- A już się cieszyłem, że pizza przyjechała - burknąłem pod nosem, przepuszczając starszego brata w drzwiach.
Noah przewrócił oczami.
- Tak właśnie ma wyglądać twój 'urlop'? Śpisz do popołudnia, obżerasz się ciągle, a wieczorem chodzisz na te bzdurne imprezy.
Przewróciłem oczami.
- Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do twojego sztywniactwa Noah - rozwaliłem się na kanapie - Służbista - wypowiedziałam to słowo jak oskarżenie.
Noah stał w drzwiach nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. W końcu usiadł obok mnie.
- Dołączył do nas nowy. Dominic. Żebyś widział jego laskę, po prostu...
- Noah mówiłem ci że nie chce słuchać o robocie - burknąłem skacząc po kanałach - Widzisz to? - pokazałem na swój zabandażowany bark - Ta moja cała super praca prawie mnie nie wykończyła.
- Obaj wiemy że wystawiłeś się specjalnie - mruknął - Nigdy nie pozwalałeś sobie na najmniejszy błąd a teraz...
- Może tak, może nie - przerwałem mu zniecierpliwiony - Słuchaj jestem młody. Chce się bawić. Zaliczać panienki. Podbijać miasto nocą z tymi dwoma debilami... Nie interesuje mnie ta wojna. Jak przyjdą to przyjdą. Chce mieć swoje życie. Może z paroma zleceniami... Ale bez życia w tym ośrodku.
- Aim.. - powiedział błagalnie.
- I nie mów tak do mnie - wzdrygnąłem się - To też mi się kojarzy z robotą.
Przerwał nam dzwonek do drzwi. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Słyszysz ten dźwięk? - zamknąłem oczy z lubością - To dźwięk symbolizujący zbliżającą się ucztę.
Noah przewrócił oczami a ja pobiegłem uradowany odebrać posiłek Bogów.
W drzwiach jednak pojawił się Jason. Mój drugi najlepszy kumpel.
- Spodziewałem się troszkę większego entuzjazmu - parsknął śmiechem i przecisnął się do środka bezceremonialnie.
- Czekałem na pizze - wyznałem swój ból.
Jason lekko się zdziwił widząc Noah'a. Braciszek niezbyt często tu wpadał. Dawno już spisałem go na straty. Jego ukochana robota wciągnęła go i byłem pewny że łatwo nie odda.
- Cześć Noah - przywitał się rozbawiony. Brat tylko skinął mu głową - Podzielisz się pizzą, prawda Aim?
- Zamorduje was kiedyś za tego Aima - burknąłem (jakby ktoś miał jakieś wątpliwości - Aim wzięło się stąd, że zawsze osiągałem swój cel. No i skromnie mówiąc świetnie strzelałem i rzucałem - do celu).
Gdy dzwonek zadzwonił po raz trzeci otworzyłem drzwi i z ulgą zobaczyłem kobietę z pizzą. Uśmiechnąłem się szeroko. Boże. Kobieta i pizza. Połączenie idealne.
- Nareszcie pani jest - powiedziałem czule i przytuliłem ją znienacka.
Jason parsknął na ten widok śmiechem, a Noah skrzywił się lekko. Kobieta udawała, że przygląda mi się ze zdziwieniem. Ja tam jednak wiedziałem że wpadłem jej w oko. Ma się ten zmysł łowcy.
- Niech pani wybaczy, kolega jest troszkę... niereformowalny - odciągnął mnie od niej Jason.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i wcisnąłem jej banknot do ręki i odebrałem swoje dziecko. Kobieta najwyraźniej się czegoś spodziewała, jednak w tej chwili miałem cel aby całkowicie oddać się mojej najważniejszej w tej chwili kochance - peperoni na podwójnym cieście.
- Ej no nie bądź cham daj jednego - mruknął Jason.
- Dobra, ale tylko jeden! - zaznaczyłem z pełnymi ustami.
Z jednego tradycyjnie zrobiły się dwa. Zrobiły może by się i trzy gdybym nie zjadł reszty w ekspresowym tempie. Noah przyglądał mi się z niesmakiem. Nawet nie zdążył otworzyć ust, by poprosić o kawałek.
- Dobra - rozłożyłem się błogo - Teraz możemy pogadać.
Noah westchnął i ścisnął sobie nasadę nosa.
- Dobra. Jak ta cała Kristen? - spytał.
- Jaka Kristen? - zerknąłem na niego zdezorientowany.
Znowu westchnął.
- Ta blondyna o zielonych oczach.
- Aa ta - mruknąłem - Sprawa skończona. Tatuś nie żyje. Nawet zabawnie było z nią być na pogrzebie i pocieszać po tym wszystkim.
Noah przyjrzał mi się krytycznie.
- Ale z ciebie dupek - powiedział szczerze.
Jason parsknął śmiechem.
- Żyjesz z nim 20 lat, a dopiero teraz to zauważyłeś?
Noah nie odpowiedział wpatrując się we mnie dalej.
- Twoi szefowie są z ciebie zadowoleni, więc nic nie mówię - mruknął.
- I słusznie - pokiwałem głową przyglądając się jak kolejna gorąca laska w top model wychodzi na wybieg.
- Wkrótce dostaniesz następne zadanie - Noah obrzucił mnie dziwnym wzrokiem i wyszedł z domu.
Westchnąłem i przeciągnąłem się.
- Nareszcie wyszedł - mruknąłem.
- Wydaje się spoko, ale straszny...
- Sztywniak - dokończyłem za niego i wybuchnęliśmy śmiechem.
- To co? Zbieramy tego debila i ruszamy na miasto?
- Uwielbiam twoje pomysły Jass - odparłem i zacząłem się zbierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz