-Podobno chciałeś ze mną o czymś porozmawiać?-zapytałam popijając drinka
-Tak.. wiesz.. lubię cię i to bardzo. Zależy mi na tobie i nie chciałbym byś ryzykowała.. ale nastały czasy ze tacy jak.. ty.. jak my.. musimy ryzykować dla dobra ogółu.
-Przecież dlatego tu jestem więc mów.
-Szykuje się akcja. Planujemy zaatakować część grupy organizacji. Zbieramy tych lepszych. Jak nam się uda to ich osłabimy.

Zastanowiłam się. Mam coś do stracenia? Zostałam sama jak palec.. nawet nie mam do kogo wracać.. już nie.
-Piszę się na to.
-Na prawdę?-było widać że się ucieszył co sprawiło ze zaczęłam się zastanawiać nad tym co mówił na początku.. -Ale wiesz ze to będzie na prawdę ryzykowna akcja? Możesz nie wrócić.
-Jestem na to gotowa.
-Nie przestaniesz mnie zadziwiać.
Uśmiechnęłam się.
***
Szłam korytarzem. Miałam zaraz trening z Wiktorem. Na swojej drodze napotkałam nikogo innego jak Dominica. Nie miałam jak uciec, ominąć go. Musiałam się z nim zmierzyć.
-Bella...-zaczął.
-Spieszę się..-powiedziałam chcąc go ominąć.
-Co się stało? Czemu mnie unikasz?
-Nie unikam..-skłamałam.
-Właśnie że unikasz.. nie rozumiem.. to przez niego?
-Kogo?-spojrzałam na niego, po raz pierwszy.
-tego Gnashowa.
-Jego w to nie mieszaj.
-To co jest? Nie rozumiem..
-Puść mnie.. mam trening..
-Porozmawiajmy..
-Nie mamy o czym nie rozumiesz?!
-Bella..-dotknął mojej ręki ale zabrałam ją szybko.
-Zostaw mnie w spokoju.
-Powiedz mi co się stało..
-Co się stało? W sumie to nic..
-To dlaczego mnie unikasz?
-Po prostu nie wchodzę Ci w drogę..
-Nie rozumiem..
-Nie utrudniam ci życia.. przynajmniej jedną osobę mniej masz do okłamywania..
-Okłamywania?
-Tak.. mówiłeś że ci na mnie zależy. Przyjechałeś tu ze mną bo się martwiłeś..
-Bo tak jest!
-Widziałam Cię..
-Co? Nie rozumiem..
-Widziałam cie wtedy na sali. W czasie balu. Spokojnie. Możesz robić to co chcesz z kim chcesz. Tylko nie zrań tej dziewczyny z którą się całowałeś. Nie dawaj jej nadziei.-powiedziałam omijając go.
Złapał mnie za rękę.
-Bella..
-Nie Dominic. To bolało.. ale nie przejmuj się. Masz mnie z głowy.
-Co?
-Dokładnie to co usłyszałeś. Wieczorem wyruszam na akcję. Mogę nie wrócić ale co by cie to obchodziło.. jeden problem z głowy..
Zabrałam mu swoja rękę i weszłam na salę. Słyszałam ze mnie woła ale nie odwracałam się.
Miałam oczy pełne łez. Nie chciałam by tego widział, już i tak mu za wiele powiedziałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz