- Wiesz - mruknął - Wcześniej na tej pozycji pracował mój brat.
- Masz brata? - spytałem zaskoczony.
- Taa.. - mruknął - Straszny dupek z niego.
- Czemu już w tym nie robi? - mruknąłem czyszcząc kolejny sztylet.
- Przez niego zginęła dziewczyna - wyszeptał - Przyjaciółka. Nigdy nie widziałem, żeby się przyjaźnił z jakąś laską bezinteresownie... A ona zaczęła go odmieniać. I wtedy to się stało.
- Czyli?
- Wpadła w oko Gnashowi - przełknął ślinę - Próbował się z nią umówić, ale ona nie chciała. Teraz jak nad tym wszystkim się zastanawiam, to myślę, że była zakochana w Jamie'm. Zresztą jak każda - burknął.
Zobaczyłem w nim typowe braterskie rozgoryczenie. Może nawet i lekką zazdrość. Widziałem jednak w tej historii coś więcej.
- Co się stało z tą dziewczyną?
- Rano znalazły ją jej współlokatorki. W łóżku. Z podciętym gardłem - Noah przełknął ślinę - A obok leżał liścik. 'Dziękuje za wspaniały wieczór'. ..
- Nikt się nie domyślił, że to Gnash? - oburzyłem się.
Dominic prychnął.
- Oczywiście, że się domyślili. Każdy inny zostałby ukarany. Ale ojciec Gnasha jest jednym z najważniejszych dowódców tu - Noah zaczął mocniej pocierać ostrze - Nikt nie śmiałby go oskarżyć. Jedynie Jamie wymierzył mu sprawiedliwość...
- Jak?
- Nie widziałeś jeszcze tych blizn na prawym policzku Gnasha ciągnących się przez połowę szyi? Jamie prawie go zabił, ale wtedy nakryła go bliska koleżanka tej zamordowanej przyjaciółki. Powiedziała mu żeby nie zniżał się do poziomu Gnasha. Zdekoncentrował się wtedy, a ten tchórz zwiał... Nie powiedział nikomu, że to Jamie. Bał się że jego zbrodnia również się wyda parszywy pies.
Aim postanowił opuścić ośrodek. Podczas treningu celowo wystawił się jednemu z uczniów. Później dogadał się z ojcem, że będzie równie przydatny poza ośrodkiem.
- Macie tutaj ojca? - spytałem zdziwiony.
- Taa.. - mruknął - Ale jest aniołem czystej krwi. Rzadko go widujemy. Prawie w ogóle. Staram się mieć z nim pozytywne relacje, ale Jamie nie ukrywa jak bardzo go nienawidzi. Zostawił nas gdy byliśmy mali. Matka się załamała i wkrótce odebrała sobie życie. Wychowywała nas babcia, ale zmarła rok temu - zakończył ze smutkiem Noah.
- Przykro mi - mruknąłem.
- Radziłbym ci uważać na Bellę. Ona naprawdę podoba się Gnashowi, a słyszałem, że wczoraj na balu wyglądała naprawdę olśniewająco.
- Jakim balu? - popatrzyłem na niego zdezorientowany.
- Ah no tak ciebie nie było... Byłeś wtedy w konserwatorium z Mike'm nie? - mruknął zmieszany.
Zacisnąłem zęby.
Nie zdążyłem odpowiedzieć bo w tej samej chwili weszła grupa.
Noah pożegnał się i wyszedł.
- Dobra stawajcie w kole - rozkazałem - Ostatnio poszło wam całkiem nieźle, ale dziś będzie trochę trudniej. Będziecie się kolejno ustawiać przed deskami, a wasi partnerzy będą rzucać - zobaczyłem w ich oczach przestrach - Jeśli się skoncentrujecie nic nikomu nie grozi - Elise? - zwróciłem się do chyba najbardziej odważnej dziewczyny w tej grupie. Lubiłem ją też dlatego że była wilkołakiem.
- Tak? - wystąpiła przed szereg i uśmiechnęła się delikatnie.
- Stań tam - poleciłem dobywając noża.
- Tak jest! - z gracją podeszła do deski i odwróciła się patrząc mi w oczy.
- Gotowa?
- Gotowa - odpowiedziała pewna siebie. Reszta grupy uważnie nam się przyglądała.
Skoncentrowałem się... i rzuciłem.

Rozległy się ciche brawa. Ucieszyłem ich gestem.
- Nie celujcie na początek blisko ciała. Będę między wami krążył. I pamiętajcie. Koncentracja.
Podzielili się na pary i zaczęli ćwiczyć. Ja osobiście nie mogłem się skoncentrować. Myślałem cały czas o Gnashu i Belli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz