środa, 24 sierpnia 2016

Od Lucy

   Wyszłam ze szkoły i postanowiłam wrócić pieszo. Dogonił mnie Chris, który zaproponował odprowadzenie mnie do domu.
-Nie jesteś czasem swoim motocyklem? - spytałam zdziwiona.
-A po ciebie ma nie przyjechać kierowca? - uśmiechnął się.
  Westchnęłam.
-Wrócimy tą krótszą trasą, hm?
-Ale... tam jest las...
-No i co? - zaśmiał się.
-Nie mogę chodzić do lasów.
-No daj spokój...
-Christoph, ja nie mogę. - pokręciłam głową.
-Proszę cię, nikt się przecież nie dowie.
  Przegryzłam wargę.
-Nie idę do lasu.
-To pójdziemy obok. - wzruszył ramionami i przyspieszył. - Ruszaj te swoje krótkie nóżki.
 
-Beth nawet się nie wściekła o Stephanie? - spytałam ciekawa.
-Nie. Wiesz, ten związek polega na tym, że mi wolno a jej nie. Zresztą, ona nawet nie wyobraża sobie mnie zdradzić.
-Ale ty już możesz? - parsknęłam.
-Wy laski tego nie rozumiecie.
-Bo to nienormalne. - spojrzałam na niego.











-Nie! Nienormalne dla was, dla nas to zupełne wybawienie.
-Jesteście popieprzeni. - stwierdziłam.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. - zaśmiał się.
  Nagle śmignął po pustej drodze samochód kierowcy. No i pięknie...

  Weszłam do domu i od razu podszedł do mnie wściekły ojciec.
-Wiesz, że nie wolno ci...
-Nie byłam w lesie. - odparłam broniąc się.
-Ale byłaś centralnie obok! - warknął. - Wiesz, czemu ci nie wolno!
-Nie bardzo, uzasadnisz pełnoletniej co jej wolno?!
-Nie podnoś na mnie głosu, to raz.
  Odwróciłam wzrok i zacisnęłam zęby.
-Każdy taki z bronią może na ciebie wyskoczyć i postrzelić, TYM RAZEM już w serce czy głowę!
  Na to wspomnienie zabolała mnie głowa, zakręciło mi się w głowie jednak stałam twardo przy swoim, oparłam się o ścianę i wzięłam głęboki wdech. Zaraz po tym do domu weszła matka.
-Mówiłam ci, że jest problemem! - krzyknęła do ojca. - Zawsze robi swoje! Nikogo nie słucha!
-Czy Lucy złamała zasady!? - zbiegł z góry Simon.
-Do siebie synu. - odparł spokojnie tata.
-Chce widzieć!
  Tata wziął brata na górę i zostałam sama z mamą.
-Nie chciałam zrobić nic złego, wiesz o tym... - szepnęłam do mamy.
-Nawet się do mnie nie odzywaj.
-Robicie z tego jakiś chory kryminał! - krzyknęłam.
  Wtedy to się stało.
  Matka uderzyła mnie w twarz.
  Zakryłam policzek i spojrzałam na nią zaskoczona. Nigdy mnie nie uderzyło żadne z nich...
  Gdy tata pojawił się na dole zobaczył, jak zakrywam policzek dłońmi. Pobiegłam na górę ignorując wołanie zdezorientowanego ojca.
-Lucy?! - zamknęłam drzwi za sobą i opadłam na łóżko.
  Kot wystraszony podskoczył i spadł z łóżka. Natomiast gdy usłyszał moje ciche popłakiwanie wskoczył mi na plecy i powoli zaczął zbliżać się do mojej twarzy. Dotknął mnie zimnym, wilgotnym noskiem w szyję. Objęłam go a on wtulił się we mnie mrucząc uspokajająco.
  Słyszałam na dole jak ojciec krzyczy na matkę, wyzywają się. Tata wściekł się, że matka podniosła na mnie rękę...
  Zakryłam głowę poduszką.
-Przestańcie... - szepnęłam. - Błagam...
  Dopiero doszło do mnie pukanie do drzwi. Krzyki nie ustawały, więc wiedziałam, że to Simon. Podeszłam do drzwi i gdy je otworzyłam brat wtulił się we mnie z płaczem. Ja kucnęłam i trzasnęłam drzwiami, zacisnęłam zęby i pięści, obejmując Simona.
  Popieprzona rodzinka...

   Rano, przed szkołą spotkałam się z Chrisem, któremu miałam ochotę wszystko opowiedzieć. Miałam w nim wsparcie którego nie miałam w rodzicach... Spóźnił się lekko, wyglądał jakby właśnie wstał po niezłej imprezie i jeszcze się wybudzał.
-... Stephanie jest chujowa w łóżku - ciągnął. - robi taką minę jak dochodzi...
  Zademonstrował.
-Wystarczy. - zaśmiałam się.










-Najlepsze jest, jak obiecuję jej, że pamiętam o gumkach a jak przyjdzie co do czego to się okazuje, że kompletnie o nich ''zapomniałem''. - parsknął. - Ale dobra, co chciałaś mi powiedzieć? Bo chciałaś pogadać, nie?
-Matka mnie wczoraj... uderzyła. - mruknęłam spuszczając wzrok.
-Matka cię... co...? - wycedził. - Matko, gadam ci o seksie z laską której nienawidzisz a ty skrywasz coś takiego...?! Dlaczego to zrobiła?!
-Bo... mnie nie kocha? - parsknęłam nerwowo nie wiedząc, czy rzeczywiście mi do śmiechu.
-Kocha cię... wiesz, zdarzają się takie rzeczy... poważnie cię uderzyła?
-Nie, Christoph! Nie wiem! - zapłakałam nagle. - Nie wiem.. mam wrażenie, jakby mnie nie chciała od zawsze... ojciec mnie zawsze chronił przed wszystkim czego się bałam... przed szafą pełną królików mutantów, przed pekińczykiem sąsiada... zawsze mnie rozśmieszał... gdy dorosłam zaczęli ostrzej mnie wychowywać, matka przestała gdy miałam dziesięć lat, odkąd...
-Odkąd weszły te typy z bronią. - dokończył za mnie. Wiedział, że to trudne wspomnienie.
-Nie wiem czemu matka mnie tak nienawidzi. - westchnęłam ścierając łzy.

  W szkole gdy Chris się nie pojawił na pierwszych lekcjach zaczęłam sprawdzać wiadomości i nieodebrane połączenia. Zawsze mówił krótkim tekścikiem co właśnie robi, gdzie jest albo że go nie będzie w szkole. Z A W S Z E.
  Wyłączyłam się z lekcji i wtedy Brooks spytał.
-Kontaktujesz, Collins? - spytał, wtedy dopiero podniosłam wzrok znad zeszytu.
-Yhm...
-Tak myślałem. - mruknął pod nosem. - Mogłabyś się skupić? Wszyscy nauczyciele cię chwalą, na swoich lekcjach też chciałbym żebyś dowiodła, że jesteś tak świetna jak mówią.
-Wystarczy spojrzeć do dziennika. - odparłam sama do siebie.
-Co mówiłaś? - prychnął zirytowany Brooks.
  Uśmiechnęłam się do niego.
-Ależ nic.
  Chris wparował do klasy zupełnie pobudzony. Odwróciłam się do niego, jak siada i cały chodzi energicznie stukając palcami o ławkę. Zmarszczyłam do niego brwi znacząco, jednak on tylko nerwowo poprawił włosy. Za nim siedział ten typ co wczoraj mnie zaczepił na korytarzu, gapił się na mnie. Jednak nadal mnie to nie ruszało, patrzyłam się tylko na Christopha.
  Po lekcji szybko podeszłam do przyjaciela pytając co się dzieje. Zaczął snuć jakieś bezsensowne przemyślenia prowadzące do niczego.
-Co ty brałeś? - spytałam nagle, widząc jego chore zachowanie.
-Nic! Ale widziałem na ramieniu Brooksa królika... czaisz?!
  Spojrzałam mu w oczy.
-Brałeś to gówno. - szepnęłam zirytowana.
-Albo - zignorował mnie. - dobre było dzisiaj jak mi mówiłaś o tym co twoja matka zrobiła... chciałbym widzieć twoją minę... albo twojej matki! Myślisz, że króliki mogłyby nauczyć się mówić!?
-Co powiedziałeś? - szepnęłam wracając do poprzedniego zdania.












-Ale które?! - roześmiał się.
  Zacisnęłam zęby jak i pięści, powstrzymując się od sprzedania mu ciosu w twarz. Wyszłam z klasy przepychając przez tłum który się zebrał. Pytali Chrisa co zażył, bo też by chcieli. Bezsens i debilizm. Poszłam do biblioteki chcąc zrobić na szybko zadanie domowe z fizyki, o którym zapomniałam.
  Gdy zabierałam się za nie słyszałam dzwonek telefonu, wyłączyłam go i zajęłam się randką z fizyką. Usiadł obok mnie jakiś koleś, wzięłam głęboki wdech i ignorowałam go.
-Jestem Jason. - uśmiechnął się szeroko.
  Spojrzałam na niego zażenowana.
-Czego chcesz? - westchnęłam.
-Poznać cię.
  Rozejrzałam się szybko po bibliotece i nachyliłam do niego.
-Ale ja nie chcę cię poznawać.














-Nie bądź taka sztywna!
-Sztywna to zacznę być jak się stąd nie zabierzesz. - odparłam niewzruszona.
-To mój najlepszy uśmiech, no weź... - spojrzałam na niego.
-Poważnie, jak nie przestaniesz to się zrzygam. - uśmiechnęłam się złośliwie. - Myślę, że mierzysz wyżej niż powinieneś.
-Chyba raczej nie. - skrzywił się.
  Spakowałam swoje rzeczy i złapałam torbę w rękę.
-Typowa odpowiedź typowego faceta który nie potrafi użyć mózgu. Sorry, ale wydajesz się naprawdę krytycznie głupi. - kiwnęłam mu i minęłam szybko wychodząc z biblioteki.
  Na korytarzu spotkałam Beth, która nie wyglądała wesoło.
-Co jest? - spytałam przejęta.
-Chris wziął to gówno... od Finnicka...
-Finnick tego nie bierze, jest sportowcem. - zapewniłam pewna siebie.
-Nie! - załkała mi. - Wiem, że to od Finnicka.
-Spytaj Stephanie, czy coś o tym wie. - poklepałam ją po ramieniu i odprowadziłam ją pod jej klasę.
  Sama weszłam na swoją lekcję... jeszcze cztery godziny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz