Nie rozumiałam dlaczego Will tak o mnie się martwił... był zły, gdy mowa była o haczyku z moim udziałem. Jednak nie pytałam o nic... lubiłam jego towarzystwo. Gdy podeszła do mnie ta wilczyca z jego watahy zdziwiłam się. Z nikim nie rozmawiała, do ludzi od Matta nie odzywała się słowem, piorunowała ich wzrokiem i gardziła nimi z tego co słyszałam.
-Jesteś dziewczyną Will'a? - spytała bez ogródek.
Miała brytyjski akcent.
-Nie... my tylko... się przyjaźnimy. - odparłam z zakłopotaniem.
-Wiesz co to wpojenie?
-Nie. - uniosłam brwi.
-To coś silniejszego niż miłość, taki ktoś jest dla ciebie przyjacielem, partnerem, bratem. - spojrzała na Willa, który stał obok kumpli i obserwował ich wygłupy.
-Ty coś... czujesz do Willa? - spytałam z zakłopotaniem.
-Nie. - mruknęła pod nosem. - Nie jest dla ciebie.
-Co to znaczy...?
-Znam Willa od dziecka. Nigdy nie kręcił się w okół dziewczyn, zawsze łamał zasady, jest niekontrolowanym podrywaczem jeśli już nakręci się na jakąś a rzadko to następuje. Obawiam się, że wpajając się w ciebie zniszczy siebie. Jeśli to się stanie oderwę ci łeb.
Odeszła do jakiegoś wysokiego, napakowanego kolesia. Stanęła na palcach by dosięgnąć jego ucha, a on i tak musiał się schylić by mogła coś mu szepnąć.
Przegryzłam wargę, błądziłam wzrokiem po drzewach i poszłam przed siebie.
Pierwotni jak i Matt przystali na pomysł o haczyku, jednak Will zabraniał i nie zgadzał się na to. Uważał, że to ryzykowne.
Gdy Will był ze swoją watahą pod postacią ludzi w celu ćwiczeń na wampiry, wysoki napakowany, wspomniany poprzednio facet miał na imię Emmet i właśnie miał walczyć z Willem. Wszyscy z jego watahy byli napakowani, wyglądali jak mafia.
Ja schowałam się za drzewem i wszystko obserwowałam.
-Zniszczę cię. - uśmiechnął się Emmet.
-Dawaj. - parsknął Will.
Emmet zaczął biec w jego stronę, w biegu zmienił się w brązowego, ciemnego wilka. Miał jedynie białą całą prawą tylną łapę.
Will uniknął uderzenia przez Emmeta, przerzucił go na drzewo. Znieruchomiałam. Wilkołaki tak nie robią...
-Miałeś się zmienić! - krzyknęła dziewczyna.
-Walczymy na wampiry, Vayne. Muszę być pod postacią ludzką...
Dziewczyna ma na imię Vayne. Will jest... właśnie, czym on jest?
Matt nic nie wspominał o jego jakiejś... inności. Tym bardziej nikt od niego nie wyczuwał hybrydy... oczywiście... jeśli nią jest to możliwe, że może maskować zapach pod powłoką wilka... NIE. To niemożliwe. Will nie jest wampirem... nie jest hybrydą...
-Głupia pijawka. - parsknął jeden z chłopaków siedzących na przewalonym drzewie.
Nie. Nie wierzę.
Wybiegłam zza drzew i popchnęłam Willa.
-Okłamałeś mnie. - powiedziałam ze łzami w oczach. - Jesteś hybrydą...!
-Kathie... - złapal mnie za rękę. Jego była teraz lodowata.
-Nie istnieje inna hybryda niż Klaus! Więc jak...!? - wyłkałam. - Nie! Nie chcę wyjaśnień! Zostaw mnie w spokoju! - popchnęłam go jeszcze w między czasie kilka razy.
-Katherine! - krzyknął za mną i błyskawicznie zjawił się obok. - Muszę to ukrywać przed innymi...
-Matt wie?!
-Wie. Od zawsze wiedział...
-Nienawidzę cię. - wycedziłam.
-Porozmawiaj ze mną... - poprosił łamiącym głosem.
-ZOSTAW! - wrzasnęłam i odwróciłam się.
Jedynie słyszałam jak uderza w drzewo z całej siły i przeklina na tą sytuacje. Uciekłam i schowałam się w domu pod kołdrą. Pieprzony kłamca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz