sobota, 13 sierpnia 2016

Od Belli

Spojrzałam na niego.
-Lepiej. Chciałanym stąd już wyjść. Nie lubie szpitali. Źle mi się kojarzą.
-Lekarz nie mówił Ci ile tu jeszcze będziesz?
-Podobno jeszcze tydzień aby się upewnili że wszystko już dobrze jednak podejrzewam że po dzisiejszym.. Nie puszczą mnie tak łatwo. Mam szlaban na odczuwanie silnych emocji ogarniasz?-zaśmiałam się
-Nie dziwię się.-powiedział z uśmiechem.
-Myślałam że.. Szybciej powinnam wracać do zdrowia skoro.. No wiesz..
-To tak nie do końca działa. Nie odniosłaś ran fizycznych.
-Chyba wolałabym znowu zostać postrzelona niż to..
-Nie mow tak!
-No wiem ale wiesz jak trudno tu wytrzymać-uśmiechnęłam się-To szpitalne jedzenie nienadaje się nawet dla zwierząt a co dopiero dla ludzi. Tęsknie za kuchnią twojej mamy.. A poza tym.. Kiedy Toby był ostatnio w domu? Z tego co widzę to siedzi tu cały czas..
-Martwi się. Wszyscy się martwimy.
-Nie potrzebnie. Jakoś sobie radzę. Już trzy razy wygrałam ze śmiercią także praktykę złapałam.
-Trzy razy?-zspojrzał się na mnie zmartwiony.
-Przypomniałam sobie wszystko. Kiedy miałam ok 15 lat wyskoczyłam przez okno z piętra.. Ogarniasz że kręgosłup z tego co pamiętam był nawet nienaruszony?-zaśmiałam się.
-Ty to miałaś ciekawe dzieciństwo. Po co z okna skakałaś?
-Był pożar w domu takiej rodziny. Wbiegłam tam po dziecko.
-To rozumiem..
-Dobrze jest wreszcie pamiętać. Dobrze się stało że Adam mi o wszystkim powiedział.
-Adam to ten chłopak?
-Tak.. Dużo mu zawdzięczam.
-Łączy was coś?-zapytał zaciekawiony.
-No co ty! To mój przyjaciel.-uśmiechnęłam się.-On też chce być na szczęście tylko moim przyjacielem.
-Kim on w ogóle jest?
Zawahałam się. Może nie powinnam mu mówić? Ale po co to ukrywać? Jak się przypadkiem dowie może być jeszcze gorzej..
-Ale nie denerwuj się dobrze?
-Dobrze..
-On jest.. łowcą-powiedziałam delikatnie jednak poczułam jak uścisk Dominica na mojej dłoni mocnieje.
Nawet pomimo że miał na sobie koszulkę widziałam jak jego mięśnie się napinają.
-Łowcą?! Przyjaźnisz się z łowcą?!
-Słuchaj on taki nie jest.. Nie każdy łowca jest taki.. On mi uratował życie. Wie kim jestem.. Kim wy jesteście ale mówi że nie przyjechał tu w sprawach zawodowych a poza tym i tak by nas nie zaatakował. Znam trzech łowców i każdy mi pomógł.. Adam, Sammy czy Dean.. Oni nie są tacy jak inni.. Rozumieją. Nie zabijają bezmyślnie.
Dominic troche się rozluźnił.
-Nie chcę by on tu był..
-Adam na prawde nie stanowi zagrożenia. Nie ma nic przeciwko temu czym jesteśmy. Wie że dbamy o bezpieczeństwo ludzi i mu się to podoba. Dominic.. Kiedyś byłam.. Inna.. On pomimo to mi pomógł prawie tracąc życie.
-Skoro tak mówisz o nim to postaram się jakoś.. Znosić jego towarzystwo. Ale czekaj.. Jak to byłaś inna? Byłam człowiekiem to oczywiste że teraz jesteś inna..
-No nie do końca byłam człowiekiem.
Delikatnie wysunęłam ręke z jego uścisku. Spojrzałam na dłonie dotykając palcy.
-Miałam pewien dar. Był on niebezpieczny. Po kilkunastu latach nauczyłam się z nim żyć tak by nie stanowić zagrożenia dla innych.. Jesnak go utraciłam kiedy zostałam postrzelona.. Kiedy się tu obudziłam.. On znikł.
-Co to był za dar?
-Kiedy ktoś.. Dotknął mnie w nagś skórę.. Albo ja go dotknęłam.. Tworzyła się więź którą tylko ja mogłam przerwać.
-Jaka więź?-spojrzał na moje ręce.
-Ta osoba odczuwała ból.. Mogła nawet umrzeć.. A ja za to odczuwałam przyjemność której nawet nie da się opisać słowami. Odizolowano mnie od społeczeństwa kiedy miałam kilka lat bo wtedy on się ukazał. Rodzice oddali mnie do szpitala dla umysłowo chorych. Na początku nie chciałam tak żyć aż wreszcie zrozumiałam że tak trzeba. Dopiero Adam.. On był pierwszą osobą która się nie bała.. Pokazał mi że mimo wszystko nadal mogę liczyć na to że nie wszyscy się odemnie odwrócą. Dlatego mówię że on jako łowca nie jest dla nas zagrożeniem. Jestem tego pewna.
-Dlatego byłaś w tym szpitalu? To tam go poznałaś?
-Tak..
Dominic wziął spowrotem moją ręke.
-Brakuje Ci go?
Chodziło mu o mój dar.
-Nie.. Na początku kiedy nie pamiętałam to odczuwałam pustkę ale teraz przynajmniej nie boję się że kogoś skrzywdzę zwykłym dotykiem-zaśmiałam się a on się uśmiechnął.
-No.. Teraz jesteś naszą białą wilczycą ty wybryku natury-zaśmiał się.
-Oberwiesz jak tylko stąd wyjdę!-śmiałam się.
-Nie dasz rady.
-Nie byłabym na twoim miejscu tak tego pewna.
Śmialiśmy się teraz oboje.
-Dzień dobry-usłyszeliśmy głos lekarza i oboje zamilkliliśmy.
Obok lekarza stał jakiś mężczyzna w garniturze.
-Przyjdę jeszcze potem.-powiedział Dominic ściskając mocniej moją ręke.
Wstał i wyszedła ja odprowadziłam go wzrokiem. Kiedy był przy drzwiach spojrzał na mnie a ja się uśmiechnęłam.
-Panna Julianna Ferrars?-zapytał mężczyzna.
-Tak.. Ale teraz nazywam się Izabella Quin. Coś się stało?
-Nie chciałbym Cię martwić ale sędzie nie będzie dłużej czekał. I tak już dał Pani kilka dni po tym jak się Panna obudziła.
-Sędzia? Ja nic nie zrobiłam.. O co chodzi?
-O Pani rodziców.
Zamarłam. Czułam na sobie kogoś spojrzenie dobiegające za szyby z korytarza.
-Moich rodziców?-zapytałam niepewna czy dobrze usłyszałam.
-Zmarli dwa tygodnie temu. Nie przepisali nikomu swojego majątku a w tym domu dlatego drogą sądową była Pani szukana jako iż jest Pani ich jedynym żyjącym krewnym a w tym córką.
-Jak umarli?-zapytałam.
Może mnie porzucili.. Nie dali mi tego czego powinni czyli miłości ale.. W końcu byli to moi rodzice...
-W wypadku drogowym. Jako że Pani nie jest w stanie pojechać do sądu przyjechałem tu aby podpisała Pani papiery. Jestem.. Byłem twoich rodziców przyjacielem a że jestem adwokatem to przejęłem tę sprawę aby żadny adwokat z urzędu tego nie robił. Chcę abyś dostała to na co zasługujesz.
-Nie wiem czy powinnam..
-Jeśli nie ty to dostanie ten majątek państwo.
-Dobrze.. Podpiszę te dokumenty.
Kiedy już wszystko przeczytałam i byłam wszystkiego pewna podpisałam się wszędzie gdzie powinnam. Zawahałam się jednak nad podpisem. Po chwili jednak podpisałam się nazwiskiem jakie dali mi rodzice. Mimo to i tak postanowiłam zostać przy Izabelli Quin.
Mężczyzna z lekarzem wyszedła ja zerknęłam w stronę szyby. Zobaczyłam tam Dominica. Patrzył się na mnie. Odpowiedziałam mu uśmiechem poczym odwróciłam się w przeciwną stronę.
Moi rodzice umarli.. Bolało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz