Przez czas jaki nie miałam kontaktu z Samem zagłębiłam się bardziej w pracy wracając do niej z utęsknieniem. Szef ucieszył się ze wróciłam jednak zlecił mi przekazanie sprawy komuś innemu. Jednak nikt nie da sobie z tym rady oprócz mnie, potrzebują mojej pomocy. Jared był w gabinecie, gdy weszłam do środka z Richem on uniósł brwi.
-Cześć tygrysie. - przybil piątkę z synem. - Zwijaj go bo szef nie będzie łaskawy na dzieci w biurze. - uśmiechnął się do mnie.
-Larry go uwielbia. - błysnęłam zębami.
-Załatw opiekunkę, skoro księżniczka wróciła jest mi potrzebna.
-Kolejna opiekunka dostanie palpitacji serca przez jego kawały...
-Musisz jechać, to jest praca a Ty pracujesz ze mną. Jesteśmy partnerami. Przykro mi ale musisz.
Wyjęłam telefon i niechętnie zadzwoniłam do Deana. Przekazalam mu szybko syna i powiedziałam ze dam znać gdy skończę prace. Wsiadłam do samochodu Jareda i pojechaliśmy do lasu obok Forks, znajdowała się tam sekta którą pomógł mi namierzyć Sam a Jared znalazł dokładne miejsce. Zabral ze sobą swój zespół i rzeczywiście, były tam dziwne drewniane niewielkie domki, był to środek lasu wiec nie wiedziałam co robi tu osobna "cywilizacja". Podeszłam do jednego z domków, na drzwiach krwią był narysowany jeden ze znaków których nie zdążyłam wyjaśnić z Samem... tęskniłam za nim ale kazał nie zbliżać się do domu przez demony...
Gdy zignorowałam rozkaz Jareda by nie wchodzić do żadnego z domów które były puste... pożałowałam.
Gdy w domu zauważyłam zakrwawione łóżko i ścianę zachowałam spokój i zimna krew, jednak gdy obok zauważyłam kartkę podniosłam ja i zaczęłam czytać.
Nie planowaliśmy tego. Nie chcieliśmy ich uwolnić. Dwa diabły zabiły moją żonę na łóżku a potem opętały córkę. Okazało się, że wybrali sobie ją jako ofiarę, moja córkę. Miała 10 lat, po tygodniu zaczęła zachowywać się dziwnie. Słyszałem pewnego dnia 7 głosów wydobywanych z niej po łacinie od tyłu. Potem zabiła wszystkich, mnie zabije na końcu, wiem to. Jednak gdzieś tu jest czuje jej obecność, jesl
Tekst urwał się tu, był zaplamiony krwią. Gdy się odwróciłam zobaczyłam dziewczynkę w rogu domu, pod oknem. Podeszłam do niej powoli i gdy ja dotknęłam usłyszałam kilka głosów, rozpoznalam dwa. Moi bracia.
Reszta demonów okazała się równie niebezpiecznych.
Wiedziałam jak ma na imię dziewczynka bo to jedna z zaginionych.
-Dorothy Mills, chce ci pomoc...
-Nie ma jej, Emilie. Ale ciebie tez się pozbędziemy. - zaśmiał się jeden z diabłów.
Gdy mnie dotknął straciłam przytomność.
Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu, byłam związana na jakimś krześle. Po chwili poczułam przy skroni chłód lufy pistoletu. Nie bałam się, jestem z branży i wiem jak się zachować.
-Co robiłaś w tamtych domach? - spytał facet.
-Zabladzilam. - skłamałam.
-A co robili tam twoi kumple z FBI?
Czułam ze się uśmiecha.
-Nie wiem.
-Słabo kłamiesz. W twojej kieszeni znalazłem dowód osobisty i odznakę FBI.
-Gdzie teraz jestem?
-Trafiłaś do mafii, najgorsze miejsce do którego mogłaś trafić.
Zakleił mi usta taśmą i uderzył w głowę, znów straciłam przytomność. Gdy znów się obudziłam byłam na łóżku lekarskim, nade mną stał jakiś facet w kitlu, nie mogłam się ruszyć, byłam spięta z każdej strony. Poczułam jak coś mi wstrzykuje na rękach, na nogach i w szyi.
-Co to jest? - prawie że krzyknęłam.
-Różne narkotyki. Sprawdzamy odporność "innych" ludzi.
-Wy... co...?! - wycedziłam przerażona.
-Prędko stąd nie wyjdziesz. Az oni ci pozwolą.
-Jacy oni? - szepnęłam zrezygnowana.
Narkotyki zaczęły szybko działać i przestałam cokolwiek pamiętać i się kontrolować...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz