Oby się nim udławił.
Tata szybko odjechał, a ja poszłam w stronę przepełnionego jak co ranka parkingu. Wszyscy jeszcze stali obok swoich samochodów, motocyklów. Nawet mnie nie zauważyli, dopiero gdy podbiegła do mnie Beth, niektórzy jak zahipnotyzowani odwrócili wzrok w naszą stronę, to znaczy... w jej stronę.
-Tu jesteś, wszędzie cię szukałam... nie odbierałaś telefonu... - ciągnęła zdyszana.
-Przepraszam. - odparłam i ruszyłam przed siebie.
-Hej! Co jest? - spytała zaskoczona. - Coś zrobiłam?
-Nie. - szepnęłam i weszłam do klasy na zajęcia dziennikarskie.
Brooks spóźnił się o jakieś pięć minut, a zawsze był o tyle przed lekcją. Otworzyłam laptopa i nie patrząc czy kretyn, Christoph jest w klasie, zajęłam się tym czym mogłam najlepiej w tej chwili - nauką i pisaniem artykułu.
Nauczyciel wymówił moje nazwisko. Wystarczyło, by podnieść mnie do pionu. Spojrzałam na niego lekko wystraszona po ostatnim.
-Oddałaś mi swoją pracę? - spytał, zachrypniętym głosem zdejmując okulary.
-Tak... położyłam panu na biurku... - wskazałam nieznacznie na lewą stronę biurka.
-Hmm... dobrze... - mruknął zaskoczony.
Gdy zaczął prowadzić lekcję, odważyłam się obejrzeć w stronę mojego przyjaciela, który zwykle skomentowałby przyczepkę pana Brooksa, jednak... nie było go na tym miejscu.
Zdziwiona wyjęłam telefon tak, by nauczyciel nie zauważył. Nigdy nie używałam telefonów na lekcji, nie zajmowałam się niczym innym jak nauką. Aczkolwiek równe, takie samo NIGDY tyczy się mojego kumpla, który zawsze chodził na lekcje z dziennikarstwa nawet będąc chorym i umierającym.
Napisałam SMS'a, gdzie on się podziewa, gdy akurat go wysłałam wszedł do klasy cały zdenerwowany, śmierdział papierosami. A rzadko palił, chyba, że był wściekły...
-Sorka za spóźnienie. - mruknął i zajął miejsce.
Nawet się za nim nie obejrzałam. Mówił mi zawsze wszystko, tak samo Beth...
Dopiero po dzwonku wyszłam jako ostatnie specjalnie tak, by wyjść wraz z Christophem. Zaczepił mnie zanim ja to zrobiłam.
-Po co jej powiedziałaś, hm?! - warknął gdy byliśmy w pustym jeszcze korytarzu.
-Ale... co ja takiego powiedziałam? Nic nie mówiłam Beth!
-To niby kto?
-Chris, przecież wszyscy wiedzą, że ze sobą sypiacie non stop, w każdym miejscu i to Ty powiedziałeś swoim ''SUPER'' kumplom, więc nie obwiniaj mnie.
-Oni nigdy nie rozpowiadają takich rzeczy...
-A ja rozpowiadam? - pisnęłam, zaskoczona, że mnie tym obarcza.
Westchnął ciężko odsuwając się ode mnie.
-Nie powiem, kto wczoraj podał SPECJALNIE zły wydruk Brooksowi. - przypomniał, a ja spuściłam wzrok.
-Teraz nic nie powiesz? - parsknął nerwowo śmiechem.
-Nie zrobiłam tego specjalnie, wiesz o tym. - wyjąkałam. - Nigdy nie zrobiłam czegoś, by was skłócić czy zranić, przyjaźnimy się, Chris!
-Teraz już sam nie wiem, czy jesteśmy razem i czy MY się jeszcze przyjaźnimy. - machnął ręką i odszedł.
Postanowiłam tym razem rozmówić się z przyjaciółką. Znalazłam ją przed wejściem do szkoły. Dopadłam do niej zdyszana, złapałam za ramię a ona milczała. Wyglądała na wściekłą.
-Beth, ja naprawdę nic takiego nie zrobiłam...
Parsknęła, nawet na mnie nie patrząc.
-A co ma znaczyć wczorajszy żarcik? - szepnęła. - Wydruk, o którym powiedział mi Chris.
-Kurcze no, przecież to było przypadkowo! Znamy się od dziesięciu lat, Bethany... Wiesz, że nie...
-Muszę sobie to przemyśleć, Lucy.
-Pokłóciłaś się z nim przeze mnie, czy przez wasze chora ''zabawy'' publiczne? - odgryzłam się w końcu.
-To też ci powiedział...
-Wszyscy o tym mówią... - szepnęłam spuszczając wzrok.
-Przylepa musiała się wygadać... - burknęła pod nosem.
Przylepa była z jej ''paczki'', przylepia się do każdego chłopaka codziennie do innego, zaciąga do kibla szkolnego albo do łóżka zaraz po lekcjach. Tzw. szkolna dziwka.
Patrzyłam w dłonie, nie wiedząc co powiedzieć.
Beth usiadła obok mnie na schodach i przytuliła. Zaskoczona zesztywniałam, wpatrując się w nią.
-Wybacz... po prostu mamy problemy... nie powinnam pozwolić na to, by cię oskarżał o rozpad i rozgadywanie.. - szepnęła.
-Głupio wyszło, rozumiem. - przytaknęłam.
Dlaczego jestem taka uległa i głupia? Oskarżają mnie oboje o rozpad związku, o ten przypadkowy, cholerny wydruk i chamstwo Brooksa, a okazuje się, że to ich głupie widzimisię!
Wściekła następnego ranka podeszłam do swoich drzwi od mojego pokoju i przekręciłam kluczyk w zamku otwierając je. Mały gnojek nawet nie splunie na moje szare, piękniusie panele.
Stał przed moim pokojem, w ręku trzymał pistolet na wodę, ale mogę przysiąc, że nie ma tam wody. Szybko zamknęłam drzwi zanim młody się zorientował i zacząłby strzelać.
-Młody, na dół. - usłyszałam ostry głos ojca.
-Ale chciałem ją tylko obudzić! - zamarudził.
-Powiedziałem coś?
-Dobra. - westchnął Simon i usłyszałam jak schodzi do kuchni.
Otworzyłam drzwi i spojrzałam na tatę.
-Dzięki... - szepnęłam.
-Mogłabyś się pospieszyć? Mam napięty grafik, mama pojechała otworzyć kancelarię a jeszcze muszę was odwieźć... - mruknął ponuro.
-Coś się...
-Mogłabyś zrobić to co powiedziałem? - spytał ostrzej.
-Jasne... - szepnęłam i ruszyłam do łazienki.
Gdy po przyjeździe do szkoły odebrałam SMS'a od Chrisa, że czeka na mnie na piętrze, weszłam niepewnie do środka i ruszyłam korytarzem w stronę schodów. Stał przy oknie, podeszłam do niego niepewnie a on westchnął.
-Przepraszam. - odezwał się jako pierwszy. - Głupio wyszło.
Milczałam.
-Miałem nadzieję, że nikt tego nie rozgada... - ciągnął. - Byłem zły na Beth, bo sama powiedziała to Przylepie... a obarczyłem winą ciebie.
-Musisz mi zaufać bardziej... - szepnęłam.
-Tak, wiem. - zaśmiał się.
-Czyli zgoda...? - przerwał ciszę.
-Ta, pewnie. - mruknęłam i objęłam go.
Popchnął mnie bokiem, a ja odleciałam na poręcz gdy schodziliśmy po schodach.
-Kretyn! - zaśmiałam się.
Nie wiem, czy powinnam wybaczać ich takie, dość częste zachowania...
Beth zmierzyła wzrokiem Chrisa i porwała mnie na stronę.
-Chodź na stołówkę. Dziś siedzi ze swoimi super kumplami. - mrukneła, a ja nawet nie miałam czasu się sprzeciwić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz