środa, 30 marca 2016

Od Gabi

Wyszłam z domu pod pretekstem spaceru a tak na prawdę szłam do apteki więc dosyć szybko wróciłam. Gabi była w swoim pokoju. Ja po cichu weszłam do swojego i do łazienki. Zrobiłam test. Wynik był taki jakiego się spodziewałam. Byłam w ciąży. Jak do tego doszło? Drugi miesiąc już spóźnia mi się okres. W dodatku mam poranne mdłości. Przypuszczenia były oczywiste. Kto jest ojcem? Oczywiście Eryk.. Ale już z nim nie byłam. Zdradzał mnie! Nawet ciąża nie sprawi że do niego wrócę! Muszę pozbyć się problemu i to jak najszybciej.

***

Minął tydzień. Pieniądze już miałam naszykowane. O ciąży nikt nie wiedział z moich bliskich. Nikomu nie powiedziałam. Nie musiałam. Dziś właśnie miałam pozbyć się problemu.
-Gdzie idziesz?-zapytała mama.
-Jadę do Chicago zobaczyć mieszkanie-skłamałam
-Weź siostrę
-Mam do załatwienia sporo spraw. Będzie sie nudzić. Pojadę sama.
Wzięłam małą walizkę do której wczoraj wieczorem spakowałam kilka rzeczy.
Pojechałam swoim samochodem.

***

W Chicago pojechałam od razu do kliniki. Była to normalna klinika. Jednak robiono tam nielegalne aborcje. Zabieg kosztował 20 000 zł. Nie było mi trudno uzbierać taką kwotę.
Lekarz kazał mi przebrać sie w szpitalną koszulę i za dwie godziny miałam mieć zabieg. Nigdy nie byłam za aborcją a nawet byłam przeciwna. Jednak ludzie sie zmieniają a są sytuacje które wymagają podjęcia trudnej decyzji. Nie jestem wstanie wychowywać teraz dziecka.

***

W czasie zabiegu prosiłam o to by mnie uśpili. Nic nie czułam i nic nie widziałam lecz pomimo to kiedy już wybudziłam się.. czułam się strasznie. Odczuwałam pustkę. Straciłam dziecko.

***

Następnego dnia wypuszczono mnie z kliniki. Usiadłam na ławce przed budynkiem i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wiele dziewczyn usuwało ciąże.. Robiły to z różnych powodów. Ja nie chciałam by moje dziecko urodziło się w tym momencie w moim życiu. Kiedy nie radziłam sobie z samą sobą.

***

Mieszkałam przez 2 dni w hotelu a dopiero potem wróciłam do domu. Jednak to nie byłam już ja.
Unikałam rozmów z rodzicami, siostra była w pracy na całe szczęście.
Wieczorem poszłam do baru a rodzicom skłamałam że śpię u przyjaciółki. Jeszcze przed wyjściem spojrzałam w swoje odbicie w lustrze.
Długie włosy, kiedyś żywe teraz martwe oczy, cienie na twarzy pomimo makijażu. Szczupła aż trochę za bardzo. Czarna koszulka i czarne rurki ledwo co trzymały się na mnie. Uśmiechnęłam się smutno i wyszłam.

***

W barze dużo wypiłam zagadując kelnera. Po paru godzinach poszłam w stronę łazienek. Tam spotkałam jedną dziewczynę.
-Jesteś mega pijana. -powiedziała.
Milczałam myjąc ręce.
-Chcesz coś na poprawę nastroju? Jestem Meg.
-Gabi. Co masz?
Uśmiechnęła się i weszła do kabiny. Poszłam za nią.
Wysypała biały proszek na umywalkę. Zrobiła kreskę i wciągnęła. Potem zrobiła mi a ja bez wahania zrobiłam to samo co Meg.
Siedziałyśmy razem w łazience przez jakieś 30 min. Nieźle się naćpałyśmy. Czułam się lepiej.
-Chodź na parkiet!-powiedziała Meg i zabrała mnie ze sobą.
Bawiłyśmy się wspaniale!
-Idę po piwa!-powiedziałam głośniej aby usłyszała.
Podeszłam chwiejnym krokiem do baru.
-Dwa piwa!
-Em?
Spojrzałam się na faceta.
-Ktoś ty?-zapytałam z uśmiechem.
-Emilie? Ta dziennikarka?
-Facet nie znam cię..
-Dean.. Nie pamiętasz?
-Spadaj koleś..
Odeszłam z dwoma piwami.. Nie myślałam logicznie.

***

Nie pamiętam jak i kiedy wróciłam do domu ale obudziłam sie dopiero popołudniu z mocnym kacem. Nie pamiętałam za wiele z imprezy. Tylko Meg i to że świetnie sie bawiłam.

wtorek, 29 marca 2016

Od Emilie

  Martwiłam się o moją siostrę, starałam się spędzać z nią najwięcej czasu i udawało mi się to.Pracy oddawałam się nocą bądź wieczorami czy w wolnych chwilach, ale w tym momencie ważna była dla mnie siostra. Jednak problemem pozostawało dla mnie to, że Dorota chce bym doprowadziła temat z porwanym dzieckiem do końca, oddałam to na ostatnią półkę.
  Spotkałam się  Damonem, on polepszył mi humor. Tak, zaczęłam spotykać się potajemnie przed rodzicami z nim zaraz jak dowiedziałam się, że jest podejrzany o zabójstwo chłopaka w wieku dziesięciu lat, sprawa mogła być głośniej a Co tam? zyskało by na tym temacie sporo wyświetleń, plotek. Rozgłosiłabym temat na cały świat. Ale okazało się, że jest najwyraźniej niewinny.
    Siedzieliśmy w domu na kanapie, Gabi spała na górze. Rodzice wyjechali na tydzień, ich związek się sypał. Głównie z winy matki, ona jest paranoiczką i zwykle gada ojcu, że ją zdradza z recepcjonistką w jego przychodni.
-Pójdę się wykąpać. - powiedziałam i wstałam od Damona.
-Pójdę z Tobą.
  Uśmiechnęłam się lekko i poszłam do łazienki z nim. Weszliśmy pod prysznic, zaczęliśmy się całować. Usłyszałam jak moja siostra schodzi, niby po cichu na dół. Wyszłam z kabiny.
-Gabi?! Gdzie się wybierasz?
-Przejść się. - odparła.
-W porządku, jakby coś to dzwoń!
-A gdzie jest ten Damon?
-Poszedł już!
-No dobra, to na razie.
  Usłyszałam trzask drzwi.
-Odeszłaś ode mnie. - podszedł do mnie i złapał mnie w biodrach.
  Chciałam go pocałować, a on się odsunął.
-Nie no, nie chciałaś buzi bo sobie wyszłaś z kabiny...
  Zakryłam mu usta palcem.
-Ćśśś...
-Kocham Cię i chcę mieć teraz czas tylko i wyłącznie dla nas.
-Mhm.
  Rzucił się na mnie i zaczął całować. Nie byliśmy długo razem, a ja miałam to do siebie, że nie często bywam w związkach, ale się w nich całkowicie zatracam. Damon słynie w mieście z tego, że jest kobeciarzem i zmienia sobie każdą jak rękawiczki, ale cóż... stało się - zauroczyłam się w nim i chcę by to trwało.
  Jego wiecznie chłodne ciało wtulone w moje - to uwielbiałam. Jego dłonie błądzące po moim ciele, jego czułe, niekiedy brutalne ruchy... Nie poznawałam siebie, gdy przebywałam blisko niego. Nasz związek trwa zaledwie tydzień. Mało, a i znamy się krótko. Od razu wpadliśmy razem do łóżka i bywamy ze sobą głownie dlatego, że jest nam razem w nim doskonale. Zwykle to ja byłam ta rozsądniejsza przy wyborze facetów od np. Gabi, ale wydaje mi się, że właśnie nastąpiła niespodziewana zamiana ról.

wtorek, 22 marca 2016

Od Gabi

Obudziłam sie z kacem. Nie było kolorowo, czułam sie jak żywy trup. Postanowiłam więc spędzić cały dzień w łóżku zakopana w pościeli.
Mój pokój przypominał pobojowisko. Wszędzie leżały podarte zdjęcia, szkło z ramek na zdjęcia i połamane drewniane ramki. Pod parapetem leżał drobny srebrny naszyjnik z malutkim serduszkiem. Niedaleko toaletki leżał miś bez głowy.
Trochę mnie poniosło w nocy jak wróciłam. Zniszczyłam wszystko co dostałam lub kojarzyło mi się z tym.. z tą świnią.
Wydostałam się z pościeli. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 10 rano. Spojrzałam przez okno które było tuż przy łóżku.



Usłyszałam pukanie do drzwi. Nie odpowiedziałam a zamiast tego wróciłam do kryjówki pod pościelą. Usłyszałam jak drzwi sie otwierają.
-Gabi?-usłyszałam zmartwiony głos siostry.-Co tu sie stało?
Taa.. pobojowisko w moim pokoju nie mogło zostać niezauważone. Odkryła mnie.
-Co sie stało? Czemu płaczesz?
Usiadłam.
-Nie jestem już z Erykiem.
-Zerwał? Dlaczego?
-To ja zerwałam.
-Przez ten wyjazd?
-Nie! Widziałam go wczoraj w klubie! Wyszedł z jednej kabiny w damskiej toalecie z jakaś blondi! Zdradzał mnie!
Em bez słowa mnie przytuliła po czym otarła łzy.
-Możesz go uznać za martwego już teraz.. zabije go.
Uśmiechnęłam się.
-I iść przez takie ścierwo do wiezienia? Nie..
-No dobrze ale ja nadal upieram sie przy mojej wersji ukarania go.
-Nie chcę go po prostu znać.. dla mnie nie istnieje.
-No dobrze a teraz uśmiech, 30 minut i widzę cie w salonie. Mamy wolny dom.
-Nie obiecuję.
-To przyjdę tu po ciebie!
Wyszła a ja nie wiedziałam od czego zacząć. Najpierw pozbierałam wszystkie teraz już bezwartościowe śmieci pełne wspomnień o których chcę zapomnieć, wymazać je z pamięci i wrzuciłam je do kosza który miałam za drzwiami.
Wzięłam dłuższy prysznic, umyłam włosy i założyłam swój kombinezon "kota" z kapturem. Uwielbiałam chodzić w tej powiększonej wersji pajacyka dla dzieci. Podeszłam do szafki z szufladami i odsunęłam jedną. Wzięłam dwie przypadkowe skarpetki. Jedną biała drugą czarną i założyłam je po czym zeszłam na dół.
Tam ku mojemu zaskoczeniu był Stefan, mój i siostry przyjaciel. Stanęłam w drzwiach i pociągnęłam nosem.
-Oj biedactwo..-powiedział i podszedł do mnie po czym mnie przytulił.



-Gdzie Em?
-Pojechała do sklepu wykupić wszystkie pudełka z lodami.
-Jesteście kochani..
-Siadaj.. zaraz przyjedzie Em i wyjemy wszystkie lody oglądając zarąbistą komedie którą ostatnio znalazłem.
Położyłam sie na kanapie po czym zwinęłam sie w kłębek co wyglądało trochę komicznie biorąc pod uwagę że byłam w kostiumie kota.

***

Trzy godziny później byliśmy pełni lodów i trochę pijani. Zrobiliśmy sobie karaoke. Stefan i Em śpiewali (https://www.youtube.com/watch?v=Z_yFB8wJSWA&ebc=ANyPxKrA9yPV3NsLRPKiiiHocnhUUuX-r1K7jLy9zr6paFyr33mI2cfvcKoUq9jhrrDy8XaVlD2hj_BJWIBj2dENmu5d_Vt_dw) a ja śmiałam się leżąc na kanapie i wcinając popcorn. W pewnym momencie zaczęłam nim w nich rzucać. Oni nie przerywając śpiewania zaczęli rzucać we mnie poduszkami z foteli.
Wszystko to skończyło sie tak- leżeliśmy roześmiani na podłodze pełnej popcornu i poduszek.
-Trzeba to posprzątać przed powrotem mamy bo zawału dostanie.-powiedziałam podnosząc się.
Było mi trochę lepiej ale nadal.. w końcu to były 4 lata! Z Erykiem planowaliśmy wspólną przyszłość.. a on.. zmarnował te wszystkie lata. Jego zdrada bolała. Bardzo bolała.

***

Dwa dni później dopiero zmusiłam sie do wyjścia z domu. Nie miałam ochoty oglądać ludzi.. natykać sie na szczęśliwe pary. Ja byłam nieszczęśliwa.
Poszłam do kliniki weterynaryjnej gdzie pomagałam weterynarzowi. Lubiłam przebywać wśród zwierząt. Nawet myślałam by zostać weterynarzem.
-Dzień dobry zwierzaczki! Dzień dobry Darek!
Darek był właśnie weterynarzem. Lekko po 40. Bardzo fajny.
-Dzień dobry Gabi.
-Jacyś pacjenci na dziś?
-Na razie nie.
-To idę zajrzeć do naszych podopiecznych. Może wyprowadzę ich na spacer?
Darek prowadził też małe schronisko na tyłach kliniki. Było tam pięć psów i trzy koty.
-Dobry pomysł. Szczególnie mogłabyś wyprowadzić Pioruna.
-Rozrabia?
-Yhm..
Wzięłam smycz z wieszaka i poszłam do ogrodu. Psy były w jednym dużym kojcu z dachem. Każde miało osobną budę. Miały dobre warunki. Często też bo codziennie były wypuszczane na ogród. Równie często były wyprowadzane na spacery.
-Cześć skarby.-powiedziałam.
Otworzyła drzwi od kojca a wcześniej wzięłam worek z karmą. Nasypałam ja do miski każdego pieska. Piorun spacer!
Łobuz wybiegł z kojca a inne psy zaczęły jeść merdając ogonami.
-Poczekaj zajrzę też do kotków.
Zamknęłam drzwi od kojca i poszłam do kotów. One były trzymane także w kojcu. Był to dodatkowy kojec dla psów ale teraz został przerobiony na koci raj. Nakarmiłam je po czym zaczepiłam na smyczy Pioruna i poszłam z nim na spacer. Przebywanie wśród zwierząt mnie uspokajało.

poniedziałek, 21 marca 2016

Od Jansen'a

Po wizycie dziennikarki byłem juz troche spóźniony na trening, (dorabialem jako trener personalny.) Wysłałem sms do Pawła (mojego podopiecznego) ,, zrób rozgrzewkę i zacznij szarpać sznur troche sie spóźnię" zrobilem omleta i spakowałem go do pudelka plastikowego, wziąłem torbe treningową i wsiadłem do impali. Na siłownię mialem niecale 7 km. Wszedłem do recepcji, tam za ladą stały Sylwia, Wiola i Ewa na raz powiedziały.
-cześć Janson
-no hejka.
Ewa wyjęła spod lady shake.
-trochę juz opadł bo sie ktos spóźnił.
Wziąłem napój i poszedłem prosto do sztani po drodze mówiąc
-dzięki kotku
Byly one dobrymi znajomymi, nic nas nie łączyło prócz pracy i czasami wspólnych wypadów.
Przebrałem się wypiłem shake i poszedłem na strefę cross fit znajdująca sie pietro wyżej i w której Paweł szarpał ciężką line.
-siemka - powiedziałem siadając na drewnianym pudle, on tylko przytaknął, pot lał mu sie juz powoli z twarzy.
-po tem sztanga, dziś klata i ramiona.
Po półtorej godziny trening z Pawłem skończyłem i zacząłem wlasny. Nie chciałem stracić formy, moze jeszcze kiedys sie przydać. Wieczorem skończyłem prace i poszedłem jak zwykle do dziewczyn z recepcji pogadac.
-i jak tam Paweł?  -spytała Sylwia dając klientowi numerek do szafki.
-trzyma formę, szkoda ze nie chce brac udzialu w zawodach, naprawde ma szanse wygrac.
-boi sie, wiesz ... jego ojciec jest kaleką przez walki.
-no wiem, nie nadawał sie widocznie.
-weź skończ! - uniosła glos Ewa
-ej ludzie prace konczymy o 20 dzis, moze skoczymy ma imprezę- zaproponowała Wiola
Dziewczyny jednogłośnie sie zgodziły ja w sumie tez.
-podjadę po was o 21.
-ej nie!  Zanim wrócimy, wykąpiemy sie i w ogole? 
-21:30 pasuje? 
-tak panie szefie - zaśmiała sie Wiola
Poczekałem z nimi do 20, rozwiązałem je do domow i wróciłem do swojego ogatmac sie, kompiel, dżinsy, t-shirt i kortka skórzana która zarzuciłem wychodząc z domu.
Pierwszy dom pod ktory zajechałem byl dom Ewy. Wjechałem na podjazd i zatrąbiłem rytmicznie 5 razy. Z domu wyskoczyła w czarnej sukience Ewa za nią Sylwia i Wiola, wsiadły do auta.
-czemu tak?  - spytałem
-w kupie raźniej i Ewa ma fajne sukienki.
Nie skomentowałem tylko przytaknąłem krzywiąc usta. Niemały kawalek drogi mieliśy do klubu ale już pare min po 22 bylismy na miejscu.
-Tylko dziewczyny spowrotem nie wezmę rzygajacej.
Zaśmiały sie i wychodząc rozbawione powiedziały
-pewnie jak zawsze bedziemy musialy wrócić taksówką.
Zgasiłem dziecinkę zaparkowaną w bezpiecznej odległości od zapijaczonych ludzi.
Zanim wszedłem do środka przywitałem się z ochroniarzem, znam go z widzenia, trochę też rozmawialiśmy na siłowni.
-Jak tam forma ? - zaśmiał się 
-A elegancko, dziś poszła klata
-Ja to dziś nie miałem czasu, wiesz praca, dzieci.
-Je też weź na siłkę - zaśmiałem się 
-Mają 3 i 5 lat - on też się zaśmiał
-A to współczuje.
Nagle przemknęła obok nas dziewczyna, szybko stanowczo, przełykając gorzki smak łez. 
-Czy to była Wiola ?- spytał ochroniarz 
-Nie...chyb nie.. idę to sprawdzić. 
Szybkim krokiem, prawie truchtem goniłem dziewczynę, stanęła przy ścianie budynku i wzięła fajkę od jakiegoś szemranego kolesia i poszła dalej. Nie była to Wiola. 
,,nie mój interes, pewnie wraca do domu, jeśli potrafi chodzić to nie jest bardzo pijana." - pomyślałem
Odwróciłem się i postawiłem nogę w przód ale zaraz zwróciłem się w stronę dziewczyny.
Za jej tropem doszedłem do parku, usiadła na ławce i szybko paliła fajkę, peta wyrzuciła obok i na początku myślałem ,że będzie haftować gdy się schyliła i zakryła twarz rękoma ale ona tylko zaczęła płakać. Podszedłem do niej i nadepnąłem na peta. 
-Mogłaś spowodować pożar. 
Dziewczyna nie odpowiedziała a ja stałem nad nią jeszcze chwilę po czym usiadłem obok. 
-Jeśli nie zniszczyłaś czasoprzestrzeni ani nie wypuściłaś Lucyfera czy też Mrok na światło dzienne to nie masz o co płakać. 
Przestała szlochać i spojrzała sie na mnie z ukosa. 
-Trafisz do domu czy ci pomóc ?
-Nie znam cię, odejdź. 
-Nie potrzebujesz pomocy ?
-Odejdź ! Faceci to świnie ! -i zaczęła płakać głośniej. 
-Okej ja tylko chciałem pomóc. 
Wstałem z  ławki i wróciłem do klubu, dziewczyny zdążyły się już rozręcić.

niedziela, 20 marca 2016

Od Gabi

Siostra znikała w pracy na całe dnie a ja powoli zaczynałam się nudzić. No ale mam jeszcze miesiąc wakacji zanim zacznę kontynuować edukację!
Zadzwoniłam więc do swoich przyjaciółek.
Najpierw do Marty.
-Hej śliczna.. Co ty na to by iść na jakąś imprezę?
-Do klubu?
-Może być.
-Słyszałam że w KOSMO ma grać jakiś dobry DJ. Podobno dużo ludzi ma przyjść.
-W sumie czemu nie. To obdzwonie jeszcze dziewczyny i wieczorem podjade do was taryfom.
-Czyli zamierzasz pić? Super!
Obdzwoniłam jeszcze Kim i Samante.
Każda zgodziła się jechać. Erykowi nawet nie zamierzałam mówić o swoich planach. Nadal byłam zła.

***

Wieczorem zaczęłam się szykować. Lekko podkręciłam włosy, umalowałam się i założyłam czarną mini i do tego czarne 15 cm szpilki z czerwoną podeszfą. Em nadal nie odbierała telefonu. Wysłałam więc do niej sms.

"Jestem w KOSMO z Martą, Kim i Samantą. Jak masz ochotę to oderwij się od pracy i przyjedź. Ja stawiam!
PS: Jakby Eryk pytał to nie wiesz gdzie i z kim jestem. Nie chce dziś z nim rozmawiać."

Taksówka już czekała przed domem kiedy wyszłam z pokoju.
-Gdzie jedziesz?-zapytała mama.
Tata jak zwykle był w pracy.
-Robimy sobie z dziewczynami babski wieczorek. Nie wrócę późno i będę na siebie uważała-pocałowałam ją w policzek i wyszłam przed dom.
Wsiadłam do samochodu i podałam kierowcy pierwszy adres jednej z przyjaciółek oraz poprosiłam o podgłoszenie radia. Zapowiadał się wieczór bez zmartwień.

***

Trzy godziny później byłam już lekko.. No dobra byłam pijana. Zaszalałam z dziewczynami przy barze trochę za bardzo. Em nie przyjechała ale wysłała mi sms.

"Nie tym razem. Mam artykół do napisania. Sorki. Udanej zabawy!
PS: Nie dzwonił ale na pewno się pogodzicie."

Zostawiłam szalejące przyjaciółki na parkiecie a sama udałam się do łazienki. Stanęłam przy zlewie i zaczęłam poprawiać włosy kiedy usłyszałam odgłosy dochodzące z jednej z kabin. Po chwili wyszła z niej jakaś blondyna a za nią... Eryk. Blondi pocałowała go. On zaczął ją obmacywać jakby nadal było mu za mało. To ona mnie pierwsza dostrzegła. Nie znałam jej ani ona mnie. Nie wiedziała że właśnie puściła się z moim.. ex chłopakiem.
-Eryk?!-wybuchłam.
On pijanym wzrokiem spojrzał na mnie i w momencie wytrzeźwiał.
-Gabi? Słuchaj to nie tak jak myślisz!
Blondi była zmieszana. Postanowiła się wycofać i wyszła.
-Nie tak? Nie bądź śmieszny!
Podszedł do mnie a ja go odepchnęłam.
-Cztery lata na ciebie zmarnowałam! Nie chcę cię znać!-uderzyłam do z całej siły w twarz i wybiegłam z łazienki. Wyszłam z klubu. Oparłam się o ścianę i starałam się nie płakać. Jakiś gościu palił niedaleko. Normalnie bym tego nie zrobiła ale.. Teraz to była wyjątkowa sytuacja. Podeszłam do niego.
-Hej poczęstowałbyś mnie fajką?-zapytałam.
-Spoko.
Wzięłam jedną i odpaliłam.
-Dzięki.
Ruszyłam powoli w strone domu paląc. Nie paliłam nigdy ale teraz.. Musiałam się uspokoić a to wydawało się najlepszym wyjściem.
Wysłałam dziewczyną sms że sie źle poczułam i wróciłam taryfą do domu. A tak na prawde usiadłam na ławce w parku i dokończyłam palić. Rozpłakałam się... Ja go na prawde kochałam..

Od Emilie

  W pracy dostałam nowe zlecenie. Miałam podane adresy w okolicy domów gdzie rzekomo porwano chłopca. Byłam bardzo zainteresowana sprawą, mimo tego że facet siedzi w więzieniu za porwanie. Napiszę o tym w Co tam? a na pewno Dorota będzie zadowolona z tego, że wykorzystałam jej ''dobre serce''.
  Pojechałam i zaczęłam od domów które zaczynały się od numeru 12. Tutaj zaczęło sie zdarzenie i byli świadkowie, musiałam trochę pogrzebać by informacje składały się w logiczną całość.
  Zapukałam do drzwi. Otworzył mi jakiś chłopiec, dwunastolatek.
-Kim pani jest? - spytał.
-Hej. Jestem Emilie, dziennikarka.
-Kto to?! - krzyknęła jakaś kobieta.
-Dziennikarka!
  Kobieta wyszła ze ścierką w ręku i odesłała chłopca.
-Dzień dobry. - zdziwiła się.
-Dzień dobry... chciałam porozmawiać o sprawie sprzed dosłownie chwili...
-O moim porwanym synu?
-Tak. Odnalazł się, ale wie pani, że porywacz działał na zlecenie czy po prostu...
-Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Syn się znalazł, a ten typ ma zgnić w więzieniu.
-Może powinna pani jednak przemyśleć tą sprawę...
-Skąd wpadło pani do głowy, że ktoś działa na czyjeś zlecenie? Za dużo filmów akcji... co za młodzież...
-Przepraszam panią, to może drażliwy temat ale wydaje mi się, że mogę pomóc innym zagrożonym dzieciom i poprowadzić małe dochodzenie w tej sprawie.
-Od tego jest policja...
-Tak, ale mnie wysłano z gazety Co tam? na zwiady. Ma pani chwilkę?
-Prosze pytać o co pani chce.
-Na początek, prosze mi mówić na ty... Emilie.
-Rose.
-A więc, czy pani widziała kogoś poza podejrzanym? Ktoś się kręcił obok pani syna?
-Nie zwróciłam uwagi. Zwykle to miałam oko na swoje dzieci, nigdy nie spuszczałam z oka... on tylko wyszedł do kolegi.
-Czy policja ustaliła że podejrzany jest winny?
-Nie.
-Czy to prawda, że uratował pani syna sąsiad kilka domów dalej?
-Tak... Wcześniej go nie widziałam, mieszka trochę na uboczu.
-Czy poda mi pani jego adres?
-Oczywiście... - napisała mi na kartce. - A na drugiej stronie numer jeśli potrzebowałabyś pomocy.
-Dziękuję... ale ten adres jest prawdziwy?
-Z plotek które krążą po osiedlu... tak, jest prawdziwy.

  Zadzwoniłam do drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Zła stałam i nie odpuszczałam, może facet śpi albo nie wiem, jest zbyt gruby by wstać, odłożyć piwsko i odejść od telewizora gdzie leciała powtórka wczorajszego meczu.
  Zaczęłam dzwonkiem wydzwaniać coś na wzór piosenki Zara Larson - Lush Life co sprawiało mi nawet radość, bo miałam co robić. A nie po to przejechałam pół miasta żeby sobie odpuścić stanie w gorącym słońcu.
-Jakiś problem? - usłyszałam głos jakiegoś faceta.
  Odwróciłam się i przestałam dzwonić.
-Bawię się pana dzwonkiem.
-Słyszę. - zaśmiał się głupio. - W jakiej sprawie pani przyszła?
-Jestem dziennikarką...
-A, dziennikarze. Czyli prędko od pani się nie uwolnię.
-Jestem Emilie...
-Jansen. Piwa? - spytał otwierając drzwi. - Albo ciastka...
-Jestem tu służbowo.
-Możemy to przełożyć? - jęknął.
-Nie wkurzaj mnie. Dość stałam na tym pieprzonym słońcu, wydzwaniając piosenke Zary Larson jak jakaś kretynka.
-Co chcesz wiedzieć, Emilie, tak?
-Tak... To pan uratował chłopca?
-Dlaczego jesteśmy znów na pan?
-Bo nagrywam tę rozmowę a muszę zwracać się do ciebie jak na spotkaniu zawodowym.
-A to nie spotkanie zawodowe? - uśmiechnął się głupio.
  Wyłączyłam dyktafon.
-Cholera, gościu, współpracuj!
-Trudno mi tak na poważnie. - zaśmiał się.
-Może jednak poproszę to piwo. - warknęłam zła.
  On podał mi puszkę.
-Ale jesteś w pracy. - zauważył z tym głupim uśmiechem.
-Z wywiadem z taką osobą jak Ty nie ciężko sięgnąć po alkohol.
-Coś czuję, że masz mocną głowę. - wziął łyka piwa.
-Wręcz przeciwnie Sherlocku. - stuknęliśmy się piwami.
-To chyba dobrze?
-Nie, będę musiała wracać taksówką do domu.
-Mogę cię odwieźć.
-Nie, jesteś tylko jednym z osób do przesłuchania.
-Jesteśmy na ty...
-Z każdym przechodzę na ty by rozluźnić zawodową atmosferę.
-zawodową atmosferę? - zaśmiał się.
-Nie śmiej się!
-Czekaj, ile ty masz lat?
-Dwadzieścia na tydzień.
-Najlepszego.
-Jeszcze siedem dni i zostanę dwudziestoletnią staruchą siedzącą na nieszczęściach innych ludzi.
-Dla mnie spoko.
-Mnie to nie rusza, ale staram się angażować i rozumieć.
-Ale nie rozumiesz cierpienia innych?
-Nie. Skąd wiesz?
-Jestem Sherlockiem. - zasmialiśmy się.

  Po piwie byłam wstawiona - słaba głowa dawała o sobie znać. Tak jak powiedziałam, stanowczo zadzwoniłam po taksówkę, podziękowałam facetowi za piwo i postanowiłam, że jutro znów tu wrócę by dokończyć wywiady z tymi ludźmi i dziećmi z okolicy. Dorota nie da mi spokoju, jeśli nie napiszę o czyms innym niż felietony Singielki, które - co z tego, że są hitem internetu i blogów - po prostu ona oczekuje sensacji.

Od Jansen'a

Po porannej toalecie zrobiłem sobie kawę i wyszedłem z nią przed dom aby odebrać od młodego
około 12 letniego gazeciarza prasę. Byłem w spodenkach i koszuli w której spałem.
Nagle z daleka usłyszałem mały klakson ciemno-niebieskiego roweru.
-Dzieńdobry Panie Ackles !
Krzyknął nienarządzający blondynek z niebieską dżokejką na głowie, pojechał pod dom i wręczył mi gazetę.
-Dziękuje.- powiedział
-Mi ? za co ? - otworzyłem gazete
-Ten chłopiec którego porwano, wie Pan z placu zabaw to był mój brat, jak dobrze ,że wtedy Pan
ich dogonił, jest Pan policjantem ?
-Nie, ja tylko oglądam dużo filmów akcji
Wszedłem do domu, jedną ręką trzymałem gazete druga piłem kawe.
,,Zawody miss na 3 str, wybory do parlamentu na 1 str..." rekalmy na każdej pozostałej.
Otworzyłem na 3 str z myślą ,że pooglądam coś w moim guście ale te wybory miss były dla 15 latek, fuck. Zamknąłem gazete i przerzuciłem na ostatnią stronę, była tam seksowna brunetka, w zeszłym tygodniu była ruda.
Nagle do usłyszałem dzwonek do drzwi. Odłożyłem kawe i je otworzyłem, przed emną stanął funkcjonariusz policji Patryk.
-O siemka, wchodz - powiedziałem
-Nie dziś. - powiedział sucho i nawet nie drgnął
-Co jest - ,,może nagrodę za uratowanie dzieciaka dostane"
-Wczoraj przekroczyłeś prędkość o 1/3 licznika, przejechałeś 2 razy na czerwonym i omal nie spowodowałeś stłuczki, rozbiłeś szybę w aucie i mocno poturbowałeś dwoje ludzi.
-No weź! Ratowałem dzieciaka!
-Nie masz uprawień.
-Wiesz ,że mam.
Sięgałem już po odznakę FBI ale ten mnie powstrzymał.
-Rzecz w tym ,że reszta funkcjonariuszy nie wie, długo nie dam ci tak ratować tyłka, żeby to był ostatni raz.
-Wiesz ,że zdobił bym to drugi raz.
-W tym problem.
-Piwo ?
-Jestem na służbie.... dobra
Poszliśmy do kuchni, po drodze Patryk rzucił czapkę i mundur na krzesło w salonie.
-A może coś mocniejszego. ?
-Nie namawiaj - zaśmiał się
Rzuciłem mu piwo i usiadłem naprzeciwko przy stole kuchennym.
-25 lat i już z FBI, brak rodziny, kupa forsy, samotnik ale ty masz życie
-Jaka kupa forsy ? Pfff ledwo dożywam końca miesiąca
-Ja w twoim wieku (Potryk ma 34 lata) dopiero myślałem o porządnej pracy i o wyprowadzce od rodziców.
-Cienias
-Spadaj
Spojrzał sie na gazete którą rzuciłem wcześniej na stół.
-Widzę ,że przeszkodziłem
-W zeszłym tygodniu była lepsza - położyłem nogi na stole i odchyliłem się na krześle
-Ruda - oboje przytaknęliśmy z aprobatą
Nagle do drzwi ktoś zadzwonił,
-Spodziewasz się kogoś?
-Nie
Patryk zerwał sie jak poparzony szybko założył czapkę a ja otworzyłem drzwi, przed nimi stała
kobieta w mundurze policyjnym.
-Cześć Meg - uśmiechnąłem się
-Dawaj mi go - była mega wkurzona
-Wiesz jak mnie kręcisz w tym stroju ?
-Patryk!
Minęła mnie i weszła do domu nakryła Patryka jak dopinał mundur.
-Znowu ! chłopaki - opuściła ręce - On jest na służbie ! - wskazała na mnie pałką policyjną - a ty !
Wskazała na Patryka - nie jesteś dzieckiem a co chwila muszę cię od niego zabierać ! Rusz cztery litery,...jak zwykle ja prowadzę.
-Ale jesteś ostra - powiedziałem trzymając drzwi frontowe
-Zamknij się
Wyprowadziła Patryka i wyszła za nim.
Meg była seksowną 23 latką z kruczo czarnymi włosami.
Zamykając drzwi kontem oka spostrzegłem lustro, podszedłem do niego i zmierzyłem się wzrokiem.
-Ale ze mnie ciacho, nadaje się na modela normalnie.... a propo ciach, skończyły się trzeba jechać na miasto.
Ubrałem sie i pojechałem na miasto.

Od Emilie

  Miałam ochotę pobyć w ogrodzie. Sam na sam z moją matką nie jest dobrym pomysłem. Nie to, że jej nie lubię czy coś... ale ona narzuca cały czas mi to, bym sobie kogoś znalazła. Od dwóch lat łazi za mną jak cień i próbuje załatwić mi randki z facetem którego sama dobrze przeskanuje. Bo ja jestem tą gorszą połówką swojej siostry, tą mniej udaną. Ale ja mam to gdzieś, po prostu nie zwracam uwagi na docinki mamy i jej 'pomoc'.
  Oparłam się o ścianę i wpatrywałam w nasz piękny, zadbany ogród który mama kiedyś go pielęgnowała. Ale przestała. Zatrudniła ogrodnika, nie ogrodniczkę, bo uważa, że tata mógłby ją zdradzić. Mama ma czasem takie odchyły, jest nie do wytrzymania, ale za to kochana.
  Lubiłam swoją delikatność i zamiłowanie do natury. Uwielbiałam przebywać w pięknych miejscach, podziwiać widoki... Marzyłam by zwiedzić te najpiękniejsze miejsca na świecie, ale wiem, że to marzenie bardzo odległe od możliwości finansowych. Rodzice proponowali mi pożyczenie pieniędzy, ale przecież nie mogę tego zrobić. Dlatego znalazłam sobie pracę. Nie mówiłam nic rodzicom, nie chciałam zapeszać. Poza tym staram się jak mogę od jakiegoś czasu bym zapracowała sobie dobre miejsce i dostała awans... za kilka lat.
  Znów wróciłam do widoku ogrodu. Napawałam się chwilą, bo zaraz wrócę do nie bardzo ładnego Los Angeles do pracy, podziwiać swoją denerwującą szefową - Dorotę.
-Emiluś! - usłyszałam mamę i jej stukające buty na obcasach. - Ach, no tak, tu jesteś... może zamiast podziwiać widoki poszłabyś na spotkania w sprawie pracy... skoro studia masz za sobą.
-Dobrze mamo. - przytaknęłam, starając się nie ukazywać swojej ignorancji. - Idę do pracy.
-Jakiej znowu pracy?
-Od miesiąca mam pracę... ale nie chciałam mówić dopóki nie znajdę na to odpowiedniego momentu...
-Czemu nic nie mówiłaś, córuś... - uśmiechnęła się momentalnie. - Ale jeszcze wiesz czego Ci brakuje do lepszego normalniejszego życia?
-No, ciekawa jestem czego... - zaśmiałam się pod nosem.
-Faceta. - odparła szybko.
  Spojrzałam na nią błagając o litość.
-Mamo...
-Rozumiem, jesteś może nietypowa... jak z tobą jakiś ma iść do restauracji to musi być odważny...
-Co chcesz przez to powiedzieć? - spytałam spokojnie.
-Że robisz wiochę, to chciałam powiedzieć. - odparła dumnie.
  Uniosłam brwi i otworzyłam buzię.
  Milcz, nie prowadź dyskusji.
-Idę do pracy. - odparłam, wzięłam torbę i ruszyłam prosto do drzwi.

***

  Weszłam do redakcji Co tam? i od razu skierowałam się do swojego miejsca przy biurku. Za mną siedział Stefan. Przerabiał zdjęcia Angeliny Jolie. Wstałam poprawiając swoje czarne, luźne spodnie i poszłam do naszego mini bufetu. Sięgnęłam po puszkę z kawą i nasypałam do kubka. Poczekałam aż woda się zagotuje, a z gotową już kawą poszłam w stronę biurka.
  Położyłam kubek na biurku Stefana, przerwał przerabianie zdjęć i spojrzał się na mnie. Uśmiechnęłam się do niego.
-Dziękuję. - powiedział zdziwiony.
-A proszę. - odparłam. - Co tam, poza obrabianiem zdjęć ładnej aktorki?
-Jakoś żyję. Dorota zleciła mi zrobienie wywiadu z Tobą z tym projektantem mody który podobno wyzyskuje młode dziewczyny.
-Ale ja umawiałam się na sesje bez fotografa Stefan.
-Musisz pogadać o tym z Dorotą.
-Ona mnie nienawidzi...
-Wszystkich tu nienawidzi, to żyleta. Pracuję z nią od jakiegoś czasu a znam jeszcze dłużej... Pogadaj z nią, bo jak się dowie że z tobą nie pojechałem to zabije wszystkich w redakcji.
  Przewróciłam oczami i poszłam do gabinetu Doroty.
  Ona zawsze patrzy na wszystkich z nienawiścią, nigdy się nie uśmiecha. Jest wredną suką, jak ktoś jej podpadnie nie wywala z roboty, tylko zadaje więcej i więcej do odwalenia - czasem nawet papierkowa robota wchodzi w ręce tej nieszczęsnej osobie. Nigdy się jej nie bałam, ale po prostu nie mam ochoty odwalać pracy za szefową.
-Siadaj. - odparła siedząc w fotelu i pisząc coś.
-Nie mogę jechać na wywiad z Reisem z fotografem.
-A to dlaczego? - oderwała się od komputera i spojrzała na mnie.
-Ponieważ Reis sobie tego nie życzył. Zastrzegał, że spotkanie może się odbyć ale bez fotografa.
-A ja zgodziłam się dla Ciebie na ten temat pod warunkiem, że nie pogrzebiesz tym całej redakcji.
-Nie pogrzebie... wiem co robię.
-Reis to wielka szycha, jeśli chce to nas zakopie żywcem, rozumiesz? A ja nie pozwolę na takie coś swoim podwładnym.
-Podwładnym?
-Dokładnie. Słuchaj, albo z fotografem albo Singielka wyjdzie na jaw.
-Nie taka była umowa, nie zrobisz tego.
-Ależ oczywiście, że zrobię. - uśmiechnęła się złośliwie. - Mogę Ci pokazać jak szybko na naszym portalu i we wszystkich gazetach zawiśnie nagłówek, że Emilie Bennu Clarke to Singielka.
-Miałam pozostać anonimowa. - zdenerwowałam się.
-Piszesz świetne felietony, ale jeśli mnie nie posłuchasz będę musiała zerwać naszą współpracę, albo wszystko umieścić w gazetach.
-To Ty nie rozumiesz, że Reis pogrzebie Co tam? jeśli zobaczy fotografa przy moim boku?
  Milczała.
  Wstałam, zasunęłam za sobą krzesło i zła skierowałam się do drzwi.
-Emilie - odezwała się zanim wyszłam. - zawołaj tu jeszcze Stefana.
  Bez słowa wyszłam z gabinetu i kazałam iść Stefanowi do tej żmii. Zostawiłam u niej dokumenty związane z rzekomymi plotkami co do Tomasa Reisa. Wróciłam tam i przeprosiłam, że przeszkadzam.
  Stefan był rozwalony na krzesłach, pokazywał jej, że ma ją w dupie. Nienawidzili się nawzajem, obydwoje zawsze pokazywali swoją nienawiść do siebie w różne dziecinne nawet sposoby. Stefan był w porządku dla każdego, ale nie dla niej.
-Co niby mam z tym zrobić? Kazać jej żeby udzieliła mi pozwolenie jak pójście z nią? - oburzył się mój przyjaciel.
  Ja tylko zwinęłam notatki i wyszłam.

  Kończyłam już pracę, miałam zamiar zobaczyć się z siostrą zanim zrobi się ciemno. Pakowałam teczki do torby i z gabinetu Doroty wyszedł Stefan.
-Gdzie się wybierasz? - spytał.
-Do domu... mam dość na dziś. A jak poszło z Dorotą?
-Nie idę z tobą.
-Przystała na to? - zdziwiłam się.
-Nie, ale powiedziałem że nigdzie nie idę. Jeśli ma pogrzebać redakcję, a ona tego nie rozumie, to jej sprawa.
-Jest co prawda szefową...
-I suką. - dopowiedział za mnie.
-Nie mów tak...
-Przepraszam aniołku. - uśmiechnął się i patrzył mi w oczy.
-A jak z Sylvią Ci się układa? - spytałam idąc z nim do windy.
-Wiesz, dobrze... niedługo ślub.
-Chcesz tego?
-Nie cywila, nie tak umawiałem się z Sylvią.
-Za dobrze cię znam. - zaśmiałam się. - Do zobaczenia.

 


  Gdy dotarłam do domu dopadłam siostrę, która siedziała w pokoju całkiem niezadowolona. Walnęłam się obok niej na łóżku, wpatrywała się w gwiazdy, które świecą w nocy na suficie. Spojrzałam zaraz na nią.
-Hej. - uśmiechnęłam się do niej.
-Cześć...
-Co taka smutna mina? Zły dzień?
-Eryk.
-Co znowu zrobił? - przewróciłam się na brzuch i oparłam podbródek na dłoniach i patrzyłam na nią.
-Uważa, że ma prawo decydować za mnie czy mam wyjeżdżać czy nie...
-Źle robi, ale nie uważasz, że to może być dla niego trudne?
-Ale chcę sie realizować w swoich marzeniach...
-Praca jest ważna, ale pomyśl o nim... Postaw się na jego miejscu.
-Nie decydowałabym za swojego partnera!
-Myślę, że on też nie chce. Ale sądzisz, że podziałałaby prośba?
  Zamilkła i zamyśliła się.
-Nie wiem...
-Gabi, kochasz go przecież. On Ciebie też, jesteście świetną parą, po co to psuć? Pójdź na kompromis, co? Nie kłóćcie się, obydwoje źle to znosicie.
-Co mam robić?
-Kompromis, mówię Ci. A teraz chodź.
-Gdzie?
-Na taras widokowy. Mają tam te dobre lody.
-Przyjechała ta lodziarka?!
-A no. - zaśmiałam się.
  Siedziałysmy i gadałyśmy... przynajmniej potrafiłam rozluźnić jakoś siostrę... choć na chwilę. Kocham ją, i musiałam jakoś z nią spędzić czas... ostatnio... nie było na to czasu.
-A pamiętasz, jak tata wrzucił cię tutaj do wody jak miałyśmy sześć lat? Zobaczyłaś żabę i myslałaś, że to potwór z twojej szafy. - zaśmiała się Gabi.
-A no pamiętam! - uśmiechnęłam się.
-Albo jak przyprowadziłaś tego szczeniaka do domu? Mama tak zbielała, że babcia się z niej śmiała.
-Babcia ostatnio z kimś się spotyka! - wykrzyczała Gabi przypominając sobie.
-Co ty?
-No!
  Babcia była bardziej doświadczona w związkach niż ja i nawet teraz kogoś ma. Ona zawsze uwielbiała się wygłupiać, spotykać z ludźmi, prowadzić życie towarzystkie... była odbiciem lustrzanym mamy. Ale wiedziałam z Gabi, że zawsze można było z nia pogadać. Gdy pierwszy raz przyprowadziłam chłopaka do domu w wieku piętnastu lat, a nie chciałam go widzieć, babcia udawała że jest chora psychicznie i przyszła z tortem do pokoju i wymachiwała nożem w jedną i druga stronę... rodzina wariatów...

Od Gabi

Była sobota i to właśnie tego dnia nie mogłam sie doczekać. Wstałam o poranku i zrobiłam śniadanie dla całej rodziny. Akurat nakrywałam do stołu kiedy na dół zeszła mama.
-Dzień dobry kochanie. -powiedziała całując mnie w policzek.-Co tak ładnie pachnie?
-Dzień dobry mamo. Zrobiłam jajecznicę.-powiedziałam.
-Siostra jeszcze śpi?
Zastanowiłam sie chwilkę.
-Bierze właśnie prysznic.-powiedziałam po chwili.
Nawet słychać było śpiew dochodzący z łazienki w pokoju Em.
-A tata?
-Późno wrócił ale postara sie zejść na wspólne śniadanie.
-Znowu pracował do późna? -westchnęłam.
-Idziesz dziś na kolację do Eryka?-zapytała mama zmieniając temat i pomagając mi nakryć do stołu.
-Tak. Pan Filins ma dziś imieniny.
-Złóż Gregowi życzenia ode mnie i od taty. A co u nich w ogóle słychać?
-Wszystko dobrze. Pani Filins była ostatnio na badaniu USG. Nie zgadniesz..
-Chłopiec?
-Bliźniaki.
-O widzisz? Pogratuluj.
-Dwie dziewczynki.
-Przypadek?-zaśmiała sie mama.
-Dzień dobry!-powiedziała Em schodząc do jadalni.
-Dzień dobry.-odparła mama z uśmiechem.
-Gdzie tata?-zapytała Em.
-Śpi jeszcze pewnie.
-Zajrzę do niego.-powiedziałam.
Weszłam po schodach na górę. Tata akurat siedział już ubrany po porannej toalecie na łóżku i trzymał głowę w rękach.
-Dzień dobry tatusiu.-powiedziałam siadając do niego a on podniósł głowę i przytulił mnie.
-Dobry słoneczko.-powiedział całując mnie w czoło.
-Czekamy na ciebie.
-Już schodzę. -uśmiechnął sie lecz ja wiedziałam że coś nie gra.
-Źle sie czujesz?
-Jestem po prostu zmęczony.
-Przepracowujesz się.-powiedziałam wtulając się w niego.
-Jest dobrze. Chodźmy już.
Zeszliśmy na dół i usiedliśmy cała czwórką przy stole.
-Mama Eryka urodzi bliźniaczki, wiedziałeś kochanie?-zapytała mama tatę.
-Rozmawiałem ostatnio z Gregiem. Powodzi im się. Trzech chłopaków już w wieku nastoletnim i teraz dwie córeczki i to bliźniaczki. Będę mieli kolorowo.-powiedział.
-Eryk już wie gdzie idzie na studia?-zapytała mnie mama.
-Nadal w tej sprawie sie kłócimy. On nie chce iść daleko.. a moja uczelnia jest daleko. Nie pasuje mu rozłąka.
-Edukacja jest bardzo ważna.-powiedział tata.
-Jedziesz do Chicago w końcu?-zapytała Em.
-Zastanawiam sie nadal, bardzo bym chciała ale to jest bardzo daleko od domu..
-Nie wyjeżdżasz na zawsze kochanie.-uśmiechnęła sie mama.
-Mam jeszcze miesiąc wakacji. -powiedziałam.-W ciągu dwóch tygodniu muszę złożyć dokumenty.
-Dasz radę słonko.
-Właśnie. A my przecież nie uciekniemy jak wyjedziesz.-zaśmiała sie Em.
Jednak wiedziałam ze ją mój wyjazd też smucił. W końcu nigdy na długo nie byłyśmy osobno. W sumie.. to zawsze wszędzie jeździłyśmy razem. Rodzice nawet zaczynali sądzić że mamy coś z papużek nierozłączek.

***

Nadszedł wieczór. Już sie szykowałam na kolacje w domu Eryka. Nie stresowałam się, w końcu w ciągu tych 4 lat często bywałam u niego na kolacji czy obiedzie rodzinnym. Jego rodziców i rodzeństwo bardzo lubiłam i to ze wzajemnością.
Szperałam w szafie kiedy do pokoju weszła Em.
-Co zakładasz?
-Nie wiem jeszcze.. nie mam szczerze ochoty tam iść.
-Znowu sie pokłóciliście.-stwierdziła bardziej niż spytała.
-Taaa..
-Głowa do góry! pokaż mu ze nie może decydować za ciebie!
Stanęłam i zaparłam ręce na biodrach.
-W sumie to masz racje!-powiedziałam i uniosłam podbródek.



-No i to rozumiem!-zaśmiała sie Em.
-A teraz pomóż mi znaleźć coś co mogłabym założyć!-rzuciłam w nią poduszką.

***

Godzinę później już siedziałam przy stole w domu rodzinnym Eryka.
-Wiesz już gdzie idziesz na studia?-zapytała mnie jego mama.
-Chciałabym do Chicago.
-Nie ma mowy.-powiedział Eryk.
-Tam jest bardzo dobra uczelnia o moim kierunku. Otworzyłoby mi to drzwi w tej karierze! Poznałabym tam bardzo dużo ludzi na dobrych stanowiskach dzięki czemu miałabym lepszy start w tym zawodzie.



-Ale mnie to nie obchodzi. Dobrą uczelnie masz też w mieście obok.
-Nie jest tak dobra.
-Ale tam jest też twój kierunek. byłabyś blisko.
-Ale ja chcę do tej w Chicago.-powiedziałam stanowczo-To nie jest na drugim końcu świata. Widywalibyśmy się.
-Nie wyrażam zgody.
-Nie masz nic do mówienia w tym temacie!-powiedziałam oburzona.
Jego tata chrząknął.. byli trochę zmieszani będąc świadkami naszej kłótni.
-Przepraszam was bardzo. Ja już lepiej pójdę. Do widzenia.-powiedziałam wstając i idąc w stronę korytarza.
Tam nie czekając na to aż Eryk do mnie przyjdzie założyłam płaszczyk i szpilki po czym wyszłam z ich domu. Ruszyłam w stronę swojego samochodu. Wsiadłam i pojechałam. Oczywiście nie prosto do domu. Musiałam trochę odetchnąć!