-Z takimi jak Ty tak zawsze jest... - zwrócił się do mnie wysoki brunet, napinajac gruby, szorstki sznur na mojej szyi. -... że jesteście jak porcelanka i w najmniej oczekiwanym momencie możecie... - naciągnął jeszcze mocniej linę, aż zatrzeszczała o taboret. -... pęknąć!
Sznur wszedł głębiej, niczym napięta struna harfy, przyciął skórę na szyi aż moja twarz momentalnie stała się czerwona i nabrzmiała, jakby miała zaraz...
-Dość - mruknął drugi mężczyzna który wyłonił się z mroku piwnicy.
Ten pierwszy puścił sznur, który nagle się poluzował a ja gwałtownie nabrałam powietrza. Jakbym chciała zassać cały tlen który znajdował się w pomieszczeniu.
Chłopak torturujacy mnie od dłuższego już czasu odetchnął ciężko i przejechał po mokrym od potu czole.
-Kończymy? - spytał przez ramię nie spuszczajac ze mnie wzroku.
Jego oczy pozostały puste, niczym jak bezbarwny świt malujący mdłym blaskiem niebo za oknami.
Mężczyzna który wcześniej wyłonił się z mroku zbliżył się do mnie chwytając za moje ciemne włosy odchylając do tylu. Ubranie które miałam na sobie było zbrukane krwią juz od dobrych paręnastu minut.
-Nie masz szczęścia do przyjaciół, co Panno Collins? - jedyne co mogłam w tej chwili robić to patrzeć na dwójkę moich katów rozbieganym wzrokiem.
Zjawił się blondyn który najbardziej chyba sobie radził z wielką strata swoich kompanów i przywódcy, szybko natomiast przejął tę rolę. Widziałam w jego oczach nienawiść, którą mnie darzyl a ja byłam pewna, że poza zakrwawionymi ubraniami i szyja można łatwo dostrzec strach na mojej twarzy.
Popatrzył na mnie zimno.
-Chcesz żyć, prawda? - spytał sucho.
Nieznacznie kiwnęłam głową.
-Czemu go chronisz, co? - spytał blondyn. - Chcemy tylko twojego tatuśka, który zamordował mojego przywódcę i dwóch kumpli. Widzisz ilu nas zostało? Trzech. Tylko trzech na tym kraju... a ja mam za zadanie odebrać bronie które twój ojczulek nam wysyła. Zrobił z nas nieźle jaja, a więc teraz my pobawimy się z Tobą. Nie mów, że nie podobają Ci się nasze zabawy?
Popatrzyłam bezradnie na niego. Był wysokim blondynem który chciał mnie najpewniej skrzywdzić. Poczułam jeszcze większy strach i zaczęłam płakać. Trudno było mi cokolwiek powiedzieć gdyż miałam zaklejone usta taśmą.
-Zajmij się nią. Nie ucieknie ale wole mieć na nią oko, jest dla nas cenna. - zwrócił się do niskiego bruneta. - A dla ciebie mam inne zadanie. Masz szansę udowodnić mi, że Jared nie popełnił błędu biorąc cie z nami. - zwrócił się do najmłodszego członka tej trójki.
Blondyn który aktualnie palił się na dowódcę był wysoki i muskularny. Mógł mieć przeszło trzydziestkę na karku a jego paskudne oblicze pokrywały liczne ślady starych blizn. Świadectw, że naukę jaka pobierał od życia odkupil nieraz wysoką ceną w walkach z kimś na noże czy jakieś inne ostre przedmioty.
-Musimy dyskretnie działać i znaleźć jej ojca zanim on znajdzie nas... no i organizacja może nas wytropić wiec zajmij się tym. To twoje zadanie. - dokończył, rzucając skórzaną torbę w stronę młodego chłopaka, który po chwili skinął głową i zniknął za mosiężnymi drzwiami piwnicy.
Wolałam nie myśleć co chodziło po głowie całej tej chorej trójce dziwnych typów. Miałam ochotę umrzeć jednak musiałam jakoś się wydostać i być silna. Lecz jak być dobrej myśli skoro ktoś z jednej strony poluje na twojego ojca a z drugiej robi ci Krzywdę?
-Musisz coś jeść, ślicznotko. - uśmiechnął się obrzydliwie najniższy chłopak.
Miał około dziewiętnastu lat ale to on był od zajmowania się mną, chodzi mi tu o katowanie na rozkaz tego chorego blondyna który pcha się usilnie na miejsce swojego dawnego przywódcy. -Ale jak masz jeść, skoro masz taśmę na pięknych usteczkach? - zaśmiał się pod nosem.
Gdy dotknął mojej twarzy poczułam dreszcz obrzydzenia, miałam ochotę chociażby odgryść mu te paskudną dłoń zanim znów mnie skrzywdzi. Byłam głodna, wyczerpana i spragniona wolności, świeżego powietrza i pragnęłam zaprzestać czuć ból który zadawał mi chłopak, chciałam poczuć się znów bezpieczna jednak gdy moi oprawcy mówili o usunięciu pamięci... nic nie działało a próbowali wszystkim co wpadło im do głowy. Nie rozumiałam z tego nic, nie chciałam rozumieć. Pragnęłam wrócić do domu i czuć się bezpiecznie jak dawniej... jednak teraz już wiem, że nikt mi go nie zapewni a tym bardziej mój ojciec. Nie jestem z nim bezpieczna choćby nie wiem jak bardzo chciał mnie chronić. Wiem, i nie oszukujmy się ze przez niego tu jestem. Bałam się robić krok do wydostania się bo wiedziałam że nie dam rady im trzem skoro nawet boją się wyjść na światło dzienne. Straciłam poczucie czasu, nie wiem ile tu jestem i ile jeszcze wytrzymam... jeśli tata nie zacznie działać to najprawdopodobniej mnie tu...
Nawet nie chce myśleć co mi zrobią, jeśli zostane tu na dłużej...
Chciałam krzyczeć, wyrwać się i wybiec na ulicę i prosić usilnie o pomoc każdego kto by się napatoczył... jednak tam są zwykli ludzie jak ja... wiem, że jeśli ktoś zechciał by mi pomóc ucierpi...
Byłam związana od góry do dołu, minuty ciszy przelanej bólem były dla mnie jak ostatnie chwile życia. Czułam jak łzy bez przerwy zdobią moje zaczerwienione policzki, moje przetarcia na lewej skroni zaczynają zasychać... moje serce biło coraz szybciej, jakby ono też chciało posłuchać to co podpowiada rozum i dać w długą... wiedziałam że ojciec będzie działać powoli, z rozwagą i tak by włos mi z głowy nie spadł... wiedziałam podświadomie, że nie przeżyje tyle w towarzystwie trzech niebezpiecznych dziwnych, popieprzonych sadystów... Głowa mi pękała, z bólu mogłam jedynie płakać, tylko to mogłam robić. Nie mogłam drgnąć czy też wydać z siebie odgłos który przypomina odmowę gdy żądają mi pytania odnośnie ojca... boli gdy uderzają, krzesło jest tak przymocowane ze ani drgnie. Wiem, że jeśli jakimś cudem stąd się wydostanę to stracę poczucie bezpieczeństwa. Przez to co mój ojciec zrobił... nawet nie wiem o co w tym wszystkim chodzi jednak... tata nie zapewni tego co powinien... nie wiem co będzie dalej. O ile przeżyje.
wtorek, 30 sierpnia 2016
Od Lucy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz