poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Od Kath

  Pożegnanie nie było wcale takie łatwe jak niektórym mogło by się wydawać. Wolałam jechać z Willem, z osobą, którą kocham. Jednak stwierdził, że to dopiero po pełni która miała nastąpić dziś. Wilki od Matta nie za specjalnie przeżywały takie sytuacje, zdziwiłam się, gdy Matt kazał mi pomieszkać chwilę u Dominica dla bezpieczeństwa. Mogłam to w sumie zrozumieć jako rozkaz, jednak nie posłuchałam go. Gdy chłopaki podeszli do mnie przekonując, że to najlepszy pomysł.
  Nie wiedziałam o co chodzi, oni nie przechodzili pełni zbyt specjalnie, byli lekko pobudzeni ale nic poza tym...
  Gdy siłą wciągnęli mnie do środka Dominic wraz z Flynnem usiedli naprzeciwko mnie i spojrzeli jak na małe dziecko, które zaraz ma mieć rozmowę o pszczółkach i kwiatkach.
-Co to ma znaczyć? - warknęłam.
  Spojrzeli po sobie.
-Will... to hybryda...
-No, i co?
-Pełnie znosi znacznie ciężej, niż my. Prosił Matta byśmy trzymali cię od niego z daleka...
-Dlaczego?!
-Bo jest niebezpieczny. Część z nas musiała zrezygnować z warty żeby wraz z Mattem pilnować go w piwnicy.
-Gdzie jest?! - wycedziłam. - Piwnica?!
-Kath, nie rozumiesz tego... - zaczął Flynn.
-Pewnie, bo jestem taka głupia, nie?! Zwykłym człowiekiem, bla bla bla! Mam to gdzieś! Jest mu ciężko, przecież nie mogę go tak zostawić...
-Musisz. Nie panuje nad sobą... - uspokajał mnie Dominic ale nie zdążył nawet dokończyć.
  Wybiegłam i poszłam do piwnicy Matta. Wbiegłam do domu i mijając brata Willa weszłam na dół gdzie był zamknięty Will.
-Will... co się dzieje? - spytałam kucając obok niego.
  Lecz gdy księżyc został całkowicie odsłonięty.. zaczęło się.
  Dyszał ciężko. Czułam jego chłód i gorąc na zmianę. Gdy chłopaki zaczęli mnie odciągać jak najszybciej zamarłam, że nawet nie mogli mnie ruszyć z miejsca.
  Will zdzierał sobie skórę z ciała przeraźliwie przy tym krzycząc.












  Słyszałam jak układają mu się kości, wszędzie była jego krew, lała się po podłodze. Wyrosły mu wielkie kły. Zaczął panicznie zdzierać z pleców pozostałą skórę. Wpatrywałam się w to zaszokowana, nie wiedziałam nawet co mam zrobić, czy mogę mu pomóc... Przeżyłam szok.
-Czemu nie jest zapięty?! - warknął Matt.
  Jednak było chyba za późno.
  Willowi właśnie układały się mięśnie i kości, formowały w coś wielkiego i dziwacznego. Nigdy nie widziałam takiego czegoś, Klaus nigdy nie pokazywał się w pełnie, może nawet nie zwracałam na nią uwagi.
  Rzucał się i wpatrywał w zakrwawioną podłogę.











  -Zabierzcie ją stąd! - krzyknął Hugo i zamknęli drzwi na parę żelaznych dziwnych, solidnie wyglądających zapięć.
-Każdy z nas przechodził przemiany w pełnię... ale... u normalnych wilkołaków wyglądają one nieco... delikatniej... - starał się załagodzić Carl.
 -Boże... ale co z nim teraz będzie?!
  Usłyszeliśmy jak kraty w oknach zostały wyważone i cisza. Weszliśmy do izolatki a tam pustka, jedynie rozwalony kawałek ściany i ślady krwi.

  Gdy szukałam w towarzystwie Dominica i Flynna swojego ukochanego nieco się bałam. Trzymalam się blisko chłopaków czując się bezpieczniej. Zauważyliśmy ogromne ślady pazurów na budynku kościoła. Weszliśmy do środka, poszłam na górę a chłopaki byli na dole.
  Usłyszałam warczenie i to co zobaczyłam przeraziło mnie porządnie, bardziej niż poprzedni widok.
-Will...? - szepnęłam.











  Wyglądał jak pół człowiek i pół wilk. Przypomniałam sobie co opowiadał mi sam Will o wilczych dziwadłach, które po walce z czarownicami zostały przeklęte i mieszkały w lasach obok Clearwater, jednak... nie. Musi być na to wytłumaczenie.
  Podchodził do mnie a ja tylko do niego mówiłam, nie umiałam ukryć przerażenia.
-Nie jesteś potworem, wiem, że w tej postaci jesteś sobą...
  Przestał powarkiwać. Uśmiechnęłam się lekko.
-Widzisz? Wiedziałam, że...
  I nagle zaryczał patrząc na mnie jak na przysmak.










  Powstrzymałam się od krzyku pokazując, że się go nie boję. Bo z jednej strony widziałam w nim Willa, a z drugiej bestię o której wcześniej mówił. Dlatego jako zwykły wilk nie przypominał mi tych od Matta, miał coś w sobie innego, mrocznego i tajemniczego. Przerażający wzrok, zęby, wielkość i dziwna budowa mięśni.
-Will...
  Ktoś pociągnął mnie za rękę i kazał biec przed siebie. Wciągnął mnie za organy i zakrył usta żebym nie krzyczała i nie histeryzowała. Obejrzałam się i zamarłam...
  Jednak zamiast powiedzieć coś, wymamrotałam coś niewyraźnie przez uciskającą w dalszym ciągu dłoń na moich ustach. Gdy ją delikatnie odsunął lustrowałam go chwilę z niedowierzaniem.
-Jeremy! Miałeś nie wracać... - warknęłam.
-Ale mam ostatnio układ z wiedźmami, animaki trochę się wymknęły spod kontroli.
-Ani-co? - szepnęłam.
-GDZIE JEST KATHERINE?! - usłyszałam na dole głos Dominica przekrzykujący przerażające wycia i warknięcia bestii.
-Twoi wilczy kumple przeciw bestii zmutowanego wilkołaka. - parsknął.
-Nie zabijaj go, to... to Will... ta bestia... mój chłopak.
  Uniósł brwi i pociągnął mnie na dół.
-Odciągnę go w miejsce w którym dojdzie do siebie a wy spadajcie. - odparł i strzelił jakimś wabikiem, który Will od razu wyczuł i ruszył w pogoń niszcząc wszystko na swojej drodze. - Zgadamy się potem Kathie!
-Kto to?
-To... to jest Jeremy. Mój brat. - odparłam niepewna tego, co mówię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz