Zagapiłem się w śpiącą nieszczęśnice, która przez najbliższy okres miała mnie wszędzie szukać, a później popaść w ogromny żal po stracie swojej jedynej, ogromnej miłości. Bla, bla, bla już to przerabiałem.

Była śliczna. Zresztą jak wszystkie. Niewiele się od siebie różniły. Zjechałem wzrokiem w dół. Cycki też miała niezłe. Ale takie przeciętne.
Jak wszystkie.
Choć była dopiero 5, musiałem się zwijać. Gdybym pozwolił sobie na następne parę godzin snu, obudziła by mnie pewnie podając mi śniadanie do łóżka, proponując wzięcie prysznica w JEJ prysznicu i starałaby się mnie zatrzymać jak najdłużej wyobrażając sobie, że to nowy etap w jej życiu.
Tak. To też już wiele razy przerabiałem, a ta wyglądała na wyjątkowo wrażliwą.
Uczucia. Brr. Skrzywiłem się i podniosłem się delikatnie by jej nie obudzić uważając na prawy bark.
Tak naprawdę to wygoił się już dawno. Ale trzeba było zachować jakieś pozory nie?
Ubrałem się pospiesznie. Dopiłem resztę wina.
Skrzywiłem się lekko.
Drogie jak cholera.
Na pewno bym go nie kupił. Nawet stan pijacki nie zmusiłby mnie do postawienia lasce czegoś droższego niż wymagało absolutne minimum.
Cóż poradzić, czasy ciężkie.
Gapiłem się jeszcze przez parę chwil na jej nagie ciało. Zastanawiałem się jak to jest sypiać cały czas z jedną. Próbowałem raz. Pieprzyłem się z jedną 3 razy i naprawdę miałem dość.
Tak. 3 razy to mój rekord.
Popatrzyłem na nią ostatni raz. Przypomniały mi się wszystkie chwile z nocy.

Ta naprawdę była jedną z lepszych.
Nachyliłem się nad nią i wyszeptałem.
- Żegnaj...
No właśnie. I jak ona do cholery miała na imię...
- Żegnaj maleńka.
Ten prosty rzeczownik zawsze się sprawdzał.
Gdy wyszedłem na zalaną słońcem ulice zadzwonił Ash.
- No i co tam? Wyszedłeś już od Evelyn?
- Evelyn? - spytałem nieprzytomnie - A więc tak miała na imię.
Ash parsknął śmiechem.
- Mógłbyś chociaż zapytać o imię...
- Pytałem przysięgam! - zarzekałem się rozbawiony - Tylko tak jakoś wiesz... wyleciało mi z głowy. Chce spać - wymamrotałem.
- To zwijaj się do domu stary. Wpadniemy do ciebie wieczorem z Jasonem. On chyba jednak trochę dłuższej zostanie u tej Maggie.
- Stary - powiedziałem udając powagę - Nawet nie wiesz jak bardzo szanuję twoją pamięć do imion lasek poznanych w klubie. I to nawet lasek twoich kolegów. Ale one i tak mi nic nie mówią.
Ash parsknął śmiechem.
- Będziemy wieczorem.
- Ale pizzą się nie podzielę - zaznaczyłem groźnie.
- Zobaczymy - odparł Ash.
Po chwili rozłączyłem się.
W domu od razu padłem na łóżko. Obudziłem się koło 15. Główka już tak nie bolała. Akurat byłem w łazience, gdy usłyszałem głos mojego starszego brata.
- Aim? Jesteś?
Wyszedłem po chwili z łazienki i rozwaliłem się znowu na łóżku.
- Co ty tam robiłeś? - spytał podejrzliwie.
Parsknąłem śmiechem.,
- Oddawałem się przyjemności - wymamrotałem do poduszki przeciągając się. Zobaczyłem jak kątem oka przyjrzał mi się zniesmaczony. Miałem ochotę dalej iść spać, ale Noah zaczął ględzić rozbudzając mnie zupełnie.
- Jamie, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zirytował się
- No tak - mruknąłem.
- To o czym mówiłem?
- Dobra. Wygrałeś - przewróciłem się na drugi bok - Nie słuchałem cię.
Noah westchnął i ścisnął sobie nasadę nosa.
- Ja wiem, że może ostatnio masz ciężki okres..
- Naprawdę? - spytałem rozbawiony i podłożyłem sobie poduszkę pod kark żeby mieć lepszy widok na niego - Ja nie zauważyłem.
Noah znowu westchnął.
- Dobra. Przejdę do rzeczy od razu. Masz nowe zadanie.
- Kto? - spytałem obojętnie.
-Bogaty prawnik. Handluje z łowcami bronią. Udziela im schronienia. Wspomaga pieniędzmi. Musisz się do niego zbliżyć. Jeśli nasze podejrzenia się potwierdzą... Sam wiesz co będziesz musiał zrobić - chrząknął wpatrując się nagle przez okno.
- Ma córkę? - spytałem z zainteresowaniem.
- Ah no tak zapomniałem, że to twoja ulubiona metoda dochodzenia do podejrzanego. Ma, ale...
- Nazwisko - przerwałem mu.
Przyjrzał mi się urażony.
- Collins. Lucy Collins. Chodzi do szkoły za Seattle.
Jęknąłem.
- Młoda?
- Jest w liceum - sprecyzował i przyjrzał mi się chłodno.
Rozchmurzyłem się szybko.
Gdy Noah wyszedł 'mając nadzieję, że szybko zajmę się tą sprawą' rozwaliłem się wygodnie. Miałem czas.
- Ah witaj szkoło - wymamrotałem i po chwili znów zasnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz