Otworzyłam oczy i spojrzałam na salę w której leżałam. Nie przepadałam za szpitalami. Czułam się tak jakbym się wybudziła po tamtym wypadku we Francji. Kiedy moje życie zdawało się być jedna wielką zagadką.
Spojrzałam na swoją chudą, bladą rękę.

Taaa.. zdecydowanie nie lubiłam szpitali. Ile byłam nieprzytomna? Ile czasu minęło od tej rozmowy z Adamem? Spojrzałam w stronę szyby. Zobaczyłam tam Sophie, Toby'ego, Adama.. no i Huga.
Uśmiechnęłam się do nich słabo. Chciałam dać im do zrozumienia żeby już się nie martwili. Podszedł do nich lekarz. Musiał im właśnie przekazywać wiadomość ze uprawniłam ich do informacji o moim stanie jak i odwiedzin. Czułam ze wszyscy chcą wejść do mnie jednak lekarz pozwolił tylko we dwie osoby na maksymalnie kilka minut.
Toby wziął Sophie za rękę i weszli.
-Bella!-powiedziała mała i podbiegła do mnie.
Toby podążał za nią.
-Jak się czujesz dziecko?
-Lepiej..-powiedziałam zachrypniętym głosem.
-Przestraszyłaś nas wszystkich.
-Przepraszam..-odparłam szeptem.
-Pamięć Ci wróciła?-zapytała Sophia.
Pokiwałam delikatnie głową.
-Opowiesz mi wszystko?
-Mozę innym razem.-powiedział Toby-Dajmy jej odpocząć.
-No dobrze..-powiedziała mała.
Wyszli a powieki same mi się zamknęły pogrążając mnie we śnie. Zanim jednak odpłynęłam poczułam dotyk na ręce. Ktoś mnie dotknął.
Uchyliłam oko i zobaczyłam twarz Adama.
-Cześć mała..-śpij dobrze..-powiedział i puścił moja rękę wychodząc.
***
Kiedy znowu się obudziłam był przy mnie niestety tylko lekarz z pielęgniarką.
-Dzień dobry Pani Izabello. Jak się czujemy?-zapytał lekarz z uśmiechem.
-Dobrze..-powiedziałam szeptem.
-Możesz poczuć lekkie ukucie. -powiedziała pielęgniarka podłączając mi kroplówkę do drugiej ręki.
Kiedy wyszli wszedł Dominic i Flynn. Musieli przyjść niedawno.
-Jak tam Bells?-zapytał radośnie Flynn.
-Słabo..odparłam wzdychając.
-Pogarsza Ci się?-zapytał zatroskany Dominic.
-Nie.. ale jak tak dalej będzie.. to stanę się jeżem.-powiedziałam unosząc delikatnie obie ręce.
Wszędzie miałam powbijane igły. Podpięto mnie aż do 2 kroplówek! Litości!
Flynn i Dominic zaczęli się śmiać rozumiejąc o co mi chodzi.
-EE.. to szybko do nas wrócisz skoro już humor Ci dopisuje. Dobra ja wychodzę, zostawię was samych.
Fynn wyszedł a ja spojrzałam na Dominica.
-Długo tu już jestem?
-Coś około tygodnia.
-Co z moimi wartami?-westchnęłam.
-Dopiero co uniknęłaś śmierci a ty się przejmujesz wartami? Zadziwiasz mnie..
Uśmiechnęłam się na tyle ile dałam rady.
-Co słychać?-zapytałam widząc mieszane emocje na jego twarzy-Coś się stało? Ominęło mnie coś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz