrze dałem się namówić mamie żebym pojechał do domu, przespał sie chwile odświeżył i zjadł coś. Z początku nie chciałem jechać. Swoją warte pełniłem 24 h na dobę przy Belli. Gdy słyszałem zza ściany jak lekarze ją ratują i ta chwila w której jeden z nich oznajmił że jej serce przestało bić.. Miałem wrażenie że moje tez zaraz stanie.
Nawet nie wiem czemu tak się do niej przywiązałem. Moze to przez to że czułem sie zobowiązany nią opiekować? Ale przecież był Hugo. Zirytowany pokręciłem głową. Czy ja zawsze musiałem wszystko brać na siebie? Nie żałowałem tego w żadnym wypadku po prostu... Ehh sam juz nie wiedziałem.
Gdy dotarłem do domu na schodach siedziała Sophie. Mama poprosiła Flynna zeby odwiózł ja chociaż na chwile do nas do domu i przypilnował jej. Sophie podobnie jak ja opierała się jednak w koncu dała sie namówić. Teraz z domu dobiegało głośne chrapanie. Chyba Flynn poczuł sie odrobine za dobrze...
Sophie zdeterminowana podniosła sie i zanim zdążyłem wysiąść wsiadła do środka zatrzaskując drzwi.
- Jedziemy - zakomunikowała pewnie.
- Gdzie? - spytałem zdezorientowany.
- Och nie gadaj tyle tylko jedz.
Zdziwiony podsłuchałem jej i po parunastu zakrętach i prostych odcinkach podjechaliśmy pod jakis letniskowy domek.
Znajomy zapach postaci w środku wyczułem odrazu.
Kath.
- Co my tu robimy? - spytałem w dalszym ciagu nie rozumiejąc.
- Ty idioto! Ogarnij sie w koncu i idz z nią pogadaj bo wyjedzie stad juz na dobre?
- Wyjedzie? - powtórzyłem bezgłośnie i nawet nie pukając wpadłem do środka.
Kath krzątała sie po całym domu pakując rzeczy do torby. Gdy mnie zobaczyła znieruchomiała.
- Co ty tu robisz?
- Mógłbym o to samo spytać ciebie.
Przegryzła wargę i zmierzyła mnie wzrokiem. Po dłuższej chwili odparła.
- Pakuje się... Na pewna ewentualność.
- Ewentualność? - uniosłem brwi.
Położyła kolejną koszulkę na juz dosc spory stosik.
- Postanowiłam że jeśli zajdzie taka potrzeba... Pojadę z Willem i pomogę mu wytropić Marcela.
Parsknąłem śmiechem próbując ukryć panikę.
- Daj spokój. Ty i tropienie kogoś tak niebezpiecznego..
- Moze i jestem słabym człowiekiem - przerwała mi - Ale w razie czego bede gotowa towarzyszyć mu w podróży i moze nawet jakos pomogę...
- To skrajna głupota Kath! - podniosłem głos.
Prychnęła.
- Nie udawaj że sie o mnie martwisz. I tak ci wszystko jedno.
- Jak.. Jak w ogóle możesz tak mowić? - wykrztusilem.
Spojrzała mi w oczy.
- Nie jestem głupia Dominic.
Doskoczyłem do niej w jednej sekundzie i złapałem za ramiona.
- Nie możesz nigdzie jechać. Nie z nim. Nawet tego nie planuj. Kath błagam cie...
Wzruszyła ramionami.
- A co mnie tu trzyma? - mruknęła obojętnie patrząc gdzieś w bok.
Złapałem ją za brodę i zmusiłem by spojrzała mi w oczy.
- Ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz