- No i gdzie chcesz iść? - zapytał gdy szliśmy chodnikiem przez miasto.
Udałam, że się zastanawiam.

- Mówiłeś, że potrzebne ci jakieś części do samochodu..
- Taak.. - mruknął - Ale mogę to załatwić kiedy indziej.
- Nie, nie - zaprotestowałam - Ja muszę wyskoczyć po coś do apteki, więc możemy się spotkać za pół godziny... w tej restauracji no wiesz której.
Albi przyjrzał mi się podejrzliwie.
- Czemu do apteki?
- No wiesz... Takie tam kobiece sprawy - wymyśliłam na poczekaniu.
- Aa - mruknął - To za pół godziny w restauracji - powiedział i pocałował mnie szybko w usta.
Ruszył przed siebie, a ja jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w jego plecy.
Po chwili ruszyłam w kierunku apteki.
Gdy stanęłam w środku w kolejce strasznie się denerwowałam. Gdy wypadła kolej na mnie zacięłam się sama w sobie.
- W czym pani pomóc? - popatrzyła na mnie zniecierpliwiona aptekarka.
Ludzie za mną chrząkali znacząco. Zebrałam się w sobie i powiedziałam cicho.
- Poproszę test ciążowy... Albo dwa. Niech pani da dwa od razu.
- Tej samej firmy?
- Niech będą dwa różne - mruknęłam.
Gdy odchodziłam z zakupem wydawało mi się, że aptekarka spojrzała na mnie ze współczuciem. Potrząsnęłam głową. Gdyby wynik wyszedł pozytywny nie byłoby mi to na rękę... wciąż myślałam o powrocie na studia. Jednak nie byłby też tragedią...
Doszłam do restauracji przed czasem i Albiego jeszcze nie było. Gdy przyszedł (punktualny jak zawsze) miał jakąś dziwną minę.
- I co kupiłeś? - mruknęłam. Zerknął na torebkę którą kurczowo przyciskałam do siebie. Miałam wrażenie, jakby miał w oczach rentgen.
- Tak, wszystko jest już w bagażniku. A ty? - zaczął ze znudzeniem przeglądać kartę.
- Też - odparłam patrząc się w okno.
- Wybrałaś już? - mruknął.
- Mhm - odparłam.
Gdy podeszła kelnerka i złożył zamówienie, nie umknęło mojej uwadze, że wodził za nią wzrokiem gdy odchodziła.
Nie mogłam już wytrzymać tego napięcia. Był tak dziwny, że poważnie zaczęłam się martwić.
- Stało się coś? - wypaliłam.
Zerknął na mnie równie obojętnie co na tą kartę dań.
- Nie, a czemu pytasz?
- Dziwny jesteś.. - mruknęłam.
- Wydaje ci się - odparł - A co słychać u Dominica?
Super. Zmiana tematu.
- Nie wiem. Nie możemy się kontaktować - mruknęłam.
- To słabo - odparł patrząc się w dalszym ciągu na kelnerkę.
Nie wytrzymałam. Wstałam gwałtownie. Popatrzył na mnie zaskoczony.
- Wiesz co jednak nie jestem głodna. Wracam do domu - powiedziałam stanowczo i wyszłam z restauracji.
Nie obchodziło mnie to, jak i czy wyregulował rachunek. Dogonił mnie na ulicy.
- Poczekaj, odwiozę cię do domu - złapał mnie za rękę.
Wyrwałam mu się.
- Nie, dzięki - burknęłam i złapałam nadjeżdżającą taksówkę.
Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Czyżby to te 'hormony' dawały o sobie znać?
- Stało się coś panienko? - spytał taksówkarz - Może pomóc jakoś?
- Nie trzeba - mruknęłam.
Po dojechaniu okazało się, że rachunek był gigantyczny. Mimo to zapłaciłam, podziękowałam taksówkarzowi i weszłam do domu.
Zobaczyłam Sophie i jakiegoś chłopca. To chyba był ten Rich. Weszli do jej pokoju. Przynajmniej ona była zadowolona.
Nie miałam ochoty rozmawiać ani z Tobym, ani z mamą. Ruszyłam do pokoju i zamknęłam się pospiesznie, a potem rzuciłam się na łóżko wylewając z siebie cały żal z tego popołudnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz