Domin wybiegł ze szpitala. Widziałam go przez szybe. Co się stało?
Przyszedł do mnie Adam.
-Gdzie Dominic?
-Musiał gdzieś iść. Podobno słabo się czujesz?
-Nie tylko jestem zmęczona.
-To śpij. Poczekam tu przy tobie.
Uśmiechnęłam się.
-Chodź-powiedziałam przesuwając sie na łóżku aby miał miejsce.
-Na pewno?
-Jestem wilkołakiem a mimo to zamarzam więc mnie ogrzejesz a poza tym potrzebuje przyjaciela..-westchnełam bliska płaczu.
Adam już nic nie mówił. Położył się delikatnie obok mnie i przytulił mnie. Wtuliłam się w niego wdychając jego zapach. Płakałam długo aż zasnełam. Adam nic przez ten czas nie mówił tylko głaskał mnie po głowie. Wiedział że potrzebowałam wsparcia ale też milczenia.
***
Jak się obudziłam zobaczyłam że on śpi. Wstałam delikatnie aby go nie obudzić. Lekarze pare godzin temu odpieli mnie od wszystkiego więc mogłam normalnie chodzić do łazienki.
Wyszłam po cichu. Na korytarzu nie zobaczyłam nikogo bliskiego. Posmutniałam. Chciałam ich zobaczyć. Jednak wiedziałam że przez ten cały czas byli przy mnie i teraz należał im się odpoczynek.
Poszłam do łazienki a kiedy wróciłam Adam już nie spał.
-Gdzie byłaś?-powiedział ziewając.
-W łazience.
-Jak się czujesz?
Usiadłam obok niego na łóżku.
-Lepiej. Chce już do domu. Bardzo zmarniałam w tym szpitalu.
-Schudłaś z 5 kilo na oko!
-Coś koło tego pewnie.
-Muszę iść. Dostałem telefon od kolegi. Muszę wyjechać na dwa dni.
-Coś poważnego?
-Jeszcze nie wiem.
-Dobrze.
Już wychodził kiedy zawołałam.
-Tylko uważaj!
Uśmiechnął się i wyszedł. Był mi jak brat.. Jak ostatnia osoba z mojej rodziny której nigdy nie miałam. Kochałam go, po bratersku. Wiedziałam, byłam pewna że on mnie tak samo. W tym wypadku przynajmniej nie stanie się to co ze mną i Hugiem.
Zatęskniłam za nim. Miałam wyrzuty sumienia. Zraniłam go. Jednak nie mogłam go pokochać na siłę. On powinien to zrozumieć. Nic nie poradzę że nie chce tego zaakceptować. Jeśli na prawde mnie kocha.. Powinien zrozumieć.
Podeszłam do okna. Tęskniłam za lasem. Chciałam znów poczuć fiatr targający moje białe wilcze futro. Chciałam poczuć znajome palenie w łapach kiedy biegłam.
Już niedługo. Kilka dni i wyjdę stąd. Jeśli nie.. Wypiszę się na żądanie. Nie mogę tu siedzieć dłużej. Zaczynam się dusić w tych czterech szpitalnych ścianach. Nieodstępuje mnie uczucie porównania do tej celi w szpitalu psychiatrycznym. Zaczynałam powoli czuć się tak samo. Jeśli mam wyjść na prosto pod względem psychicznym.. Muszę stąd wyjść.
Położyłam się na łóżku i automatycznie pomyślałam o rodzicach. Nie pamiętałam ich bardziej jak rodziców niż jak osoby które dały mi życie a jednak ich utrata zabolała. Mieli prawo się wystraszyć, porzucić mnie z powodu tego strachu. Byli zwykłymi ludźmi. Ludzie popełniają błędy.
-Wybaczam wam..-szepnęłam do pustki otaczającej mnie.
Nie wiem czemu to powiedziałam ale pomogło i mi. Już nie miałam ochoty płakać.
Przypomniały mi się słowa Gabrielli kiedy umarłam tu w tej sali a potem wróciłam do żywych. Nie chodziło tylko o to by sie poddać aby wygrać. Musiałam wybaczyć sobie i innym. Przestać się bać tego co było. Dzięki temu że to zrobiłam moje serce znowu zaczeło bic. Omało co nie umarłam.. Przez strach. Dlatego też zrozumiałam rodziców i im wybaczyłam.
Każdy zasługuje na wybaczenie, nie ważne jak złyby był.
Odruchowo chwyciłam za telefon. Weszlam w wiadomości i napisałam do Huga.
"Przyjdziesz? Chciałabym porozmawiać na spokojnie"
Po chwili dostałam odpowiedź.
"Daj mi 15 minut"
Wyłączyłam telefon i odwróciłam się w stronę okna. Niedługo pełnia. Czułam to. Dlatego też zaczynałam źle czuć się tu, w szpitalu.
***
Do sali wszedł Hugo.
-Jak się czujesz?-zapytał niepewnie.
Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Dobrze. Siadaj.
Usiadł na krześle obok.
Poklepałam miejsce na łóżku. Zawahał się jednak usiadł na łóżku.
-O czym chciałaś porozmawiać?
-O nas.
-O nas??
-Tak. Hugo.. Wiem że cię zraniłam i przepraszam. Może to moja wina. Może nieświadomie dałam Ci nadzieję.. Chciałabym abyś zrozumiał że cię potrzebuje.
-Potrzebujesz mnie?
-Tak. Nie jako chłopaka. Potrzebuję cię jako przyjaciela.
-Bella..
-Proszę. Chciałabym żeby znowu byłovtak jak wcześniej. Kiedy po nocy trenowałeś mnie. Biegaliśmy i byliśmy szczęśliwi. Proszę..
-Nie wiem czy to dobry pomysł ale dla ciebie zrobię wszystko.
Przytuliłam go.
-Dziękuję. Na prawde jesteś dobrym przyjacielem.
Uśmiechnął się.
Chwile rozmawialiśmy aż przerwał nam jego telefon.
-To Matt..
Odebrał.
-...
-Dobrze zaraz będę
Rozłączył się.
-Matt zwołał zebranie. Muszę iść.
-źle się czuje że nie moge wam pomagac..
-Musisz wrócić do zdrowia. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Wyszedł a ja pogrążyłam się wy myślach..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz