-Cas! Rusz tu dupe! - wołałem Castiele, gdy Sammy przyglądał się mi zażenowany
-On nie odbiera- wywrócił oczami
-Musi... - warknąłem
-A spróbuj ładniej - zażartował
-Aniele Boży stróżu mój rusz tu dupę i przy mnie stój... i widzisz było ładnie, a go
nadal nie... - Sammy spojrzał się za mnie i pomachał - stoi za mną prawda?
-Yep - odpowiedział
Odwróciłem się i tam niecały metr za mną stał Cas.
-Dlaczego do kurwy nędzy wychodzisz mi z tyłka? Jakbyś nie mógł
wejść drzwiami?!
-Wzywałeś mnie, prawda? - powiedział ignorując moją złość
-Em zaginęła a ktoś musi pomóc nam z Richem
-Pomóc?
-Młody nie może z nami jeździć - wytłumaczyłem
-Już kiedyś zajmowałem się dzieckiem - mówił mechanicznie
-Nie jestem dzieckiem! - wzburzył się Rich który do tej pory oglądał kreskówki
Sammy usiadł przy laptopie a ja stanąłem za nim opierając się rękoma o oparcie
jego krzesła. Szukaliśmy jakiś poszlak, co nie było łatwe. W tle słyszałem jak
Cas rozmawia z Richem.
-Nie jestem dzieckiem - oburzył się Rich nadal patrząc się na TV
-Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga - stwierdził niewinnie Cas
-Nie wierze w Boga
-Dlaczego? On istnieje, skoro są anioły on też jest.
-Jesteś aniołem?
-Tak.
-Zapomniałem.. - spuścił głowę
-Byłeś mały gdy się ostatnio widzieliśmy
-Ty tez byłeś mały?
Cas chwilę się zastanawiał.
-J... ja... nie byłem nigdy mały - Cas ostro się zastanawiał, usiadł na kanapie, i dwoma
palcami jeździł wzdłuż brody - Dean dlaczego ja nigdy nie byłem mały?
-Bo jesteś pieprzonym aniołem - odparłem nie odrywając głowy od laptopa
-Pieprzonym? To przekleństwo tak?
Rich spojrzała się na niego i mu pokiwał pijąc sok przez słomkę.
Nastała dłuższa cisza, w tym czasie ja z bratem zdołaliśmy włączyć GPS w telefonie
Emilie ale sygnał nie łapał.
Nadszedł wieczór, pora położyć młodego spać ale niestety on nie miał na to ochoty,
oglądał z Casem kreskówki.
-Cas, znajdź sobie własne łóżko co? - powiedziałem, wiedząc ,że dziś będę spał na kanapie
na której siedzi Rich z Casem
-Nie, zostanę tu - odparł nie przestając oglądać
-Oh, okay. Więc zrobimy piżama party i zapleciemy warkocza Sammiemu. - powiedziałem ironicznie
Cas spojrzał się na mnie nie wiedząc co powiedzieć, chciał chyba wykryć czy żartuję
czy mowie serio, anioły miały z tym problem a zwłaszcza on, ale Rich wziął go za rękę
i zaprowadził do swojego pokoju. I tak każdy sie rozszedł, Sammy wziął laptop pod rękę i
poszedł spać do sypialni mojej byłej a ja zasnąłem na kanapie... nadal miałem
nieprzyjemnie gorzkie uczucie wiedząc ,że ja straciłem.
Rano obudził mnie Rich, siadając na skrawku kanapy i włączając TV.
-Hmmm... Rich? - wydukałem zaspany
-Cas zniknął w nocy
-To anioł, a one tak mają - przeciągnąłem się i usiadłem obok młodego
-A kim są osoby odwiedzające nas w nocy?
-Co? O kim mówisz?
-Bo wiesz, przed tym jak nas zostawiłeś pojawiała się u mnie na oknie dziewczyna,
uśmiechała się i wogle, i teraz też czasami się pojawia gdy potrzebuje wsparcia
-To twoja wyobraźnia synek - powiedziałem wstając
Rich w odpowiedzi parsknął nie zadowolony.
Do salonu wszedł Sam, ziewnął i poszedł w stronę kuchni, zostawiając laptop na stoliku
do kawy.
-Też kiedyś miałem takiego przyjaciela, ale później zniknął.
-Kiedy później- spytał zaniepokojony Rich
-Gdy dorosłem - Sammy zalał sobie kawę
-To ja nie chcę dorastać - rozgrymasi się
-Musi być wyjątkowo ładna, co nie? - spytał Sammy
-Tak, jest jak anioł. - rozmarzył się
Nagle z łazienki dobiega wrzask Casa, szybko zerwałem się i pobiegłem do niego.
Zauważyłem jak Cas plecami mocno przylega do ściany i omal serce mu z piersi nie wyskoczyło.
-Cas?
-Dean! Co to jest?! - patrzy się na uruchomioną maszynę
-Najniebezpieczniejsza maszyna do zabijania aniołów - wywróciłem oczami
Casiel patrzy się na tą maszynę, niczym na najniebezpieczniejszą istotę z głębi
czeluści piekielnych, stworzoną przez samego szatana. Odsuwa się od tego czegoś,
bardziej w moją stronę, po czym przygląda się tej istocie.
-Dean... czemu to trzymacie? Chcecie mnie zabić?!- zrobił minę zbitego psa
-Cas! Uspokój się do cholery.
-To po co wam to?!
-Tu pierze się ubrania... To jest pralka. Poznajcie się.
Cas nadal przerażony parzy się na pralkę ale podchodzi nieco bliżej.
-Jestem Castiel. Witaj.
-Boże ratuj - wywróciłem oczami i wróciłem do kuchni.
Zdążyłem podnieść kubek aby się napić kawy a laptop zaczął pikać, namierzyliśmy sygnał
GPS telefonu Emilie. Sammy rzucił sie w stronę laptopa i zapisał współrzędne.
-Jedziemy - powiedział.
-Cas! Zostaniesz z Richem!- krzyknąłem tak aby Cas usłyszał....nadal był w łazience
-Ale Dean... - stanął przed mną Rich
-Nie młody, ty zostajesz - poczochrałem jego czuprynę
-Nie chcę tu być! - stwierdził stanowczo
-Znudził ci się dom do cholery czy co? - spytałem zapominając ugryźć się w jezyk
-Tak do cholery!- odpowiedział Rich
-Nie mów tak - ostrzegłem go
-Ty tak mówisz to ja tez mogę
Spiorunowałem go spojrzeniem i zignorowałem, podszedłem do laptopa aby zobaczyć gdzie jest
nasz cel. Pół dnia drogi stąd...
-Dean nie ignoruj mnie! - złościł się Rich
-Mówisz jak baby
-Wrrr
Nagle spostrzegłem ,że droga do naszego celu przechodzi przez las w którym mieszkałem
z Izabellą.
-Hmmm... - wpadłem na pomysł -Dobra.
-Co dobra? - spytał Sammy
-Młody chce być gdzie indziej, bliżej matki to ok, zabierzemy go ze sobą.
-Co? Oszalałeś?! - zaprotestował Sammy
-W połowie drogi jest dom, mieszkałem tam jakiś czas.
-Jest tam bezpiecznie?
-Taaaak można powiedzieć.
-Dean!
-Będzie z Casem, na pewno będzie tam bezpieczniej niż tu.
-Gdzie to jest
Wskazałem palcem na ekranie i nagle Sammy się uspokoił, okolica wydawała sie spokojna
w końcu to las. Skończyliśmy śniadanie i od razu ruszyliśmy w drogę.
-Rich? - spytałem
-hmmm...?
-A szkoła?
-Są wakacje... - powiedział
-Baranie - skończył Sammy
-Ooooo...
Po pół dniowej podróży dotarliśmy do domu w lesie, na zewnętrzny widok każdy sie
zniesmaczył... spróchniały był trochę.
-Emmm... Dean? - powiedział Sammy wysiadając z auta
-Co?
-Ja tam wejdę i już nie wyjdę - stwierdził Rich oceniając dom
-Ej nie prawda! - oburzyłem się
-Albo zawali się dach albo uduszę się na śmierć, na pewno tam śmierdzi - stwierdził Rich,
i w tym momencie zauważyłem, całkiem nie chcący ,że Rich podrosły, nadal rośnie w szybkim
tępie... wolniejszym niż przed tem ale jednak, chyba będzie musiał zmienić szkołę czy coś,
bo ludzie zaczną coś podejrzewać.
Zignorowałem ich nie miłe docinki wszedłem do środka, włączyłem światło i już w progu
przywitała mnie woń leśnych kwiatów, a jasne ściany aż promieniały. Wszystko było nie
naruszone i w idealnym stanie jak przedtem.
Za mną ruszyła cała reszta, na widok wnętrza domu opadły im kopary, a ja z satysfakcją
spojrzałem sie na nich i dumnie parsknąłem i rozsiadłem się na skórzanej kanapie.
-Wow... nieźle się urządziłeś - stwierdził Sam
-Gdzie mój pokój - spytał od razu Rich
-Wybierz sobie - powiedziałem przedstawiając wnętrze jednym gestem ręki
Rich wbiegł do środka i od razu zaczął zwiedzać dom. Cas stał w progu.
Westchnąłem przypominając sobie chwilę tu spędzone a później wstałem i poszedłem
prosto do impali, Sammy zrobił to samo jeszcze wcześniej komunikując o tym Richa.
Pojechaliśmy odbić Emilie...
Od Castiela.
Dom ten przypominał mi nieco, białe korytarze w niebie, był dość jasny a szczególnie
w pierwszym pomieszczeniu. Postawiłem dwa kroki do przodu i rozejrzałem się dookoła.
Stałem tak chwilę nie wiedząc co mam robić... musiałem sobie przypomnieć jak opiekować
sie małym dzieckiem, przecież już kiedyś to robiłem! Nosiłem je na rękach nawet!
Mechanicznym krokiem poszedłem na górę i odnalazłem Richa w jednym z pokoi.
-Rich chcesz abym cię ponosił? - spytałem
-Co? - spojrzał sie na mnię dziwnie
-Mam cię podnieść i rytmicznie bujać żebyś zasnął?
-Emmm... wiesz co, lepiej chodźmy do lasu! Dean mówił ,że tu jest ciekawie.
-Nie wiem czy powinienem się na to zgadzać.
-A czemu nie? Przecież jesteś aniołem, pomożesz mi gdyby coś się działo, co to tam kilka
wilkołaków na ciebie.
-Emmm...
-No chodź - pociągnął mnie za rękę i zbiegł na dół
Nadal nie byłem pewny czy dobrze robię, wcześniej to było łatwiejsze, nosiłem go
i bujałem a później zasypiał no i czasami jadł...
Pojawiłem się koło niego, był już kilka metrów od domu.
-Wow Cas zobacz jakie wielkie drzewa! - próbował sie wspiąć na jedno najbardziej wygięte
-Co robisz?
-Wspinam sie
-Po co?
-Cas!
-Coś złego powiedziałem?
-Przestań tyle pytać!
-Em.. ah.... no dobrze
Rich dość sprytnie wspinał się na drzewo, a gdy doszedł doś wysoko to zsunął się po pniu,
i pobiegł dalej.
-Zobacz jaki jestem szybki! - krzyknął z oddali
Pojawiłem się koło niego a on się oburzył.
-Cas?
-Spytałem o cos? - nie wiedziałem co tym razem złego zrobiłem
-To jest nie fari!
-Ale co?
-Nie możesz tak się pojawiać ... stan tu - wyznaczył linię na piasku - ja stanę obok...
i.. i start! - pobiegł nie dając mi szans na reakcję.
Stałem tak jeszcze chwilę próbując zanalizować to co sie właśnie stało i po chwili
dopiero zacząłem biec za Richem. Minąłem aż 10 drzew i poczułem ,że boeganie nie jest
dla mnie, wolę latać... dzięki skrzydłom moge się teleportowąć.
Pojawiłem się kawałem za Richem ponieważ straciłem go z oczu na jakiś czas a nie chciałem
aby znowu krzyczał ,ze oszukuje. Powoli szedłem w jego stronę... już nie biegł,
stał i rozmawiał z jakąś osobą...
-...Mieszkasz tu? - spytał
-Tak, już długo... a ty?
-Ja od dziś. A gdzie jest twój dom?
-A tam - pokazała ręką
-A mój tam - Rich nieświadomie pokazał na mnie ale miał na myśli dom
-Sam mieszkasz?
-Nie e, mieszkam z Casem. Ej ścigamy się do mnie? Jestem najszybszy- powiedział dumnie wypinając
klatę.
-Na prawdę?!.... ale ja nie moge..
-Dlaczego?
-Nie znam cie
-Znasz, jestem Rich
-Ale nie o to chodzi..
Nagle ta osoba mnie zauważyła i patrzyła sie na mnie dużymi oczami.
-Rich?? Ktoś za tobą stoi.
Rich spojrzał sie na mnie i machnął ręką
-To tylko Cas.
-Muszę już isć
-Do zobaczenia Sophie.
-Cześć Rich.
Dziewczynka poszła w swoją stronę a ja na pieszo wróciłem z Richem do domu... dziwnie
się tak długo chodzi....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz