Ash i Jason popatrzyli na mnie jak na wariata.
- Myślałem, że 'zawiesiliśmy' na razie naszą kadencję studencką? - parsknął Ash.
- Chyba nie muszę ci przypominać jak ciężko było mi zrezygnować z tych wszystkich napalonych studenckich panienek? A o Lizy już nie wspomnę - dodał Jason.
- Lizy - rozmarzył się Ash.
- Nic straconego - parsknąłem śmiechem - Obłowicie się wystarczająco. Mamy z a d a n i e.
- Nie Jamie. To ty masz. My jak zwykle mamy ci pomagać.
- Dokładnie. Ale czego nie robi się dla przyjaciela... Aim znaj naszą dobrą wolę.
- Jeśli robicie to z dobrej woli.. To zapomnijcie o 20 % z wynagrodzenia - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Dobra dobra już! - krzyknął śmiejąc się Jason - Wygrałeś. Ale mam nadzieję, że te panny będą wyjątkowo gorące.
- Uważaj bo jeszcze się nimi sparzysz - doradziłem mu rozbawiony.
- A co z papierami? - spytał przytomnie Ash.
- Noah wszystko załatwił - uśmiechnąłem się kpiąco i wyjąłem z kieszeni trzy dowody osobiste i trzy prawa jazdy. No i świadectwa ukończenia poprzednich szkół, karty zdrowia i takie tam...
- Jamie ale na chuj to wszystko? - spytał Jason - Parę umysłowych sztuczek... I wszyscy jedli by nam z ręki.
- Masz rację. Szczerze to sam nie wiem - odparłem rozbawiony - Dali papiery, to trzeba korzystać. Cały czas mówią żeby nie nadużywać mocy, więc może coś w tym jest.
- Aa pierdolenie - machnął ręką Jass - Dobra. To trzeba jakoś uczcić tą ostatnią noc wolności.
- Wolności? - parsknąłem śmiechem - Nie żenisz się.
- I nigdy nie ożenię - wzdrygnął się lekko, a my z Ashem wybuchliśmy śmiechem.
Godzinę później podjechaliśmy pod klub. Jason niespodziewanie włożył mi jakiś kapelusz na głowę.
- Co to za pedalski cylinder? - spytałem go rozbawiony przeglądając się w lusterku.
- Zaraz tam pedalski.. - mruknął urażony - Wyczytałem gdzieś, że laski bardziej lecą na facetów z nakryciem głowy. Podobno czują się przy nich bezpiecznie.
Posłaliśmy sobie z Ashem porozumiewawcze spojrzenia.
- Oo tak. Przy mnie akurat wyjątkowo mogą się czuć bezpieczne - parsknąłem śmiechem i sprawdziłem z tyłu za paskiem czy nadal tkwi tam schowany pod bluzą pistolet, a obok nóż.
- To jak? Idziemy zaliczyć kolejny zestaw panienek? Może trafi mi się dziś dziewica... - mruknął rozmarzony Jason nakładając sobie czapkę z daszkiem na głowę.
- Ejj! - zaprotestowałem - Czemu wy macie spoko czapki, a ja muszę nosić to coś?!
- Wyglądasz naprawdę sexy. Gdybym był laską... - zaczął udawać że mnie obejmuje i jęczał moje imię. Przyjrzałem mu się zniesmaczony.
- Jesteś obrzydliwy Jass - parsknąłem śmiechem - Nie chlej dziś dużo bo ci biedaku nie stanie jak ostatnim razem.
- Jakim ostatnim razem?! Ja się z a w s z e spisuję.
Spojrzeliśmy na siebie z Ashem i ponownie wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, chodźmy - powiedziałem obserwując minę Jassa.
Ochroniarz przepuścił nas bez mrugnięcia okiem. Od razu zacząłem się rozglądać.

Jason jeszcze regulował sobie czapkę.
- No to co? Panowie do dzieła - zakomunikował i nałożył sobie 'nakrycie głowy'.
Dwie godziny później jednak nie byliśmy z laskami. Swoje dwie zostawiłem w momencie gdy przybiegł do mnie rozradowany Ash prawie na siłę wyciągając z klubu i mruczał podniecony, że załatwili mocne dragi.
Dość szybko 'związaliśmy się' z niejakim Kendallem. Nawet nie pamiętam momentu gdy wszystko wziąłem. Zwykła dawka na naszą trójkę nie działa, ze względu na krew. Potrzebowaliśmy więcej, ale nasz nowy przyjaciel wszystko załatwił.
Nie wiem jakim cudem znaleźliśmy się na plaży, ani nawet jak tam się dostaliśmy. Staliśmy pod latarniami wpatrując się w zachwycie w ocean.
- Ubierz czapkę zwycięzców Kendall - wybełkotał Jason i wsadził mu ją na biedną łepetynę, zapominając ile miał w ręce siły.

Wybuchnąłem śmiechem na ten widok. Złapałem się za brzuch. Myślałem, że nie wytrzymam i pobiegłem przed siebie dalej się śmiejąc.
- Myślicie że w tym oceanie są syreny?! - zawołałem - Ciekawe jak się taką pieprzy... - zamyśliłem się nagle i przystanąłem.
- Aim idźmy tam! - wskazał Jason na ocean - Idźmy i... odnajdźmy je!
- Tak..! - rozbłysły mi oczy - To jest myśl Jassie.
Zaczęliśmy iść w stronę wody, ale za ręce złapał nas Ash.
- Poczekajcie tutaj! One same tu przyjdą.
- Jak przyjdą jak nie mają nóg? - wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem - Słyszałeś Jass?! Chcą przyjść bez nóg!
- Jamie - popatrzył na mnie skupiony - Ale bez nóg nie da się chodzić.
- No właśnie Jass... Myślisz, że Ash kłamał?
- Niee no co ty zgłupiałeś? Ash nigdy nie kłamie - odparł pewny siebie.
- Jass - rozmarzyłem się nagle - Chce zostać aktorem.
- Ja też - wymamrotał rozmarzony powoli zasypiając na kłodzie o którą się opieraliśmy.
- Chciałbym zrobić taką karierę jak DiCaprio. Tylko... Nikt mi jeszcze nie wysłał scenariusza o dużym, tonącym statku - pożaliłem mu się, ale chyba już spał.
- Ja zawsze chciałem sprzedawać te wszystkie zabawki w sex-shopie - wyznał Kendall.
Sen powoli mnie dopadał.
- Wiesz, że ja też?! - krzyknął Ash, ale nie rozbudził mnie - Kendall, to nasza przyszłość!
Nie przysłuchiwałem się dalej ich wymianie zdań, bo niespodziewanie odpłynąłem.
Gdy się obudziłem spojrzałem zdziwiony w błękitnie niebo. Pod plecami czułem ciepły piasek. Dziwnie wyczerpany odwróciłem się na prawy bok... i zobaczyłem moich przyjaciół obydwu zrezygnowanych.

- Co tak siedzicie jak na kazaniu? - wymamrotałem i podniosłem się na łokciu.
- Cholernie nie chcę mi się iść do tej budy - wyznał Jason - Łeb mi pęka.
- A która jest w ogóle godzina? - poderwałem się lekko wystraszony - Wyrzucą nas pierwszego dnia - parsknąłem śmiechem.
- Spokojnie. Dochodzi 6. Mamy jeszcze 3 godziny - przeciągnął się Ash.
Opadłem z powrotem na piach. W końcu jeszcze 3 godziny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz