piątek, 19 sierpnia 2016

Od Dominica

- No to do łóżka - zarządziłem - Musisz się w y s p a ć - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Z tobą za ścianą nie da się wyspać - burknęła.
- A kto powiedział że będę za ścianą? - odparłem i parsknąłem śmiechem widząc jej minę - Niczego nie musisz się bać. Nie lubię na śpiocha - mrugnąłem znacząco.
- Zboczeniec! - roześmiała się wstając.
Zamknęła się w łazience. Po chwili puściła się woda z prysznica. Uśmiechnąłem się pod nosem wyobrażając sobie co by się działo, gdybym tak przez przypadek się tam pojawił..
Zapatrzyłem się w jakiś film akcji w telewizorze i nawet nie zorientowałem się jak podkradła się z tyłu.
- Tu jestem! - krzyknęła niespodziewanie mi zza pleców. Nie doczekawszy się mojej reakcji, przechyliła się przez sofę i  przyjrzała mi się badawczo - No co jest? Nie wystraszyłeś się? Co z toobą?
- Jesteś tak samo groźna jak i zabawna - odparłem rozbawiony.
- Czyli, że bardzo? - zmrużyła oczy przypatrując mi się z groźbą.
Roześmiałem się.
- Tak, bardzo, bardzo.
- To dobranoc Dominic - powiedziała przesłodzonym tonem.
Już miałem jakoś złośliwie się jej odgryźć, gdy nachyliła się i pocałowała mnie szybko w policzek.  Poszła  do pokoju, a ja zaskoczony złapałem się za to miejsce. Uśmiechnąłem się pod nosem. Co za dziewczyna..
W nocy postanowiłem jej dla odmiany nie odwiedzać. Na chwilę wyszedłem z domu żeby rozejrzeć się po okolicy. Gdy nie napotkałem żadnego niepokojącego tropu, wróciłem. Zastanawiałem się co się dzieje w domu. Miałem nadzieję, że jutro się wszystkiego dowiem.
 Rano nie umknęło mojej uwadze, że Bella była wyjątkowo niewyspana.
- Czyżbyś się nie wyspała? - spytałem rozbawiony przy śniadaniu.
Zmierzyła mnie wzrokiem.
- Może tak, może nie - burknęła.
- Koszmary?
- Odczep się.
-  Uhuhu - uniosłem ręce - Widzę, że wstałaś lewą nogą z łóżka.
Założyła buntowniczo ręce.
- Zjadłeś już? Chciałabym jechać.
- Jak sobie życzysz - odparłem śmiejąc się.
10 minut wpakowałem bagaże do bagażnika. Bella stała przed domem, wpatrując się w jego okna. Podszedłem do niej powoli.
- I w końcu nie weszłaś do swojego pokoju - stwierdziłem.
- Może innym razem - mruknęła zamyślona - To co możemy jechać?
- Jeszcze chciałbym coś załatwić - szepnąłem.
Uniosła brwi. Złapałem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie.
- Wiesz że mogłem cię wykorzystać. Zmanipulować tak, abym dostał wszystko bez żadnego ale.
- Wątpię, ja...
- Bello - przerwałem jej - Nie skrzywdziłem cię. I nigdy tego nie zrobię. Rozumiesz?
- Em, ja...
- Ufasz mi? - znów jej przerwałem.
- Co to za głupie pytanie - odwróciła zmieszana wzrok.
- Bello...
- No oczywiście, że ci ufam.
Rozchmurzyłem się i pochyliłem się nad nią, mając nadzieję że nie dostanę zaraz w pysk.
Pocałowałem ją delikatnie. Nie opierała się, ale z początku też nie oddawała pocałunku. Dopiero po chwili odwzajemniła go. Nie posuwałem się jednak dalej i odsunąłem się.
Zaczerpnęła powietrza. Zarumieniła się uroczo - zresztą jak zwykle.
- Co to miało... - zaczęła, lecz przerwałem jej.
- Nie rozmawiajmy już o poważnych sprawach - uśmiechnąłem się do niej szeroko - Jedźmy.
Bella nie odzywała się się za często. Przeważnie mi się przypatrywała z boku. Rzucałem czasem jakieś żarciki czy uwagi, ale była jak nieprzytomna. W końcu odpuściłem, a ona zasnęła.

 Dojechaliśmy koło południa. Od razu wpadłem do domu, nie wyjmując bagaży.
- Jesteśmy - krzyknąłem wchodząc z Bellą.
Gdy Sarah wychyliła się cała zapłakana z ramienia matki zamarłem. Może nie byłem dobrym bratem. Może nie okazywałem jej zbyt dużo uczuć i uwagi. Ale mimo wszystko była moją siostrą. Którą kochałem. Na swój sposób.
Nawet nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy Sarah pobiegła do swojego pokoju. Mama patrzyła na mnie z obawą. Ja wpatrywałem się tylko w drzwi do pokoju Sary.

Poczułem dłoń Belli na moim ramieniu. Chciałem iść do niej, lecz powstrzymała mnie Bells.
- Poczekaj... Nie wiemy co się stało.. - mruknęła.
- Mamo?
- To sprawa Sary, nie mogę ci nic powiedzieć - odparła sfrustrowana i wyszła do kuchni.
Dziadek milczał. Sophie nawet nie wiem gdzie była.
- Świetnie - odparłem sarkastycznie - Świetnie! Poradzę sobie sam.
Wybiegłem z domu. Bella wołała za mną, ale zignorowałem to.
Po 10 minutach wpadłem do Flynna do domu. Jego mama spojrzała na mnie zaskoczona.
- O Dominic. Co za niespodzianka. Flynn jest z Carlem i Codym u siebie w...
Nawet nie pozwoliłem jej dokończyć, tylko wpadłem do dobrze znanego mi pokoju. Siedzieli skupieni i dyskutowali nad czymś. Widząc mnie wściekłego, zbladli wszyscy po kolei.
Najszybciej otrząsnął się Carl.
- Dominic! Wróciłeś stary! Czemu nic nie powiedziałeś?! - podszedł do mnie i zaczął klepać mnie po plecach.
- Może dlatego że nikt z was nie odbierał telefonu, albo zawsze szliście na warte - syknąłem i odsunąłem się od niego.
Wszyscy spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
- Dominic, to nie tak my... - zaczął Flynn.
- Może się w końcu dowiem co tu się dzieje do cholery?! - warknąłem - Zostawiam wam siostrę pod opieką, jak wyjeżdżam jest szczęśliwa, wszystko gra, a gdy wracam po paru dniach jest w stanie lekko mówiąc złym?!
- Zaszło pewne nieporozumienie... - zaczął się plątać Flynn.
- Nieporozumienie?! - podniosłem głos - Mówcie co jest grane!
- Widzisz bo - zaczął Carl - Sarah spotykała się z Albertem...
- Spotykali się?! - krzyknąłem.
Znów po sobie spojrzeli.
- Dominic, jeśli ty tak reagujesz...
- Mówcie - odparłem siląc się na spokój.
- Kath wróciła! - powiedział nieoczekiwanie Flynn.
Drgnąłem.
- Wróciła? - wyszeptałem. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że chcą odwrócić moją uwagę, więc wściekłem się jeszcze bardziej - Mówcie co jest grane w tej chwili, albo sam wybiorę się do Albiego!
Zamarli. Cody dziwnie się trząsł wpatrując się w ręce, ale nie mówił nic.
- Dominic, to wszystko... - zaczął Carl i właśnie wtedy Cody wybuchł.
- Alberto wykorzystał Sarah, by się zemścić na waszym ojcu! Jakiś jego znajomy chciał zgwałcić dziewczynę, a Alberto nie pozwolił na to. Wtedy wasz ojciec wpakował go na dwa dni do więzienia, a on postanowił się zemścić.
Zapadła cisza. Carl i Flynn spoglądali szybko to na mnie, to na Cody'ego.
- Wykorzystał? - powiedziałem bezgłośnie - Zemścić? Na mojej siostrze?
Nie odpowiedzieli. Nagle wszystko do mnie doszło.
- Przeleciał MOJĄ siostrę by zemścić się na NASZYM ojcu?! - wrzasnąłem.
- Dominic, ale to nieporozumienie, bo.. - zaczął gorączkowo Flynn i w tym momencie weszła jego matka.
- Chłopcy czemu jesteście tak głośno?  - zmarszczyła brwi - Chciałam zapytać czy nie mielibyście ochoty na mój przepyszny...
- Zabiję go - wyszeptałem patrząc na nich i wybiegłem z domu mijając po drodze zaskoczoną matkę Flynna.
- Dominic! - usłyszałem jeszcze z wewnątrz - Boże, zatrzymajcie go! Oni się zabiją!
Nie pamiętam co się działo odkąd wyszedłem od Flynna. W głowie miałem tylko obraz swojej zapłakanej siostry. Siostry która tyle przeszła i tyle razy została skrzywdzona.
Nie daruje mu tego.
Rzadko u niego bywałem, ale drogę znałem dobrze. Wszedłem od razu bez pukania.
Spodziewał się mnie, bo nie zaskoczył go mój widok.
- Dominic, tylko mnie wysłuchaj. Wiem jak to wygląda, ale to wszystko...
- Zamknij się - przerwałem mu gotując się w środku - Nie mów już nic więcej człowieku.
Odwrócił bezradnie wzrok.

Podszedłem do niego powoli patrząc mu w oczy. Gotowałem się w środku i tylko resztkami siły woli nie przemieniłem się w domu.
-Dominic to jedna wielka pomyłka, jak ci to wszystko wytłumaczę to zrozumiesz.
- Myślałem, że jesteś moim przyjacielem.
- Kurwa zrozum, ja i Sarah...
- Człowieku - przerwałem mu - Ty już nie żyjesz.
image
I rzuciłem się na niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz