Kiedy już zostałam sama bo wszyscy mi bliscy pojechali do domów przyszedł lekarz.
-Jak się dziś czujemy?
-Dobrze. Mogę wrócić do domu?
-Badania wychodzą dobrze, nie dzieje się nic niepokojącego więc myślę że tak.
-Kiedy?
-Jutro z rana?
-Czemu dopiero jutro?
-Na wszelki wypadek. Rano dostanie Pani wypis.
Wyszedł a ja podeszłam do okna. Jutro wreszcie pełnia. Całe ciało mrowiło mi z podekstytowania. Wreszcie będę mogła być wolna! Cieszyłam się bardzo.
Usiadłam na łóżku i wybrałam numer do Adama.
Nie odebrał więc nagrałam się na poczcie.
-Adam. Nie ma cię już cztery dni. Martwię się. Jutro wychodzę ze szpitala. Odezwij się.
Rozłączyłam się i znowu popatrzyłam przez okno. Chciałam już do domu.
***
Rano lekarz nie przychodził a ja nie mogłam czekać. Dochodziła dopiero 9. Wstałam przebrałam się i spakowałam wszystkie swoje rzeczy. Poszłam szukać lekarza. Na korytarzu dorwałam pielęgniarkę.
-Dzień dobry..
-A ty czemu nie w łóżku? Gdzie się wybierasz?!
-Dziś mam dostać wypis.. Gdzie jest lekarz?
-W swoim gabinecie..
Szybko się tam skierowałam. Zapukałam.
-Proszę..-usłyszałam więc weszłam.
-Dzień dobry ja po wypis.
-Widzę że bardzo szybko chcesz nas opuścić
-Chcę już do domu.
-Dobrze.
Lekarz wypisał mi wypis ze szpitala a ja podziękowałam i wyszłam.
Prawie biegłam w stronę windy a potem nerwowo wciskałam przycisk. Kiedy już winda zjechała na dół wybiegłam z niej i popędziłam w stronę drzwi. Przed szpitalem odetchnęłam świeżym powietrzem.
Wreszcie wolna!!!
Całe moje ciało krzyczało abym pobiegła do lasu. Tak bardzo odkąd byłam w szpitalu brakowało mi bycia wilkiem że teraz ledwo cię powstrzymywałan od przemiany na środku ulicy.
Mogłam zadzwonić po kogoś aby po mnie przyjechał lecz wolałam się przejść. Spacer dobrze mi zrobi.
Mijałam znajome mi ulice. Już miałm minąć hotel Marii kiedy się zawahałam. Postanowiłam ją odwiedzić.
Weszłam do środka i zobaczyłam ją w recepcji.
-Bella! Już dostałaś wypis? Jak się czujesz?! Martwilam się!
-Dobrze. A u ciebie jak? Zdrowa już?
-No nie do końca ale nadaję się już do pracy.
-Jutro przyjdę i ci pomogę
-Musisz teraz odpoczywać..
-Odpoczełam aż za bardzo w szpitalu. Jutro z rana przyjdę. Do zobaczenia!
Wyszłam i teraz od razu prosto poszłam do domu Dominica.
Kiedy byłam coraz bardziej zaczęłam czuć zapach wampira. Woń drażniła mi nos. Czym byłam bliżej domu tym zapach się nasilał. Otworzyłam drzwi a moje zmysły zwariowały. Tu był wampir..
Zostawiłam torbe pod ścianą przy drzwiach i ostrożnie weszłam dalej. Kiedy zobaczyłam wampirzycę siedzącą w salonie z Sophie omało co się nie rzuciłam na nią w obronie małej.
-Bella!!-krzykneła Sophia.
Podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
-Już wyszłaś ze szpitala?
-Tak..
Mierzyłam wzrokiem wampirzycę.
-To ty jesteś Bella. Mała mi opowiadała o tobie.-wstała i podeszła do mnie-Jestem Sarah.
-To moja siostra wiesz?-powiedziała Sophia.
Spojrzałam się na nią zaskoczona. Siostra?! Ich siostra jest wampirem?!
-Gdzie są wszyscy?
-Mama rozmawia z dziadkiem za domem.
Nie wiedziałam czy mogę zostawić małą z tą Sarah ale jeśli Toby i jej mama to zrobili znaczy że może Sarah nie jest niebezpieczna.. Jak na wampira.
Wyszłam do nich.
-Bella? Co ty tu robisz?-zapytał Toby.
-Wypisali mnie.
-Nie dzwoniłas?
-Chciałam się przezpacerować. So co za Sarah?
-To moja córka-powiedziała córka Tobyego.
-Ona jest.. Wampirem..
-Wiemy.
-Ok.. Troche jestem zdziwiona. Gdzie Dominic?
-Pojechał właśnie do ciebie.
-Musiałam się z nim minąć.
Usłyszałam jak ktoś wjeżdża na podwórko.
-To pewnie Dominic.-odparłam-Idę z nim porozmawiać. Pewnie się zmartwił niezastając mnie w szpitalu
Poszłam przed dom. Akurat wysiadał z samochodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz