czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Dominica



Gdy tylko wróciliśmy, kazałem Belli iść spać. Widziałem w jakim była stanie. Nie dziwiłem jej się. To nie mogło być dla niej łatwe przeżycie. Ja osobiście miałem ogromny żal do jej rodziców. Może ich córka dysponowała wyjątkowo niebezpiecznym darem... ale żeby oddać własne dziecko? Do zakładu? Nie mieściło mi się to w głowie.
- Wiesz... Najpierw chyba się przejdę. Muszę pobyć sama ze swoimi myślami.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem.
- Ale wracaj szybko. Zbliża się jesień, jest coraz chłodniej i szybciej się ściemnia.
-  Nie zapominaj, że jestem wilkołakiem tak jak ty - zmusiła się do lekkiego uśmiechu.
- Z twoim szczęściem możesz sobie zrobić krzywdę nawet potykając się o wystającą gałąź - odparłem z udawaną powagą.
Parsknęła śmiechem.
- Bardzo śmieszne - przewróciła oczami i wyszła na zewnątrz.
Dłuższy czas spacerowała w pobliżu domu. Obserwowałem każdy jej ruch przez okno. W końcu nie miałem ani na moment spuszczać jej z oczu.
image
Postanowiłem zadzwonić do mojej siostrzyczki. Wybrałem numer Sary, ale od razu włączyła mi się poczta. Zmarszczyłem brwi. Zadzwoniłem więc do Sophie. Odebrała od razu.
- Dominic?! - zaciesz jak zwykle.
- Nie. Ksiądz - odparłem rozbawiony.
- Ksiądz? - spytała zbita z tropu - Czy coś się stało na pogrzebie mojemu bratu?!
Roześmiałem się.
- Sophiee.. To ja. Dominic - zapadła dłuższa cisza - Żartowałem - uściśliłem.
Zaśmiała się nerwowo. W tle usłyszałem jakieś podniesione głosy.
- Sophie, stało się coś? - spytałem marszcząc brwi - Sarah nie odebrała telefonu.. - ktoś kogo głośno przeklął - Sophie co tam się dzieje? - podniosłem głos lekko zdenerwowany.
- N-nic - wyjąkała - tylko dziadek się zdenerwował, bo Marinersi przegrali.
- Dlatego wszyscy się kłócą? - spytałem z powątpiewaniem.
Nagle usłyszałem Flynna i wrzask mojej drugiej siostry.
- Wyjdź stąd!
- Możecie nam wytłumaczyć o co chodzi? - do akcji wkroczył dziadek.
Sophie już tylko słuchała tak jak ja.
- Nie! - wrzasnęła Sarah - Każ mu stąd wyjść dziadku, bo nie ręczę za siebie...
- Chłopcze - zwrócił się do Flynna zmieszany Toby - To chyba nie najlepszy moment..
- Sarah musisz... Ahh jeszcze porozmawiamy! - krzyknął tak jakby z oddali.
Flynn groził mojej siostrze? Co tam się cholera działo?
- Sophie możesz mi...
- Wszystko w porządku - przerwała mi szybko - Wiesz wczoraj spacerowałam po lesie i poznałam bardzo miłego chłopca. Nazywa się Rich i...
- Sophie, bardzo się ciesze - przerwałem jej zdenerwowany - Ale powiedz mi w końcu co się stało.
- Ja.. nie... - zaczęła się jąkać i nagle ktoś wyrwał jej telefon.
- Dominic? - usłyszałem cichy głos mamy.
- Mamo może ty mi powiesz co tam się dzieje? - spytałem zrezygnowany.
- Skarbie wszystko w porządku - odparła, ale nie dała rady zamaskować zmartwienia w jej głosie - Wypoczywajcie tam. Belli na pewno jest ciężko. Nie musicie się spieszyć z powrotem..
- Ale mamo... - zacząłem, lecz przerwała mi.
- Naprawdę niczym się nie przejmuj. Muszę już kończyć. Do zobaczenia synku.
Długo trwałem z telefonem przy uchu, wsłuchując się w dzwoniącą ciszę. Westchnąłem. Co się takiego stało, że ukrywali przede mną prawdę? Próbowałem jeszcze dodzwonić się do Sary, ale bezskutecznie.
Mijał czas a Belli dalej nie było. Wytrącony z równowagi przez poprzednią rozmowę wyszedłem na zewnątrz by jej poszukać. Zaczęło się ściemniać, las otoczyła nieprzyjemna mgła i zaczął siąpić deszcz.
- Powiesz babie 'wracaj wcześnie' - nie ona musi szwendać się jak najdłużej - mamrotałem zły pod nosem.
Nigdzie jej nie widziałem. Przestraszony nie na żarty postanowiłem się przemienić. Szybko złapałem jej trop i pobiegłem w głąb lasu.
Kiedy ona zdążyła przejść taki kawał drogi? Znalazłem ją dopiero po 20 minutach pod jakimś drzewem, skuloną i zmarzniętą. Przemieniłem się w człowieka kawałek dalej i naciągnąłem spodenki. Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, w taką pogodę w takim ubraniu, pomyślałby sobie przynajmniej, że jestem nienormalny.
- Bello, nic ci nie jest?! - spytałem zmartwiony podchodząc do niej.
- Chyba nie - szepnęła.
Gdy już sprawdziłem, że jest cała rozgniewałem się nie na żarty.
- Gdzie ty się podziewałaś tyle czasu?! - warknąłem.
- Z-zgubiłam się - odparła szczekając zębami.
- Zgubiłaś się? - spytałem z niedowierzaniem - Jesteś wilkołakiem, masz świetnie wyczulone zmysły! Mogłaś się przemienić i z łatwością odnaleźć.
- P-problem w tym, ż-że ja chyba j-jestem jakaś w-wybrakowana.
- Wybrakowana?
- J-jest mi z-zimno. Nie jest mi się już t-tak łatwo zmieniać jak kiedyś. Moje z-zmysły też nie są jakieś świetne. Nie słyszałam skradającej się za myszą łasicy i wrzasnęłam ze strachu gdy podeszła bliżej.
- Bello - powiedziałem czule i wziąłem ją na ręce. Zaprotestowała, ale zignorowałem ją i ruszyłem przed siebie - Nie jesteś wybrakowana.
- Jestem - pożaliła się - I tak jestem dziwolągiem. Kobieta - wilkołak..
- W stadzie Willa też była kobieta - przypomniałem jej.
- Ona to już w ogóle - mruknęła.
Parsknąłem śmiechem. Zapadła na dłuższy czas cisza. Gdy dobiegłem w końcu do domu postanowiłem ją na ziemi i weszliśmy do środka.
- Rozbieraj się i pod prysznic - wydałem polecenie - Zrobię ci herbaty.
- Dominic.. - mruknęła - Ale może... Naprawdę ze mną jest coś nie tak? - usiadła zmartwiona na sofie.
- Bello - przewróciłem oczami - Mówiłem ci już że wszystko z tobą w porządku. Może to trauma po śmierci rodziców. Zresztą, myślę że niepotrzebnie się nimi przejmujesz.
- Niepotrzebnie ? - uniosła brwi.
- Oddali cię to psychiatryka - burknąłem - Mogli poszukać jakieś innej pomocy, a poszli najłatwiejszą linią oporu. Jak można tak potraktować własne dziecko?!
- To nie ich wina, oni nie dawali sobie ze mną rady, nie wiedzieli jak... - zaczęła protestować.
lucy hale pll deal with it aria

Przerwałem jej zirytowany.
- Powinni zrobić wszystko. Wszystko,byle nie oddawać cię do takiego miejsca - rozkręcałem się - Oni sami byli chorzy! To oni powinni siedzieć w tym wariatkowie a nie ty!
- Dominic! - otworzyła usta zaszokowana i wstała - Kochali mnie mimo wszystko!
-To jest miłość? - spytałem ironicznie.

- Gdybym ich spotkał... - kontynuowałem - Może i dobrze że umarli Bello. Przynajmniej nie wyrządzili nikomu więcej  krzywdy.
Zapadła przeraźliwa cisza. W jej oczach zaszkliły się łzy. Bez słowa ruszyła do pokoju.  Nagle dotarło do mnie, co powiedziałem i ruszyłem za nią szybko.
- Bella poczekaj ja... - zacząłem, lecz przerwała mi obracając się w progu.
-Zostaw mnie- syknęła.


Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Pięknie. Jaki ja byłem czasem głupi..
Wróciłem do kuchni i nalałem sobie piwa. Rozmyślałem jak ją przeprosić.

image











Długo krążyłem pod jej drzwiami. Słyszałem jak płacze. Oparłem się o ścianę zastanawiając się czy wejść do niej, gdy usłyszałem jej łamiący się głos.
- Adam... Zadzwoń.. Błagam cię..
Zirytowany wróciłem z powrotem do kuchni. Czułem się chujowo, przebywając w domu zmarłych ludzi, których przed chwilą zwyzywałem. Otwarłem kolejne piwo. Dobrze, że pomyślałem o nich, gdy się pakowałem.
Gdy dochodziła północ, postanowiłem zobaczyć co u niej. Nie spała u siebie, tylko w sypialni rodziców. Jeszcze większa ironia.
Cicho zapukałem, a gdy nie dostałem odpowiedzi uchyliłem lekko drzwi.
Była cała zapłakana. Ścisnęło mi się serce na ten widok. Odwróciła ode mnie wzrok.


- Wyjdź stąd... wyszeptała
Nie wiem czemu jej tak po prostu posłuchałem, ale posłusznie zamknąłem drzwi.
Czułem się bezradny, a nienawidziłem tego. Opróżniałem kolejne puszki.
Nawet nie wiem kiedy zegar wskazał drugą. W telewizorze jakaś laska cicho śpiewała. Zerknąłem na twarze jej rodziców, 'patrzące' na mnie z obrazków. Poczułem się trochę nieswojo. Parsknąłem śmiechem. Nieźle mi zaczęło odpieprzać.
Wyłączyłem telewizor i postanowiłem iść do Belli, nawet jak miała mnie wyrzucić. Bez pukania uchyliłem drzwi. Wyglądała jakby spała, ale nie dałem się zwieść pozorom. Była odwrócona na lewy bok. Ostrożnie położyłem się za nią. Mijały minuty. Jeśli liczyła, że sobie pójdę, to grubo się myliła. Pościel zsunęła się z niej ukazując dużą część nagich pleców i ramienia. Zacząłem po nich jeździć opuszkiem palca. Zostawiałem nim ślady w postaci 'gęsiej skórki'. Uśmiechnąłem się pod nosem. Bella chyba tez wyczuła, że jej ciało zaczyna reagować, bo odezwała się niespodziewanie.
- Nudzi ci się? - warknęła.
- Teraz nie - wszeptałem.
- Idź stąd - syknęła.
Przysunąłem się jeszcze bliżej.
- Powiem Toby'emu że się do mnie dobierałeś - zagroziła mi.
Roześmiałem się cicho.
- Bello przepraszam - zamruczałem jej do ucha.
- Jeśli myślisz, że zwykłe przeprosiny wystarczą, to.. - zaczęła, lecz przerwałem jej.
- Zwykłe przeprosiny? - uniosłem brew - Chciałabyś takich n ie z w y k ł y c h ?
- Kretyn - mruknęła pod nosem, a ja jednym ruchem zwinnie znalazłem się nad nią.
- I co teraz? - spytałem - Ja cię mogę bardzo ładnie przeprosić..
- Może na inne to działa, ale na mnie zdecydowanie nie - siliła się na obojętność, jednak jej klatka piersiowa zaczęła się szybciej unosić.
Pocałowałem ją lekko w odsłonięte ramię.
- Mówisz, że nie działa? - mruknąłem.
- Zdecydowanie nie - wykrztusiła wstrzymując oddech.
Przeniosłem usta na jej żuchwę.
- Dalej nic?
- Nic - odparła jeszcze bardziej zamierając - Zejdź ze mnie i wyjdź z tego pokoju zanim.. - urwała.
- Zanim co? - spytałem rozbawiony, a ona mocno się zarumieniła.
Uderzyła mnie w sam środek klaty.
- Au - udałem ból - A to za co?!
- Mówiłam, żebyś ze mnie zeszedł - odparła usiłując powstrzymać uśmiech.
- Nie ma co - pokręciłem głową rozbawiony - Prawdziwa córka pastora.
Spiorunowała mnie wzrokiem.
- Nadal zamierzasz drążyć temat moich rodziców i obrażać ich? Jeśli tak, to wyjdź stąd natychmiast - warknęła.
Ożywiłem się.
- To znaczy jeśli nie będę 'drążył ich tematu' ani obrażał to mogę zostać, tak?
Zarumieniła się znowu.
- Nie! - zaprzeczyła - Wyjdź stąd tak czy siak!
Roześmiałem się cicho i przesunąłem wargi w prawy kącik jej ust.
- Jesteś tego pewna, że mam wyjść tak? - spytałem.
Zamknęła oczy. Jej serce zaczęło okropnie głośno bić. Tak jakby miała zaraz zacząć uciekać. Obydwoje jednak wiedzieliśmy jaki jest prawdziwy powód. Uniosłem się lekko i zacząłem jej się przypatrywać rozbawiony. Bella tak mocno się zawstydziła, że prawie krzyknęła.
- Wyjdź stąd! No już!
- Jeszcze chwile - mruknąłem i pochyliłem się nad nią znowu.
- Jaką chwilę?! Jaką chwilę?! - zaczęła się awanturować, lecz w tej samej chwili zatrzymałem się centymetr nad jej twarzą, prawie dotykając jej ust i patrząc jej w oczy. O ile jej serce wcześniej wściekle dudniło, teraz chyba zupełnie stanęło. Zamknęła oczy i nieświadomie wysunęła podbródek ku górze..
Uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany i pocałowałem ją w czubek nosa. Otworzyła oczy zaskoczona. Widząc jej ogłupiałą minę nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem.
- No to będę się powoli zbierał... - mruknąłem rozbawiony i zszedłem z łóżka.
Zarumieniła się mocno i rozzłościła na nowo. Wypchnęła mnie prawie siłą z pokoju (nie opierałem się) i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
- Dupek! - krzyknęła jeszcze i położyła się pewnie z powrotem do łóżka.
Nie mogłem się  powstrzymać i roześmiałem się pod nosem, ciągle przywołując sobie w pamięci jej minę. Położyłem się na sofie i mógłbym dać sobie rękę uciąć, że tej nocy wyjątkowo często śmiałem się przez sen.




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz