- Dominic? Dominic? - ktoś szturchał moją rękę.
Drgnąłem i otworzyłem oczy. Przez chwile zdezorientowany zastanawiałam się gdzie jestem. Szybko ogarnąłem że dalej w szpitalu.
- Komuś tu się chyba usnęło - mruknął złośliwie Flynn siedzący przede mną. Przewróciłem oczami i zarejestrowałem że ten ktoś kto mnie obudził to była Sophie właśnie biegnąca do automatow po drugiej stronie korytarza. Zdziwiłem się. Budziła mnie po to żebym jej cos kupił? Zawsze była bardzo samodzielna..
Mimo to kierowany ciekawością zignorowałem docinki Flynna i Carla o moim zasypianiu.
Sophie czekała na mnie za rogiem.
- Co się stało mała? - spytałem ziewając.
- Oprzytomnij troche! - syknęła - Bella moze i nawet walczy o życie a ty spisz!
Byłem na nogach przez dwie całe dobry, dochodziła 2 w nocy i chyba mogłem uciąć sobie 10 minutową drzemkę... Mimo to pod oskarżycielskim wzrokiem mojej siostrzyczki poczułem sie serio jak idiota.
- Tak jest. Zero spania od teraz.
Przewróciła oczami i przysunela się do mnie.
- Pomyślałem że to moze jakos pomoc Belli... - szepnęła i wsunęła mi jakis przedmiot w rękę.
Zerknąłem na to i zamarłem.
- Skąd to wzięłaś?
Zarumieniła się i chrząknęła.
- Dziadek zapomniał zamknąć szufladę na klucz..
Westchnalem. Mała zabrała przechowywany tam od lat lniany woreczek zawieszony na rzemyku. Były tam starte przeróżne zioła i wierzono że jakieś części z prochów naszych przodków. Święcony w rożnych obrzędach i przekazywany z pokolenia na pokolenie mial sprawiać że osoba dotykająca go miała szybciej zdrowieć lub nabierać sił. Osobiście w to nie wierzyłem ale nie dało się zaprzeczyć że było cos w tym 'magicznego'.
- Sophie... - zacząłem z politowaniem lecz przerwała mi.
- Wiem co sobie myślisz Dominic! Że to głupie. Jednak ja wiem.. Ja wierze że to jej pomoże - spojrzała na mnie błagalnie - Proszę daj jej to. Nic nie staci a zyskać moze wiele. Dziadek napewno sie nie zdenerwuje kiedy dowie się że to dla niej...
- Ale mi nie wolno do niej wejść.. - zacząłem łagodnie ale przerwała mi.
- Wierze że ci się uda - ucięła i ruszyła w stronę sali Belli.
Westchnąłem. Nie bałem się że lekarz mnie przyłapie. Podświadomie chyba obawiałem się jak będzie wyglądać tak zawsze żywa Bella podpięta do tych rurek.
Nie mogłem jednak zawieść Sophie. Przed salą siedział Toby który co chwile zasypiał i budził się gwałtownie dopytując sie o stan Belli. Nikt nie mógł jednak odpowiedzieć mu na to pytanie.
Mama nie spała tylko patrzyła sie cały czas w jeden punkt w ścianie, a Sophie zwinęła sie jak kot na krzesłach obserwując cień z świateł ulicznych wpadających przez okno.
Ze stada został obowiązkowo Hugo stojąc przy drugim oknie. Carl i Flynn postanowili dotrzymać mi towarzystwa. Cody musiał wracać do domu bo babcia pilnie go potrzebowała. Teraz było im wyjątkowo cieżko po śmierci matki na szczęście młody szybko doszedł do siebie.
Alberto i Matt musieli zejść na warte, a ten cały Will chyba tez. Kathie juz dawno wyszła. Mason całe szczęście zrozumiał że jednak jeszcze nie moge wrócić do baru.
- Myślicie że uda mi się tam wejść? - szepnąłem do Carla i Flynna.
Popatrzyli na mnie jak na wariata.
- Daj spokój. I tak błagaliśmy lekarza przez godzinę żebyśmy mogli zostać na noc co jest dla każdego zabronione. Doktor zgodził sie tylko dlatego że Toby znał się dobrze z jego nieżyjącym ojcem i pod warunkiem że zachowamy absolutna ciszę a pielęgniarka będzie nas nieoczekiwanie sprawdzać. Chcesz żeby cie nakryli i wyrzucili nad stad wszystkich? - powiedział Carl.
- Muszę zaryzykować - odparłem stanowczo.
Flynn westchnął.
- Carlie musimy mu pomoc.
Carl zrezygnowany pokręcił głowa.
- Dobra. Masz 5 minut. Jeśli pojawi się pielęgniarka damy ci jakos znać.
Zacząłem sie komicznie przekradac do drzwi. Flynn wybuchnął śmiechem ale Carl szybko go uciszyl.
Myślałem ze będę musiał troche poszperać przy zamku ale całe szczęście klamka ustąpiła pod naciskiem. Mama obserwowała mnie ale nie powiedziała nic. Sophie uśmiechnęła sie pod nosem udając ze niczego nie widzi. Dziadek spał.
Hugo niespodziewanie odwrócił sie od okna i spojrzał na mnie nienawistnie. Zanim zdążył cos powiedzieć wślizgnąłem się do środka.
Po tym co dziś widziałem nie miałem watpliwości ze ta bliska osoba o której mowila to był on. Poczułem dzika satysfakcję że został tam sam na korytarzu. Wiedziałem ze zachowuje sie jak dupek ale po ostatnim przestał sie dla mnie zupełnie liczyć.
Bella wygladała jakby spała. Podpięta do rurek oddychała miarowo. Nie wygladała tak okropnie jak myślałem. Podszedłem do niej powoli. Pochyliłem sie nad nią i poprawiłem jej pościel. Tknięty dziwnym uczuciem założyłem jej wystający kosmyk za ucho.
- Wracaj do nas Bella.. - szepnąłem i wsadziłem jej woreczek w dłoń, zaciskając wokół niego palce tak, zeby lekarz lub pielęgniarka nie zauważyła że cos ma w ręce.
Hugo miał problem. Bella nie była jego własnością. Co mogłem poradzić na to że dziewczyna stawała mi się bliska?
Odwróciłem sie szybko. Nie chciałem dłużej na nią patrzeć. Pospiesznie wyszedłem a na korytarzu Carl i Flynn spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Zajęło ci to jakąś.. Minutę? - stwierdził rozbawiony Flynn
- Widzicie jaki jestem szybki? - mruknąłem i usiadłem obok nich obserwując zirytowanego Huga i zadowolony uśmiech na twarzy Sophie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz