Gdy wszedłem do klasy nie było jej. Usiadłem na swoim standardowym miejscu obok ściany. Miałem coraz mniej czasu, a musiałem zbliżyć się do jej ojca. Najgorszy w tym wszystkim był jeden fakt, który prześladował mnie od wielu dni. Do myśli każdej innej dziewczyny mogłem po pewnym czasie wniknąć i zmusić ją, by powiedziała co wiedziała na temat który mnie interesował. Oczywiście, one najczęściej nic nie wiedziały, bo tatusiowie - a czasem i mamusie - ukrywały swoje sekrety i drugie życie przed pociechami - dlatego musiałem zapoznawać się z nimi tradycyjnymi metodami. Przyspieszałem często sprawę, manipulując przy myślach swojej ofiary i zmuszając ją, by przedstawiła mnie swoim rodzicom.
Przy Collins miałem jeden problem, na który wcześniej nie zwróciłem uwagi. Nie mogłem manipulować jej myślami. Umiejętnością upadłych aniołów - tak to trzeba było nazwać, bo żaden anioł nie naruszyłby dobrowolnie prywatności człowieka - nie było czytanie w myślach. My swoim ofiarą wkładaliśmy tam własne, zmienialiśmy ich zamiary, tworzyliśmy nawet czasem iluzję. Delikwentowi mogło się nawet wydawać, że po środku korytarza widzi ogromnego niedźwiedzia. Czasem bywało to niezwykle przydatne.
Ale nie przy Lucy. Ona mnie po prostu blokowała. Nie mogłem ją tym sposobem do niczego zmusić. Słyszałem, że zdarzają się takie osoby. No ale do cholery czemu akurat ona? Czasu miałem coraz mniej, a wczoraj dodatkowo opieprzył mnie Noah.
- Wiesz co się dzieje na drugim kontynencie? Łowcy przejęli już prawie całą Europę. To tylko kwestia czasu jak dotrą tutaj. Dlatego weź się do roboty, a nie zajmuj głupimi flirtami bo tego człowieka trzeba jak najszybciej rozpracować i zabić.
Przerwałem rozmyślania gdy z ulgą zobaczyłem jak Collins wchodzi do klasy. Zilustrowałem ją wzrokiem.

Tuż za nią wszedł Brooks.
Usiadła obok mnie bez słowa. Była jakaś przygaszona.
- Kac jeszcze nie opuścił? - mruknąłem, gdy facet sprawdzał obecność.
- Spadaj - syknęła.
- O co ty się obraziłaś? - spytałem rozbawiony.
- O nic się nie obraziłam. Może po prostu nie mam ochoty z tobą gadać?
- A czemu nie masz ochoty? Bo się obraziłaś - wyszczerzyłem zęby.
- Mówiłam ci już, jaki jesteś denerwujący? - syknęła.
- Noo już parę razy - roześmiałem się.
Brooks zmierzył nas spojrzeniem.
- Jak już mówiłem - nacisnął - Macie czas by dokończyć wywiady do następnego tygodnia. I powtarzam jeszcze raz. Mają być porządne. Nie przepuszczę nikogo, jeśli nie zaliczy tego przynajmniej na 4.
Pozostali popatrzyli po sobie i na Brooksa jak na wariata.
- Lepiej bierzmy się do tego - zacząłem rozbawiony.
Collins niechętnie wyciągnęła swój arkusz.
- Nie mam głowy do tego - westchnęła w końcu.
- Czyżby jakieś problemy, Lu? - spytałem miękko.
Popatrzyła na mnie krzywo.
- Nie twój interes... Aim - dodała ironicznie.
Westchnąłem z udawanym żalem.
- Chcesz pomóc koleżance, a ta ci się tak odwdzięcza...
Lucy zmroziła mnie spojrzeniem. Roześmiałem się cicho.
- Dobra, bierzmy się do roboty. W końcu od tego zależy nasza przepustka do naszej klasy - dodałem sarkastycznie.
- Zawsze będziesz mógł zająć się tym sam - mruknęła.
- Albo dokończyć poza szkołą. Może np. u mnie? Albo u ciebie w domu? - czułem, że przeciągam strunę.
- Tak się składa, że na razie nie mam domu - mruknęła rozgoryczona.
- Wiedziałem, że masz problemy - odparłem usatysfakcjonowany.
Zorientowała się, że powiedziała za dużo. Mierzyła mnie przez dłuższą chwilę wzrokiem po czym rzuciła krótkie:
- Spadaj.
Roześmiałem się cicho. W takim tempie to za rok nie poznam jej starego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz