niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Dominica

- To będzie pana nowe mieszkanie - zakomunikowała mi ta ruda dziewczyna - Śniadanie jutro o ósmej.  O dziewiątej apel. Przyjdzie do pana pański asystent, by dokładniej wszystko wyjaśnić i dać panu rozpis zajęć.
- Dziękuje - mruknąłem i ruda znikła.
Usiadłem na skraju 'nowego' łóżka i zasępiłem się. Była dopiero 21. Nie miałem nic do roboty.
Postanowiłem trochę się rozejrzeć. Nikt nie wspominał, że to zabronione.
Zamknąłem swoim 'nowym' kluczem 'nowe' mieszkanie i wyszedłem na zewnątrz.
Dowiedziałem się od Alana, że ośrodek był podzielony na dwie części. Część 'podziemną' i część 'nadziemną'. Z zewnątrz sprytnie zamaskowany przypominał stary magazyn.  W części nadziemnej znajdowały się 4 piętra. Na najwyższym znajdowały się biura urzędasów i gabinety z pokojami tych najważniejszych. W zasadzie to był chyba jeden najważniejszy, mający swoich doradców.
Niżej zorganizowano pomieszczenia służące do konferencji, narad i wystąpień dla większego grona. A no tak. Zapomniałbym o sali 'balowej'.
Na 2 drugim piętrze były  mieszkania trenerów, nauczycieli i opiekunów (czytaj moje 'nowe' mieszkanie) i reszty (w stylu ta ważniejsza służba), a na samym parterze - jak oni to nazywali? No tak. 'Recepcja' i sala 'widzeń', choć nie wiem czy ktokolwiek mógł z niej korzystać, bo nasz drogi Alan zabronił nam chociażby zatelefonować do naszych bliskich.
I kuchnia ze stołówką. Pachniało tam wyśmienicie, więc może chociaż jedzenie w tym miejscu było w porządku.
Prawdziwe życie jednak zaczynało się pod ziemią. 10 pięter z tego co mówił Alan. Tylko 5 było 'dla nas'. W pozostałych 5 'nikt' nie wiedział co się znajduje. Byłem ciekawy, czy Alan też się zalicza do tego 'nikogo'.
Z tego co zdołałem ustalić Bella znajdowała się w tym 1, czyli całkiem nieźle jak na te standardy. Alan mówił, że po 'zaaklimatyzowaniu' (czyli 2-3 tygodniach - tyle jej dawali) mieli ją przenieść do pokoju ze współlokatorkami. Ucieszyłem się, bo przynajmniej ona nie miała być samotna.
W niższych piętrach znajdowały się sale lekcyjne, sale treningowe (przeważające) gabinety - na 'osobiste lekcje' i te służące do badań.
Postanowiłem zajrzeć na stołówkę. Z tego co zauważyłem, było to jedyne miejsce w którym jako tako można było z kimś pogadać.
Po drodze spotykałem się z różnymi osobami. 'Ach ty to pewnie ten nowy trener?' - pytał prawie każdy.
Gdy podszedł do mnie kolejny obiecałem sobie, że jeśli raz powie do mnie tym tonem wyższości 'ty to pewnie ten nowy trener' to mu coś zrobię.
- Cześć. Jestem Noah - uścisnął mi dłoń - Ty to pewnie ten nowy trener?
Nie 'zrobiłem mu czegoś' tylko dlatego, że wcześniej się przedstawił. I wyglądał całkiem w porządku.
- Dominic - burknąłem - Taak...
- Ciężko się przyzwyczaić co? - roześmiał się.
Przypominał mi trochę Flynna. Za ten uśmiech polubiłem go z miejsca.
- Trochę... Ty też trener? - spytałem bardziej serdecznie.
- Tak. Uczę maskowania w terenie.
Przyjrzałem mu się z zainteresowaniem.
- To zamaskuj się tak, bym cię nie zauważył. Masz 10 sekund - rzuciłem rozbawiony i zamknąłem oczy.
Nawet nie usłyszałem jak się oddala. Gdy po odliczeniu rozejrzałem się dookoła, nigdzie go nie zauważyłem. Sprawdziłem wszystkie kąty w najbliższej okolicy. Gdyby ktoś mnie zauważył, pomyślałby że mam nie po kolei w głowie.
Nagle coś się poruszyło obok mnie. Rozejrzałem się ze skupieniem i niespodziewanie stanął przede mną.
Zaskoczony zilustrowałem go.
- Gdzie byłeś?
Wyciągnął paczek fajek.
- Papieroska? - spytał.
Przyjrzałem się paczce z powątpiewaniem.
- Tu w ogóle można palić?
- Powiem tak... My mamy troszeczkę większe przywileje od innych.
Wyjąłem z ochotą z opakowania jedną fajkę. Nawet gdyby to było zabronione, najchętniej chuchnął bym tym dymem Alanowi prosto w twarz.
- Wiesz już do czego mnie przydzielą? - spytałem po dłuższej chwili.
Ocenił mnie wzrokiem.
- Pewnie do ćwiczeń siłowych. Nokaut przeciwnika bez broni i te sprawy.
- Nieźle radzę sobie nożem - mruknąłem.
Jak byłem mniejszy rzucaliśmy z Carlem i Flynnem do puszek. Uśmiechnąłem się pod nosem na to wspomnienie.
- Wspomnę o tym Gnashowi.
- Gnashowi?
- Główny trener. Lepiej z nim nie zadzierać. Potrafi być wyjątkowo cięty. Słyszałem, że wpadła mu w oko ta nowa lalunia co z tobą przyjechała - spojrzał na mnie lekko z obawą.
Natychmiast się spiąłem.
- Ona jest moja - syknąłem - Jasne?
Noah zdenerwował się lekko.
- Dobra dobra gościu. Ja nic nie mówię. Gnashowi  zresztą podoba się wiele lasek...
Ledwo się opanowałem. Dopiero po dłuższej chwili odezwałem się znowu.
- A ten cały Alan?
- Alan to świetny gość - rozbłysły mu oczy - Jest młodszym bratem Gnasha - spojrzał na mnie znów z obawą - Ale nie cierpią się wzajemnie - dodał szybko - Często bywa między nimi do sprzeczek... No i wiesz. Rywalizacja.
Hmm... Może nie był taki zły?
- W tym tygodniu wszystkiego się dowiesz. Przetestują cię i wiesz.. - mruknął Noah - Będzie w porządku.
Też miałem taką nadzieję.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz