środa, 24 sierpnia 2016

Od Lucy

  Weekend minął fatalnie, nie wspominając o milczeniu ze strony matki i ojca. Starałam się nie odzywać do niej, ignorować jak tylko się dało. Jednak wiedziałam, że będzie tylko gorzej. Mama nawet do mnie nie pisnęła słowem, ojciec nie wie, że znam kawałek prawdy, że kobieta która mnie wychowywała od dziecka nie jest moją matką.
  Rano wyszłam z domu i poprosiłam kierowcę, by mnie podwiózł. Nie wytrzymałabym dłużeuj z ojcem w jednym samochodzie. Gdy szłam korytarzem wraz z Bethany ujrzałam na horyzoncie Stephanie. Przyjaciółka nachyliła się do mnie spuszczając wzrok z rudej suki.
-Słyszałam, że rozstała się definitywnie z Finnickiem. - szepnęła.
  Co nie bardzo mnie interesowało. Obojętnie zerknęłam na Steph, która mroziła mnie wzrokiem.











-Hej Bethany. - uśmiechnęła się do niej ignorując mnie. - Wpadaj na imprezę. - podała jej zaproszenie.
  Zerknęłam na nie.
-W środku tygodnia? - spytałam lekko zdziwiona.
-Ja mogę. - uniosła brwi znacząco i wyprostowała się.
-Ach, no tak. - zaśmiałam się. - Zapomniałam.
  Uśmiechnęła się złośliwie.
-Sorry, ale nie mogę. Uczę się. - odparła Beth.
  Aż na nią spojrzałam. Beth i nauka?!
-Wszyscy schodzą na psy... - warknęła zniesmaczona. - W każdym razie do zobaczenia, jeśli chciałabyś wpaść. Będzie cała szkoła. - mrugnęła i odeszła.
  Beth odwróciła się od niej i mruknęła.
-Ma jednak mniejsze cycki niż mówili. - westchnęła.
-I tyłek. - odwróciłam się do przodu. - Finnick dobrze zrobił, że zerwał z taką ździrą.
-A daj spokój. - machnęła ręka. - Dobrze, że nie idę na jej imprezę. Pełno ludzi, chodzi z swoja przyjaciółeczka Mią, która nagrywa jej ''życie celebryty''.
  Przewróciłam oczami i poszłyśmy do swoich klas.


   Nadeszła lekcja z Brooksem, jednak nieco inna niż wszystkie. Zachciało mu się lekcji zapoznawczej z jakimś jego konkretnym tematem, więc weszliśmy do odrębnej sali obok, która służyła głownie do przygotowań teatralnych czy zajęć muzycznych.
-Nino, jak idzie wam przygotowanie o szkolnych lunchach? - spytał Brooks do grupki od gazetek szkolnych.
  Na Boga, przecież tego i tak nikt nie czyta.
-Chcemy napisać o tym, że lody w stołówce zdrożały o 15 centów i...
-To trochę mdławe. - wtrącił Brooks. - Musicie się wgryźć w temat. Szkoła serwuje pizzę za pieniądze podatników, za które leczymy się z cukrzycy wywołane jedzeniem pizzy... Bum! To jest news o szkolnych lunchach. Zapiszcie, zakreślcie. Jestem dumny ze wspólnego, ale głównie mojego pomysłu. Co tu jeszcze mamy? Ostatni temat...
  Poczułam ten znajomy mi wzrok na sobie. Gapił się na mnie Jamie, znowu. Powinnam przywyknąć, jednak bardziej mnie to irytowało. Że mu się to nie nudziło, byłam nieco zdziwiona. Całej reszcie hołoty nudziło się to po kilku godzinach. Wpatrywałam się w niego tak samo jak on we mnie. Był rozbawiony, jak zawsze, a ja z powagą obserwowałam jego głupawy uśmieszek.












  Uniósł brwi, nie spuszczając mnie z wzroku. Ja natomiast jedyne co to mrugnęłam, mój wyraz twarzy nie zmienił się ani trochę.
-Wiem, że jestem przystojny. - powiedział bezgłośnie.
  Parsknęłam, prawie dławiąc się gumą do żucia.
-... trudny, ale prestiżowy, dla każdego prawdziwego reportera kontestującego życie społeczne szkoły. Chętni? - rozejrzał się po zebranych.
  Odwróciłam wzrok od niego, chcąc się jakoś schować za dziewczyną siedzącą przede mną. Zawsze gdy brak było chętnych na dany temat brał mnie, ze względu na to, że mnie nie lubił z nieznanego powodu i wiedział, że jestem na tyle inteligentna i energiczna, że wywiążę się z każdego tematu przyciągając do niego czytelników.
-Widzę las rąk. - skomentował. - Nikt? Serio nikt?
  Momentalnie zakryłam twarz ręką, prawie kładąc sie pod krzesłem koleżanki z przodu.
-Może jednak? - cisza. - Luuuuucy. - wskazał na mnie, a ja wyczołgałam się spod krzesła. - Co robisz pod krzesłem? - spytał, jakby nie wiedział.
-Yyy... upadł mi długopis. - (którego nie miałam przy sobie).
  Królowa wymówek. Nie ma co.
-Lucy, na ciebie właśnie liczyłem. - uśmiechnął się. - Chce żebyś wyszła ze swojej strefy komfortu i uszlachetniła swoim dziennikarskim pazurem artykuł o balu maturalnym.
  Zbladłam i miałam ochotę wyrzygać się na lśniącą podłogę. Chyba sobie kpi.
-A konkretnie o jego znaczeniu dla mojej osoby, wróć! Nie dla mnie, byłem nerdem i nie imprezowałem. - dodał, co nie bardzo mnie rozśmieszyło w przeciwieństwie do całej reszty.
-Jeśli mogę się wtrącić, panie profesorze, z całym szacunkiem, ale...
-Jesteś podekscytowaną szansą pokazania na co stać Lucy Collins, którą tak wszyscy chwalą. - posłał mi złośliwy uśmiech. - Wpadniesz na bal, napiszesz parę słów... miło z twojej strony, że się zgadzasz...
-Ale... bal maturalny mamy za rok... - zaczęłam próbując się jakoś zgrabnie wykręcić.
-Ale kto to zrobi lepiej jak ty. - wyszczerzył się.
  Kutas.
  Gdy wyszedł bo dostał jakiś telefon odwróciłam się do Dennis.
-Co to ma być? - warknęłam zła.
-Wiem, że to słabe, ale może to wszechświat każe tam być.
-Tylko bez tekstów o wszechświecie, dzień się dopiero zaczął, okej? Wszyscy mogą sie wypchać, okej?
-To nie koniec świata.
-Łatwo ci mówić. - zaśmiałam się i zakryłam twarz zeszytem twardą okładką waląc się po twarzy.
  Dennis poklepała mnie pocieszająco po ramieniu. Dosiadł się do mnie kleszcz.
-Ale ty się kleszczysz. - warknęłam do Jamie'go.
-Nie no, pozazdrościć. Nie wiedziałem, że robisz za szkolnego kujona. - zaśmiał się.
-Skoro już wiesz, że jestem kujonem odwalisz się ode mnie? - spytałam z nadzieją.
  Skrzywił się.
-Nieee, nie sądzę.
  Opadły mi ręce.

  Na przerwie stałam przy swojej szafce, podszedł do mnie Finnick Odair, co zupełnie mnie zaskoczyło.
-Hej przystojniaku. - rzucił gdy stanął bliżej niż powinien.
-Cześć sąsiadko. - uśmiechnęłam się do niego od niechcenia.
-Idziesz?
-Gdzie mam iść?
-Na maturalną imprezę? Słyszałem jak cię urządził Brooks, nie wywiniesz się.
-Niech się wypcha, prędzej umrę niż wejdę na ten bal popaprańców. A co?
-Chciałbym wiedzieć, czy robisz to zadanie z Chrisem...
-Ostatnio nie mam z nim kontaktu.
-Ty z Christophem nie masz kontaktu? - parsknął.
-Od kiedy pokazał jakim jest zaćpanym kretynem...
  Urwałam, gdy podeszła Stephanie i zaczęła obrzydliwie lizać się z zaskoczonym z początku Finnickiem. Spojrzała na mnie, jakby myślała, że zazdroszczę, czy nawet mnie to w jakiś sposób wkurza.











-Okej lesbijki. - uśmiechnęłam się. - Przerwijcie paradę równości, bo się wzruszę.
  Oderwała się od Finnicka.
-O hej, też tu jesteś. - parsknęła.
-No, widzisz. Jednak ja nie biorę udziału.
-W czym? - spytała zdziwiona.
-W paradzie równości którą przed chwilą odstawiałaś. - uśmiechnęłam się szeroko.
-Idiotka. - warknęła. - Wiem, że za mną tęsknisz. - zwróciła się do Finnicka i odeszła kręcąc tyłkiem.
-Nie wnikam. - pokręciłam głową.
-Ta...
-Dobrze się bawisz? - spytałam.
-Tak, przyznam, że twoje kumpele świetnie się dziś prezentują.
-Jakie kumpele?
-Beth i Dennis. - sprostował. - Pytały o mnie?
-Kiedy im powiedziałam, że jesteś wolny oczy im zaiskrzyły z zachwytu i zaczęły tańczyć, to było po prostu piękne. - odparłam chowając rozbawienie.
-Robiły coś jeszcze, do czego mógłbym się przyłączyć? Albo chociaż popatrzeć? - odwróciłam wzrok zażenowana. - Żartuję. Dobra, nie żartuję, chcę wiedzieć wszystko.
-Nie muszę ci zdradzać perwersyjnych szczegółów z życia moich przyjaciółek.
-W pewnym sensie musisz. Chłopaki się ciebie o nie pytają bo jesteś ich ''przekazem''.
-Ich kim? - spytałam nie rozumiejąc.
-Ich przekazem, tę brzydszą od nich samych. - sprostował.
-Co ty właśnie powiedziałeś? - spytałam oburzona.


















-To nic takiego, w każdej paczce jest ktoś taki. One są od ciebie wyższe, co dodaje im uroku, są sztucznie wypchane, ale to mega seksowne. Ciebie też bym pieprzył, gdyby nie twój niski wzrost.
  Patrzyłam się na niego, jakbym chciała go zabić.
-Słuchaj, nie miałem nic złego na myśli, przekaz nie zawsze musi być jakąś paskudą. Jesteś śliczna, ale za niska dla 3/4 facetów w szkole, przez co nie chcą cię. Wybierają te łatwe, które łatwo się zaciągnie do łóżka, przeleci i się je zostawi, najlepiej żeby były wysokie, długie nogi, wiesz, ładne i w ogóle. Spójrz na Robyn. - wskazał palcem na uroczą niską blondynkę stojącą po drugiej stronie szafek obok swoich kumpeli.
-Robyn jest cała śliczna! - oburzyłam się.
-Tak, ale spójrz na jej kumpele. Są mega atrakcyjne, dodaje im to wzrost, spójrz na ich nogi. Ty przy Bethany i Dennis jesteś karlątkiem.
-Karlątkiem? - oburzyłam się i zacisnęłam zęby. - Tylko facet mógł powiedzieć coś takiego...
-Lu, ile chłopaków podpytuje cię o Bethany? - spytał popijając wodę.
  Zamyśliłam się.
-Nie wiem, sporo...
-Okej, a ilu gości pyta o ciebie? - zamilkłam. - Widzisz?! Zakumplowałaś się z laskami które cię zasłaniają i są ładniejsze od ciebie, brawo!
  Wściekła wyrwałam mu wodę z ręki i oblałam go. Ruszyłam przed siebie na lekcje biologii cała wściekła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz