sobota, 13 sierpnia 2016

Od Belli

Kiedy tylko Dominic wyszedł cały mój dobry humor i siła jaką miałam znikła.
-A więc to tak..-wycedził Hugo.
-Co?-zapytałam coraz słabszym głosem
-To o niego chodzi?!
-Nie rozumiem Hugo..
-To wszystko przez niego!
-Higo uspokój się! Porozmawiajmy!
-Teraz chcesz rozmawiać?! Bylo mi powiedzieć od razu że to o tego kundla chodzi! Niby Ci na mnie zależy, niby on jest moim kumplem od dziecka a tu prosze! Żadne z was nie powiedziało mi tego!
-Ale czego?!-byłam załamana.
-Powiedz mi.. Czy.. Ty.. Czy tobie na nim zależy?
Zamilkłam. Wiedziałam że Hugo jest teraz w takim stanie że nie ważne co powiem on to i tak zrozumie po swojemu.
-Hugo..
-Powiedz!
-Proszę nie krzycz..
-Powiedz..-wysyczał przez zęby.
-Hugo uspokój się..
Miałam już łzy w oczach.
-Zresztą nie musisz. I tak już wszystko wiem.-powiedział i wyszedł trzapiąc drzwiami.
Rozpłakałam się jednak mój płacz został przerwany nagłym kłuciem w sercu.
Bolało.. Złapalam się za to miejsce ręką i zwinęłam się z bólu. Ledwo udało mi się włączyć przycisk aby zawołać lekarza...

****

Obudziłam się a przy mnie był Adam.
-Co się stało?
-Twój stan nagle się pogorszył. Byłaś nieprzytomna przez trzy godziny. To przez niego?
-Kogo?-wyszeptałam słabym głosem.
-Tego chłopaka.. Hugo mu?
-Był tu..
-Pokłuciliście się?
-Był zły..
-Zabiję go! Czy on nie wie że w takim stanie jakim jesteś mógł Ci na prawde zaszkodzić?
-Proszę nic mu nie rób..
Adam był łowcą. Mogłam się tylko domyślać ilu takich jak Hugo (wilkołaków) miał na swoim koncie.
-Mógł cię skrzywdzić..
-Nic mi nie jest -westchnęłam.
-Nie wpuszczę go tu..
-Wątpie że przyjdzie jeszcze.
-To twój..
-Myślałam że jest mi jak przyjaciel.. On chciał czegoś więcej.
-Pieprzony egoista..
-Adam spokojnie.. Nie chce by komuś stała się krzywda..
-Cała ty. Nie ważne jakbardzo ktoś by cię skrzywdził, jakbardzo ta osoba byłaby zła ty zawsze widzisz w niej dobro.. Nawet jeśli go tam nie ma.
-Każdy nawet na pozór naprawde zły człowiek ma w sobie cząstkne dobra..-powiedziałam.
-Uwielbiam Cię za to. Zawsze widzisz dla wszystkich nadzieję.
-Bo tak jest-uśmiechnęłam się słabo.
-Nie będę cię już męczył.. Odpoczywaj.
Już wychodził kiedy powiedziałam..
-Adam proszę.. Nie rób nic głupiego..
-Nic mu nie zrobię. Mówiłem że nie jestem tu dla ciebie ani twoich znajomych zagrożeniem a go zostawie.. W spokoju ze względu na ciebie. Tylko go już więcej nawet do poczekalni nie wpuszczę.. Toby mnie poprze. Świetny z niego gość.
Uśmiechnęłam się zasypiając..
Mimocwszystko nadal mam kilka osób na które mogę liczyć..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz