czwartek, 11 sierpnia 2016

Od Kath

  Powoli przekonywałam się do Willa, którego tak bardzo nienawidziłam wcześniej. Jednak nadal mało o nim wiedziałam, nic mi o sobie nie mówił... ja również. Gdy pytał o moje dzieciństwo mało mu mogłam powiedzieć, wspomnienia bolały. Nadal widziałam tego mężczyznę który katował mnie i inne dzieci do krwi, pracował tam dwa tygodnie, potem odszedł z własnej woli i weszła za niego miła młoda pani która zajmowała się nami...
  Siedziałam z Willem w barze, starałam się otworzyć gdy przestał pytać... Zamówiłam jednego z mocniejszych drinków... sądziłam, że pomoże mi się otworzyć.
-Jesteś pewna, że chcesz kolejnego? - spytał zaniepokojony Mason.
  Oczywiście, mógł się lekko zaniepokoić... Will wyglądał na nieciekawego typa, na prawdziwego ''wolnego'' człowieka z Orleanu. Jedynie spojrzeli sobie w oczy, barman nienawistnie, a Will zupełnie obojętnie, nie patrzył na niego z wyższością... ani nic w tym guście. Po prostu nic sobie z tego nie robił...
-Pilnuję jej. - odparł Will spokojnie, a Mason parsknął.
-Nie znasz jej umiaru. - prychnął.
  Will kiwnął głową, zapłacił za alkohol który wypiłam i wyprowadził mnie powoli z baru, choć nie było ze mną aż tak źle. Chwiejnym krokiem podeszłam do motocykla Willa i oparłam się o niego.
-Nie dam rady wsiąść... - mruknęłam odgarniając włosy.
  Zaśmiał się pod nosem.
-Dasz radę.
-Może. - szepnęłam i przełożyłam nogę przez maszynę.
  Will usiadł za mną, złapał kierownicę i pilnując bym nie spadła siedząc z tyłu w trakcie jazdy... Położyłam dłonie na jego, chcąc się czegoś przytrzymać. Ścisnęłam mocniej dłonie, obraz lekko mi się rozmazywał. Gdy zatrzymaliśmy się pod moim domem przytuliłam go delikatnie, podziękowałam za NIEPOTRZEBNĄ pomoc i weszłam do środka.
  Padłam na łóżko i przytuliłam się do poduszki.

  Obudziłam się około południa, do drzwi dobijał się ktoś... Zdawało mi się, że to Sophie. Wstałam owinięta kołdrą po szyję, otworzyłam drzwi mrużąc oczy. Miałam rację, Sophie stała przede mną lekko zdenerwowana.
-Musimy pogadać. - zażądała i weszła do środka poważna.
-Tylko nie krzycz... proszę. - mruknęłam.
-Ale ja nie krzyczę... jeszcze. - spiorunowała mnie wzrokiem.
-O co chodzi?
-Czemu nie przychodzisz do mnie? Do mamy i dziadka? Od dwóch dni z moim bratem zachowujecie się jak dzieci!
-Może tak jest dla niego lepiej. - wzruszyłam ramionami.
-O co wam chodzi?
-A ja wiem? Brata spytaj.
-Najpierw przyszłam do ciebie.
-Nie wiem co się z nim dzieje, nie będę się narzucać Sophie.
-Nie narzucasz się. Tęsknię.
  Podeszłam do niej i przytuliłam ją.
-Możesz zawsze do mnie przyjść. Pamiętaj, że zawsze ci pomogę.
-Pogódź się z moim bratem...
  Skrzywiłam się.
  Gdy wyszła od razu położyłam się znów do łóżka i tak leżałam.
  Gdy usłyszałam telefon około dwunastej w nocy zmęczona odebrałam.
-Haaalooooo...? - wymruczałam.
  Usłyszałam w słuchawce głos Matta.
-Mogłabyś otworzyć?
-Co?
-Jestem pod domem. Musimy pogadać.
  Wstałam i szybko się ubrałam. Wyszlam w czarnych dresach na zewnątrz spotykając alfę.
-Will zaginął, widziałaś go ostatnia. Nie odbiera telefonu, nie czuję go w lesie.
-Odwiózł mnie do domu... nie widziałam go w ogóle później... cały dzień spałam...
-Musisz sobie coś przypomnieć. Wspominał gdzie jedzie?
-Nie, ale no chyba wróci... nie? Jest duży, czemu się tak przejmujesz?
-Bo jest niebezpieczny jak straci kontrolę.
-Wy jej nie tracicie! - krzyknęłam spanikowana gdy odwrócił się ode mnie.
-Ale mój brat jest jak bomba. Nie panuje nad sobą gdy coś się spieprzy.
-Ale co takiego mogło się stać?
-Chciałbym wiedzieć, Kath. - westchnął.
-Pomogę ci go znaleźć...
-Jak, skoro nawet ja w lesie nie czuję jego zapachu? W mieście go nie ma, nigdzie.
-Znajdzie się, nie jest dzieckiem.
-Znam go dobrze. Może i nie jest dzieckiem ale jeśli spuści się ze smyczy będzie źle.
  Odszedł a ja spanikowana zaczęłam go szukać...

  Dopiero po tygodniu... wieczorem, usłyszałam dźwięk telefonu. Siedziałam z Hugiem i Flynnem, rozmawialiśmy przy ognisku. Dopadłam telefon i odeszłam kawałek.
-Will?! Gdzie jesteś?!
-Kath...  - usłyszałam jego łamiący się głos.
-Co się stało, Will? - spoważniałam.
-Moja matka... Marcel... - usłyszałam stukanie kieliszków gdzieś w tle.
-Jesteś w barze.Już jadę.
  Gdy weszłam pośpiesznie do środka rozejrzałam się i zobaczyłam go...
  Podbiegłam do niego i zacisnęłam dłoń na ramieniu zdenerwowana.
-Gdzie byłeś...?
-W Nowym Orleanie... Marcel wrócił tam... lekarze odłączyli ją... na jego prośbę... zahipnotyzował ich... odłączyli ją od maszyny która trzymała ją przy życiu, po kilku godzinach męczarni...
  Położyłam mu głowę na ramieniu i przytuliłam się do jego ramienia.
-Będzie dobrze...
  BĘDZIE D-O-B-R-Z-E. Najgłupsza i najgorsza rzecz którą mogłam teraz powiedzieć! Jakiś pojeb zabił mi matkę. BĘDZIE DOBRZE! ZOBACZYSZ KUMPLU!
  Już nic nie mówiłam, po godzinie Will wypił tyle, że ja dawno bym leżała, rzygała pod siebie i czołgała się nie wiadomo gdzie. Ale miał mocną głowę, szedł prosto, tak jak zwykle, nie zmienił się, nie seplenił... był taki sam. Nie był motocyklem, zdziwiłam się. Przyspieszył, gdy go dogoniłam i dotknęłam jego ręki był gorący, parzył wręcz. Oddychał ciężko i niemiarowo. Wystraszyłam się.
-Will... może wrócisz...
-Zabiję tego śmiecia.
-Will... Uspokój się najpierw...
-Zabiję go. Wyrwę go jak chwasta. Rozszarpię jak jego szmatę kilka tygodni temu... nie ucieknie przede mną, rozumiesz?
-Will!
  Odbiegł i na ulicy w świetle lamp, niekontrolowanie zmienił się w bestię i pobiegł w stronę lasu, zgniatając pod swoim ciężarem samochody. Wróciłam szybko do domu i wpadłam na Matta... gdy mu powiedziałam co zrobił...
-Na pewno wie, że będę go szukał w lesie... - mruknął.
-Chce znaleźć Marcela... Nie wiem do czego jest zdolny, ale...
-Jeśli już się pokaże, to z pewnością tylko tobie... daj znać gdyby co się zadziało.
  Odszedł znowu. Usiadłam na schodach pod domkiem... co robić? Czy Will jest niebezpieczny w takim stanie...? Czy w ogóle nad sobą panuje?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz