środa, 31 sierpnia 2016

Od Lucy

  Nie mogli wytropić mojego ojca a z dnia na dzień stawałam się słabsza. Chodziło im o niego, w dalszym ciągu próbowali go zabić... a ja miałam być przynętą. Jeśli się nie sprawdzę to za parę dni coś mi zrobią, albo zabiją, albo zabiorą ze sobą za granicę...
  Kat stał, paląc papierosa. Pilnował mnie cały czas. Ja związana, cała we krwi starałam się jakoś stąd wyrwać. Chciałam spać, jednak nie mogłam zmrużyć oka.
-Wszystko zależy od twojego ojca, kotku. - zaciągnął się.












-Proszę... - wycedziłam. - Wypuść mnie... - spuściłam bezwładnie głowę.
-Niestety nie mogę ale chciałbym. - kucnął przy mnie i dotknął mojego policzka.
  Był stanowczo za blisko. Zapaliła mi się czerwona lampka, ale co mi po niej, skoro nawet nie mogę się ruszyć?
-Nie jestem zastępcą przywódcy, więc... wykonuje rozkazy... chociaż... fajnie by było mieć taką kobietę przy boku... nadawałabyś się dla mnie... - wymruczał.
  Zaczęłam się bać go jeszcze bardziej.Spojrzałam mu w oczy i poprosiłam jeszcze raz, by mnie wypuścili, że chcę wrócić do domu... jednak on tylko parsknął śmiechem.
-Kochanie, ale aktualnie to tu jest twój dom.
-Wes! - krzyknął najmłodszy z całej trójki. - Rush, ślicznotko!
-Tu jestem, Colin. - odparł niewzruszony jak się dowiedziałam, Wes.
  Kończył właśnie papierosa, gdy Colin podszedł do nas zamurowało go na widok mojej zakrwawionej koszulki i szyi. Wesley niczym nie wzruszony wzruszył ramionami zniecierpliwiony.
-Czego? - warknął do chłopaka.
-Paul cię woła, jest wkurzony...
-Co mnie obchodzi ten zadufany w sobie dupek. - skomentował Wes.
-Podobno ktoś z organizacji działa w sprawie Collins... - wypalił zestresowany.
  Wes zgniótł papierosa i spojrzał na młodego wyraźnie rozbudzony.
-Kto dokładnie? - warknął zaciskając pięści Wes.
  Colin wyraźnie się zestresował, błądził wzrokiem i jąkając się powiedział, że nie wie.
-Jak to nie wiesz?
-RUSH, ILE MAM CZEKAĆ!? - krzyknął na dół jak się domyślam, Paul.
-Nie wiadomo, działają...
-Tak jak zawsze. Z ukrycia. - dokończył westchnięciem Wes. - Pilnuj jej, ale nie dotykaj. Ona jest moja. - zaznaczył Wes i wyszedł.
  Młody tylko podszedł do mnie i usiadł naprzeciwko mnie tylko, że na podłodze.
-Nieźle się trzymasz... ale lepiej, żebyś powiedziała im gdzie twój ojciec się ukrywa.
-Żeby go zabili i mnie przy okazji? Nie wydam swojego taty.
-I tak by go wykończyli.
-Kto? Ci dwaj?
-Nas jest więcej, Collins. - uśmiechnął się chłopak.
  Dopiero gdy po dłuższej kłótni zjawił się Wes, który wyrzucił młodego z piwnicy dając mu zadanie szpiega. Chłopak wyraźnie się ucieszył, jednak czuć było na kilometr, że lekko się boi.
  Gdy Wesley zaczął mnie rozwiązywać, aż zesztywniałam. Wstałam i patrzyłam na niego i pierwsze co to nagła ochota dania mu w mordę... po prostu zwyciężyła. Uderzyłam go gdy tylko dotknął mojego ramienia.










-O cholera! - zaklęłam gdy poczułam ból po uderzeniu.
  Odsunęłam się od Wesa i zacisnęłam pięść z bólu, który rósł. Jak ktoś potrafi znieść taki ból!? Boli cholernie, aż miałam łzy w oczach.
-Nieźle, Collins. - otrząsnął się szybko. - Chyba nie lubisz jak cię dotykam... polubisz. - wzruszył ramionami i złapał mnie za ramię.
-Gdzie idziemy? - wycedziłam.
-Do Paula.
  Gdy stałam, mając związane ręce słuchałam kłótni Wesa i Paula, którzy nerwowo dyskutowali między sobą na temat czy mnie wypuścić. Paul zaprzeczał, zabraniał, Wes wahał się.
-Mogę udawać jej faceta, nie? - parsknął Wes wyraźnie zadowolony z tego pomysłu.
-Ona nie może wyjść na wolność, rozumiesz, kretynie?
  Nagle przez okno wpadło ciało. Odskoczyłam wystraszona, był to martwy Colin. W ustach miał zakrwawioną kartkę na której było napisane wyraźnie... Oddacie ją od razu albo zginą kolejni.
  Paul wściekł się. Spojrzał na mnie.
-To twoja sprawka, co?!
  Spojrzałam tylko na niego.









-Kto to zrobił, co?! Twój tatuś, czy kto!? Znasz kogoś z organizacji?
-Nikogo nie znam, nawet nie wiem co to ta organizacja... - wypłakałam.
-Ona naprawdę nie wie nic... na ich temat. Nawet o ojcu nic nie wie... o nas też nie wiedziała. - wyjaśnił Wes. - Prowadziłem z nią malutkie przesłuchanie, robiłem co mogłem ale ona gdyby mogła to by dawno wszystko wyśpiewała. Bezsens jest ją tu trzymać... Ten ktoś wie gdzie jesteśmy przez tę małolatę którą wczoraj sprowadziłeś.
-To tylko zabawa, przecież wiesz, że niedługo ją zabiję. - parsknął Paul. - Jak jej tam...
-Stephanie. - sprostował Wes znudzony. - Mam ją gdzieś, mam ochotę na nią - wskazał na mnie a ja momentalnie się przeraziłam. - ale oczywiście ty możesz się bzykać z wampirzycą, a ja nawet tknąć nie mogę Collins!
-Stephanie jest wampirem, skorzystam na tym, przecież sypiamy ze sobą od dwóch dni, przychodzi do mnie za trzy dni więc ją zabiję, pasuje?
  Wes pokręcił głową zrezygnowany.
-Gdzie twój ojciec pracuje? - spytał Paul groźnie. - Chyba wiesz, prawda? - pogroził mi nożem. - Możemy cię tak kroić aż powiesz, nie ma problemu... - naciął mój policzek, wtedy się przeraziłam.
-W Seattle, piszą o nim w gazetach... - wycedziłam trzymając się za krwawiący polik.
-Świetnie. Wes, mógłbyś jej to jakoś przemyć. Nadal jest nam potrzebna... ja muszę przemyśleć kto zrobił to Colinowi...
  Znów trafiłam do piwnicy...
  Chciałabym wiedzieć co się dzieje bo nadal nie wiele rozumiałam... bałam się i chciałam stąd się wydostać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz