Byłam wykończona. Powoli wracałam do siebie, jednak wszystko mnie bolało. Nie mogłam zmyć krwi z brzucha... odrobinę mnie to przerażało, wzięłam pumeks i zaczęłam szorować, brzydziłam się tym, nie wiedziałam czy to moja krew, jego, czy kogoś innego.
On nie przestanie mnie szukać. Nie wiem kim jest, czego ode mnie chce, ale wiem też, że nie jest zwykłym człowiekiem ani istotą nadnaturalną. Nie pasuje mi, włada jakąś dziwną magią, jest jakby hybrydą, widziałam, jak zmienia się w wilka, jak pije krew z martwego ciała, jak włada mocami demona i czarną magią, nie trzyma się nic kupy.
Do pokoju wszedł Jansen, a ja nie odrywałam wzroku od brzoskwiniowej ściany.
-Żyjesz? - spytał.
-Tak... - podniosłam się i przeciągnęłam.
-Boli mnie wszystko... - mruknęłam.
-Domyślam się, że nie chcesz o tym rozmawiać... ale chciałbym wiedzieć kto cię...
Wstałam i poszłam do kuchni.
-Chcesz coś?
Poszedł za mną i spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi.
-Chcę wiedzieć kim jest ten koleś co cię porwał.
-Nie wiem kim jest.
-Jak to? Nic o nim nie wiesz?
-Nie wiem gdzie mnie wywiózł... kim jest... co i dlaczego mi robił. Chciał mnie najpierw oskalpować... ale potem stwierdził, że poekspetymentuje na mnie, mówił do mnie jak do jakiejś Susie...Susan... czy jakoś tak... Nie wiem czy jestem jego dawną miłością, siostrą... a raczej jestem podobna do kobiety, którą kiedyś kochał... teraz ma obsesję... nie wiem...
-Zaraz... chciał cię... OSKALPOWAĆ?
-Rysował mi linie przerywane wokół linii włosa... na około... potem wybierał skalpel... ma ich sporo... w jednym pokoju...ma... ma... ma ciała kobiet... bez głów, rąk i nóg... wyglądają jak manekiny... stoją na takich... drutach... Nie wiem nawet co zamierzał mi zrobić... Ale wiem, że wróci.
-Skąd to wiesz?
-Bo ma na moim punkcie... obsesję... widziałam jak na mnie patrzył... w taki... przerażający sposób, jakby chciał mnie mieć na wszystkie możliwe sposoby, jakby chciał ze mną robić co chce. Wyglądał tak, jakby znalazł to, czego od naprawdę bardzo dawna szukał.
-Myślisz, że to ktoś od Lucyfera?
-Nie. To ktoś... ktoś kto ma swój interes... ale nie będzie działać sam. Na pewno jest silny. Widziałam co potrafi.Jest hybrydą.
-To chyba nie problem, nie dla mnie.
-Jest niebezpieczny Jansen.
-Znajdę go.
-Kamufluje się. Używa czarnej magii do ukrycia. Jest tak silna, że nawet aniołowie nie mogli namierzyć nawet mojego tropu. Dzwoniłam do siostry... rozmawiałam z nią... mówiła mi...
-Dam radę.
-Posłuchaj mnie...
-Dam radę go zabić. Spokojnie...
-Mówię, że nie dasz rady...
-Chyba nie znasz moich możliwości...- zaśmiał się.
Ja spoważniałam.
-No właśnie, nie znam.
Zamilkł.
-Powiedz mi, kim i czym jesteś?
Odwrócił wzrok.
-Jak mam Ci ufać skoro nie wiem kim jesteś?
-Czy to ważne? Czemu na tym ci zależy?
-Bo nie wiem czy mam się ciebie bać! Tyle mnie spotkało, tyle poznałam... jestem nowa w tym świecie, usunięto mi pamięć... nie chcę wiedzieć wszystkiego, ale chyba mogę wiedzieć czym jesteś?!
-Nie. Nie możesz.
-Świetnie. Czyli masz zamiar mnie okłamywać?
-Nie okłamuję! Czy okłamywanie cię to unikanie prawdy milcząc?!
-Ukrywasz prawdę! A ja chcę ją znać skoro mam ci ufać!
-Zaufaj mi bez tego albo...
-Albo co!? Odejdziesz!? Zostawisz mnie?! Jestem do tego przyzwyczajona! Cały czas znikasz! Nic mi nie mówisz, a ja mam mówić ci wszystko! Postaw mnie najlepiej na półce swoich ''zdobyczy'' i czekaj aż zachce ci się mieć ze mną bliższy kontakt łóżkowy by... nie wiem, zaspokoić swoje potrzeby! Po to jestem!? Po co się mną zajmujesz?! Najlepiej idź i rozmawiaj z tajemniczymi kolesiami, mam to w dupie i ciebie zresztą też! Mam tego dość!
Jansen chyba nie wytrzymał, trzasnął drzwiami i wyszedł.
A mnie ogarnęła dziwna żądza wyjścia gdzieś, coś kazało mi wyjść z domu. Znałam skądś to uczucie, a jednak nie stawiałam sprzeciwu. Było mi to na rękę. Musiałam gdzieś wyjść, a więc gdy już byłam w mieście skręciłam w prawo w stronę baru. Była tam impreza, dużo młodych ludzi, duszno, pijani kolesie walający się na kanapach i stolikach barowych.
Podszedł do mnie jakiś, waliło od niego alkoholem, odrzucił mnie ten smród i od razu jak poparzona odleciałam od chłopaka. Coś mnie pchnęło w jego ramiona zaraz jak zaczęłam się oddalać, tańczyliśmy razem, potem piliśmy. Dużo. Ktoś podszedł i zaproponował nam jakieś zioło, poszliśmy do toalety i zjaraliśmy trochę, potem wróciłam z chłopakiem do baru, wypiłam dwa drinki, i pół piwa. Poszliśmy tańczyć. Wtuliłam się w jego szyję, a nagle poczułam przerażający czuły, obrzydliwy dotyk na swoim ramieniu. Odwróciłam głowę a tam nikogo nie było. Zamknęłam oczy, byłam tak zjarana i pijana, że nie wiedziałam co się w ogóle dzieje.
Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam tam mojego porywacza, tajemniczego, umięśnionego, wysokiego faceta. Stał wśród roztańczonej młodzieży i wpatrywał się we mnie. Spojrzałam na niego, czułam, jak coś się we mnie zmienia. Poczułam się normalniej.
-
Chodź ze mną, a nie pożałujesz. Będzie fajnie, obiecuję. Nic ci nie zrobię... zmieniam się dzięki tobie...
Mówił do mnie, w mojej głowie słyszałam jego szepty. Namawiał mnie do zabicia chłopaka, pójścia z nim gdzieś. Jednak wmówiłam sobie, że to zwidy i to przez zielsko które spaliłam, przez solidne wymieszanie alkoholu.
Odeszłam od chłopaka, który non stop się do mnie kleił, jednak dawałam mu do zrozumienia, że nic z tego. Wyszłam z baru, ale ten sam facet z baru zaczął mnie śledzić. Porywacz znów chciał mnie uprowadzić, a ja wyjęłam z kieszeni telefon, wybrałam numer do Jansena, ledwo co trafiając w klawiaturę. Nie odbierał, odrzucał każde połączenie ode mnie. Nerwowo wybierałam już dziesiąty raz jego numer. Ledwo co mogłam chodzić.
-Czego chcesz? - warknął.
-Jans...Jasnen... Mogłbyś... przyjechać... w sumie... - zaczęłam się śmiać. - nie wiem gdzie to jest... gdzie ja jestem...
-Jesteś pijana? Rozejrzyj się... gdzie jesteś...
-Ktoś mnie śledzi... - szepnęłam a zaraz później się zaśmiałam.
-Wsiądź do taksówki. Jest tam gdzieś?
-No. - wybuchnęłam śmiechem.
-Wsiadaj i każ kierowcy jechać.
Zrobiłam tak.
Sygnał zaczął się psuć, zanikać, a Jansen słabiej mnie słyszał a ja jego.
Rozłączyłam się, śmiejąc pod nosem.
-Proszę jechać na ulicę Street Park 39.
Wysiadłam z taksówki zaraz jak zobaczyłam dom siostry. Jansen nawet nie mógł się dodzwonić, mój porywacz widocznie specjalnie zakłócał sygnał, ale gdy weszłam na teren siostry on zniknął, nie widziałam go ani nie czułam obecności.
Zataczałam się, a kierowca krzyczał za mną bym zapłaciła. Gdy ignorowałam go, wysiadł z samochodu i złapał mnie za łokieć, kazał zapłacić. Zachwiałam się i oparłam o murek. Zachciało mi się wymiotować, jednak powstrzymywałam się. Z domu wybiegła siostra, zaczęła krzyczeć na faceta.
-Nie zapłaciła mi!
-Proszę... - wyjęła z portfela kasę i zapłaciła mu. Odjechał. - Jezu... śmierdzisz zielskiem i wódką... co ty najlepszego zrobiłaś?!
-Mam prawo do jednego telefonu panie policjancie... - zaśmiałam się gdy ona prowadziła mnie do domu.
-Emilie, to ja...
-Czyli... kto?
-Gabi... Kontaktujesz w ogóle? - spytała, gdy wprowadziła mnie do łazienki.
-Nie. - zaśmiałam się.
-Weź prysznic... czekam pod drzwiami.
Gdy wyszłam, na dole słyszałam rozmowę Gabi, Eryka i Jansena. Kłócili się o coś, jednak do mnie nic nie docierało. Śmiałam się pod nosem pod wpływem alkoholu i zioła, nagle poszłam zwymiotować a następnie umyłam zęby. Zeszłam na dół ledwo co, chwiejąc się. Gdy zobaczyłam Jansena ''podbiegłam'' i przytuliłam się do niego.
Był na mnie zły. Nie wiem za co, przecież nic takiego nie zrobiłam... co nie? Zioło i alkohol to bardzo dobre rozwiązanie na zabawę.
-Nie wiem czy mogę dać ją w twoje ręce skoro twoja opieka nad nią wygląda tak, że się zjara i schleje a potem ląduje u mnie! Ona ledwo co może chodzić!
-Coś zakłócało połączenie, przepraszam księżniczko, nigdy więcej nie powtórzy się taka sytuacja!
-Nie powtórzy, oczywiście, bo zostaje ze mną!
-Nie chcę zostawać bez niego. - podniosłam ledwo co rękę w geście zgłaszania się jak w podstawówce. - Chcę iść z nim. - wymamrotałam.
-Nie wie co mówi. - odparł Eryk.
-Na pewno nie jesteś osobą, która decyduje o tym czy zostaje czy idzie. Lepiej siedź cicho. - warknął wkurzony Jansen.
Wstał, mając mnie na rękach.
-Nie wyjdziesz z nią! Znowu się pokłócicie i przyjdzie do mnie w nawet gorszym stanie!
-W gorszym się chyba nie da. - westchnął Jansen odgarniając mi włosy za ucho.
-Halo, ja tu chcę wracać do domu! - krzyknęłam jak mała dziewczynka śmiejąc się pod nosem.
-Zabieram ją, jutro jak chcesz to sobie o niej przypomnij bo z tego co wiem to masz ważniejsze sprawy niż odwiedzenie siostry i sprawdzenie czy żyje.
-Odezwał się!
-Do jutra. - powiedział Jansen, czułam, a raczej wiedziałam, że uśmiechnął się złośliwie.
Wsadził mnie delikatnie i powoli do auta.
-Obiecuje... a raczej... postaram się... nie obrzygać Ci twojej kochanki. - spojrzałam na niego pół przytomna.
Zaśmiał się.
-Troche jesteś słodka, jak jesteś w takim stanie.
-Chcę do domu...
-Daj mi dziesięć minut skarbie.
-Ale ładnie do mnie powiedziałeś... - mruknęłam już prawie zasypiając. - Ale obiecujesz, że nie zostawisz mnie na noc?
-Nigdzie się nie wybieram, ale rano przygotuj się na rozmowę wychowawczą.
-Super. - odparłam podekscytowana i zasnęłam.