czwartek, 11 sierpnia 2016

Od Julii

Z każdym dźwiękiem wydawanym przez maszyny. Z każdym biciem mojego serca fala wspomnień atakowała mnie.
Przypominałam sobie todziców, pożar, szpital a potem resztę wydarzeń które następywały jedno po drugim.
Kiedy pierwszy raz przemieniłam się w wilkołaka bałam się że stałam się potworem.
Wtedy nie wiedziałam jak bardzo się myle.
Ja już byłam potworem. Krzywdziłam każdego kto tylko był w pobliżu.
Zostałam odrzucona przez społeczeństwo. Może to i dobrze?
Nie tyle wspomnienia o rodzicach jak wspomnienia o Jacobie były najbolesne.
To wtedy byłam potworem. Miałam za zadanie go zabić a sprawiłam że mnie pokochał. Zginął. Czulam to.
A przez kogo stracił życie? Przeze mnie.
Tak samo jak zraniłam mamę.
Nie uratowałam tego dziecka.
Przyczyniłabym się do śmierci Adama.
Potem ucierpiał Sammy.
Przeze mnie zginął Koda.
Potem zadałam jakby tego wszystkiego było mało cios Samowi znikając.
Zabiłam Jacoba.
Byłam potworem. Ja się nim nie stałam. Ja się nim urodziłam.
Odebrałam nadzieje na normalną rodzinę moim rodzicą. Przeze mnie stracili nadzieję na kolejne dzieci. Bali się że moje rodzeństwo byłoby takie samo.
Jednak teraz była nadzieja. Mój dar znikł.. A ja byłam białą wilczycą.
Może to nadzieja i szansa na odkupienie?
Wspomnienia katowały mnie jedno po drugim.

-Mamusiu.. Przytulisz?-zapytałam zapłakanym głosem.
-Nie.
-Ale ja się boję
Widziałam w jej oczach smutek. Nie było jej smutno że nie może być blisko własnego dziecka ale.. Dlatego że właśnie ja byłam jej dzieckiem.
-Mamusiu..-zaczęłam płakać ale ona poszła.
Zostałam sama jak palec w czterech ścianach mając zaledwie sześć lat.

Złapałam z trudem oddech. Nadal słyszałam odgłosy maszyn. Chciałam otworzyć oczy ale nie mogłam.
Nie mogłam..

-Gdzie mnie zabierasz?
-Zobaczysz-Jacob ucałował moje czoło i ryszył.
Jechaliśmy daleko w dla mnie nieznaną drogę.
Zatrzymał się na skraju lasu na górze z której było widać w oddali miasto.
Zsiedliśmy z motocyklu i staneliśmy obok siebie.
-Bello.. Znamy się nie długo ale chciałbym wiedzieć. Zależy Ci na mnie? A jeśli tak to czy chciałabyś być ze mną?-powiedział z nieśmiałym uśmiechem.
Targały mną mieszane uczucia ale wiedziałam jedno. Pomimo kłamstw zależało mi na nim.
-Tak. Jacob kocham Cię
Zobaczyłam nieopisaną radość w jego oczach. Nasze usta się połączyły.

Zabolało. Poczułam ukucie w sercu a maszyna oddała głośniejszy odgłos. Bolało to wspomnienie aż za bardzo.

Dziś był pierwszy dzień w szkole. Szłam do gimnazjum. W podstawówce nie miałam nikogo znajomego. Wiedziałam że tu będzie tak samo lecz miałam nadzieję. Nadzieję że wreszcie się wszystko zmieni. Lecz to było złudne.
Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klasy. Usiadłam na końcu pomieszczenia jak najdalej od wszystkich. Kilka twarzy znałam. Szeptały one coś z innymi uczniami. Czasem udało mi się wychwycić z ich rozmów swoje inie jak i przezwisko "dziwoląg". To tyle z nadzieją na lepsze jutro.
Nauczycielka przedstawiła wszystkich lecz i ona wymawiała moje imię i nazwisko z odrazą. Moi rodzice albo inni ludzie już tu powiedzieli wszystkim kim jestem. Nawet własni rodzice mnie odrzucali.

Nabrałam głębszego oddechu. Chciałam się obudzić. Miałam dość tych wspomnień które katowały mnie co chwilę. Każde z nich dawało mi ból.

-Jestsm Adam. Wyjaw mi swoje imię.. Proszę.
Spojrzałam się na niego nieufnie.
-Dlaczego tu jesteś?-zapytałam.
-Nie ładnie odpowiadać pytaniem na pytanie a w dodatku zmieniać temat. Jak masz na imię?
Wyjrzałam przez okno. Chciałabym być ptakiem. Odleciałabym stąd jak najdalej.
-Julia-wyszeptałam.
-Julia..-odparł a moje ciało aż drgnęło.
Tak dawno nikt nie wymawiał mojego imienia...

Głębszy oddech wśród tak płytkich. Czułam że nie daje rady. Czułam że jeśli dłużej to potrwa to nie wygram. Poddam się. Nie wiedziałam że to był dopiero początek a najgorsze było przede mną..

Siedziałam na łóżku w swoim pokoju skulona. Przed oczami miałam nadal wydarzenia z tego pożaru. Płakałam.
Drzwi się nagle gwałtownie otworzyły a do pokoju wpadło czterech mężczyzn.
-Pójdziesz z nami dobrowolnie albo siłą.
Spojrzałam za nich na drzwi. Stali w nich moi rodzice. Mieli zdecydowaną minę.
-Ja nie chcę nigdzie iść..
Mężczyźni mieli rękawiczki aby przypadkiem mnie nie dotknąć. Obezwładnili mnie i podali jakiś lek dożylnie. Zrobiłam się senna a moje ciało opadło bezwładne.
Patrzyłam na rodzicow kiedy ci mężczyźni mnie wyciągali z domu.
Kiedy już wkładano mnie do samochodu zobaczyłam na twarzach rodzicow ulgę. Pozbyli się problemu..

Zabolało. Bardziej niż przedtem. Nie miałam siły nabrać oddechu. Słyszałam wycie maszyn.

***

Kiedy się "obudziłam" (nadal byłam najwyraźniej w śpiączce) słyszałam głosy w oddali. Musiały dobiegać z korytarza a drzwi do mojego pokoju musiały być uchylone.
-Serce znów zaczęło bić. Nie wiemy skąd to nagłe pogorszenie. Aktualnie znów jest w stanie stabilnym.
-Coś więcej?! Działajcie! Ona musi się obudzić!-słyszałam krzyki Huga.
Hugo tu był? Ciekawe czy reszta też.
Odpowiedź uzyskałam natychmiast.
-Panie doktorze. Pozwólcie nam wejść do niej. Jesteśmy jej bliskimi.-mówił dziwnym głosem Toby.
-Tylko rodzina.-odparłuparcie lekarz.
-Ile razy mam mówić?! Ona nie ma rodziny!-teraz głos podniósł Adam.
Najwyraźniej wszyscy tu byli. Zrobiło mi się cieplej na sercu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz