Droga strasznie mi się dłużyła. Patrzyłam przez okno na drzewa i domu które dzybko znikały z pola widzenia.
-Dominic.. Nie jedziesz troche za szybko?
-Jest noc.. Ruch jest mniejszy to można poświrować
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 3 w nocy. Włączyłam ogrzewanie.
-Zimno Ci?-zapytał
-Idę spać...-odparłam ziewając i usadowiłam się tak aby było mi wygodnie.
Obudziłam sięba raczej zostałam obudzona kilka godzin później.
-Bella.. Teraz musisz mnie poprowadzić no nie wiem gdzie mieszkałaś..
-Gdzie jesteśmy?-ziewnęłam przecierając oczy
-W Chicago.
Spojrzałam się na drogę
-Skręć w prawo potem prosto a następnie w lewo. Zobaczysz kościół. Miniesz go i pojedziesz prosto i na pierwszym skrzyżowaniu w prawo.
Tak też zrobił. Kiedy mijałam zbajome mi z dzieciństwa domy.. Poczułam łzy napływające do oczu ale dopiero kiedy mineliśmy kościół uświadomiłam sobie że nie dam rady.
-To tu. Ten drewniany domek po prawo.-odparłam ukrywając łamiący się głos.
Dominic wjechał na podjazd.
-Jak tam?-zapytał
-Ciężko mi. Niebyłam tu odkąd zabrano mnie do szpitala. Miałam wtedy niespełna 15 lat.
-Dasz radę.
Dominic chwycił moją dłoń i uścisnął ją dodając mi otuchy. Usmiechnęłam się do niego pomimo łez.
Wsiedliśmy. Dominic wyjmował bagaże a ja podeszłam do drzwi. Podbiosłam małą figurkę żaby która była na werandzie przed domem i wzięłam klucze. Rodzice nie zmienili skrytki na klucze..
Dominic dołączyłdo mnie. Drżącymi rękami otworzyłam drzwi.
Kiedy zobaczyłam wnętrze domu.. Uświadomiłam sobie jak bardzo tęskniłam za tym miejscem.
Weszłam do środka. Wyczułam lawendowy zapach. Mama uwielbiała lawendę..
Nic się nie zmieniło. Brakowało tylko ludzi. Bliskich a jednak dalekich mi ludzi.
Weszłam do salonu i podeszłam do komibka na którym były fotografie.
Dziadkowie, rodzice... Nie było ani jednego mojego. Łzy napłyneły mi do oczu ponownie. A co jeśli oni na prawde mnie nie kochali? Nie chcieli? Zapomnieli o mnie?
Poszłam dalej. Wiedziałam że Dominic idzoe za mną lecz to zignorowałam. Na korytarzu zobaczyłam drzwi do mojego pokoju. Były zamknięte na kłódkę. Dotknęłam jej. Muszę tam wejść.. Ale nie teraz.
-To był twój pokój?
-Taa..-westchnęłam
Weszłam do sypialbi rodziców i położyłam się na ich łóżku ignorując obecność Dominica. Wsunęłam rękę pod jedną z poduszekci wyczułam tam coś. Wyciągnęłam to.
Zobaczyłam zdjęcie. Moje zdjęcie.
A jednak...
-Mogę?-zapytał Doninic
Zlękłam się zaskoczona jego głosem. Na moment zapomniałam że był tuż obok
Chwile jeszcze leżałam aż przyszedł czas na najgorsze. Pogrzeb.
Nie dość że chowam własnych rodziców. To pewnie ludzie nie zapombieli kim jestem i nie dadzą mi zapomnieć kim byłam..
Cieszyłam się że chociaż miałam przy soboe Dominica..
czwartek, 18 sierpnia 2016
Od Belli
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz