piątek, 12 sierpnia 2016

Od Dominica

- No i widzisz! - warknąłem wsiadając do samochodu - Tej babie nie przegadasz. Jest uparta jak osioł. Niech sobie robi co chce - mruknąłem zirytowany cofając volksvagenem.
Mimo że byłem na nią wściekły martwiłem się trochę w co moze sie wpakować. Dlatego postanowiłem pózniej rozmówić się z tym palantem.
Sophie patrzyła na mnie lekko przestraszona.
- Może podałes złe argumenty..
- Złe argumenty! - prychnąłem - Czy wystarczającym argumentem nie jestem ja?
Sophie popatrzyła na mnie krzywo.
- Czasem zachowujesz się jak straszny egoista.
- Egoista?! - podniosłem głos ostro zakręcając  tak że Sophie aż się skuliła ze strachu. Zerknąłem na nią szybko.
- Przepraszam mała - mruknąłem.
- Odwieź mnie do szpitala - poprosiła płaczliwie a mi zrobiło sie naprawdę głupio.
- Sophie.. - zacząłem lecz przerwała mi.
- No jedź do cholery!
Zatkało mnie. Nie powiedziałem nic juz więcej. Po 20 minutach byliśmy pod szpitalem.
Sophie bez słowa wybiegła z samochodu zatrzaskując mocno drzwi. Dłuższa chwile siedziałem nieruchomo. Nie mogłem teraz iść do Belli byłem zbyt wściekły.
Postanowiłem wrócić do domu, znaleźć tego kretyna i rozmówić się z nim.

Po rozmowie upewniłem się tylko jakim jest idiotą.
- Tym bardziej się nie zgadzam - rzuciłem na odchodne i odeszłem.
Postanowiłem iść na chwile do domu i sie przebrać, a pózniej skoczyć do Flynna. To okazało się zbędne bo on sam pojawił się u mnie.
- Matt zapowiedział że ma się odbyć zebranie. Will ma przyprowadzić swoją watahę...
Odwróciłem się słuchając. A wiec zaczyna sie..



- Muszę pojechać pózniej do szpitala.
- Chyba nie opuścisz zebrania? - spytał zdezorientowany Flynn.
- Na pewno nie opuści - oznajmił Matt niespodziewanie wchodząc do środka a za nim Carl i Alberto.
Uniosłem brwi
- Bella leży sama w szpitalu, potrzebuje...
- Przy Isabelli czuwa twoja rodzina, jej przyjaciel i Hugo - przerwał mi.
Zacisnąłem usta. A więc to tak? Hugo obnosił się swoją miłością do niej wiec miał prawo tam byc? Dla mnie tez była ważna ale nie mogłem do niej jechać.
Matt widząc co sie ze mna dzieje oznajmił poważnie.
- Bella sama jest jedna z nas i na pewno nie chciałaby aby kolejny członek watahy opuścił ważne zebranie.
Zirytowany popatrzyłem na niego.
- Co się z tobą dzieje Matt? Odkąd pojawił się tu twój braciszek zachowujesz się jak potworny ważniak.
- I nudziarz - dodał bezgłośnie Carl za jego plecami a Alberto spojrzal na niego krzywo.
Matt puścił moją odpowiedz mimo uszu.
- Za godzinę na polanie. Wiecie której - rzucił i wyszedł.
Alberto patrzył na mnie przez dłuższa chwile.
- Dominic jemu nie jest teraz łatwo. Mógłbyś go bardziej wspierać zamiast odwalać takie szopki.
Wyszedł a ja przewróciłem oczami.
- Swietnie teraz ja jestem tym złym - mruknąłem.
- Jestes potworem Dominic - powiedział Carl z udawanym wyrzutem naśladując Alberta.
- Ja na twoim miejscu nie wychodziłbym z domu - dodał Flynn.
Parsknąłem śmiechem.
- Dobra miejmy to juz za soba - mruknąłem.
Na zebraniu głownie omawialiśmy taktykę. Nie podobali mi się ci ludzie od Willa. Zreszta trudno sie dziwić. Typ nawet kichnięciem działał mi na nerwy.
Chociaż ta dziewczyna była wyjątkowo śliczna. Czując moje spojrzenie na sobie oblała się rumieńcem i odwróciła wzrok. Zaśmiałem się cicho i powróciłem do omawiania strategii wtrącając swoje pomysły.
- To nie byłby głupi pomysł posłużyć się tą dziewczyną jako przynęta - powiedział któryś ze stada Willa.
- Nie!
- Nie ma mowy! - warknelismy z nim rownocześnie.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Nie odwracalem wzroku tak jak on lecz po dłuższej chwili przeniósł spojrzenie na cos innego. Z satysfakcja uśmiechnąłem sie pod nosem.
Nie podobał mi się pomysł z pijawkami lecz co tu dużo ukrywać zyskalibyśmy nieporównywalna przewagę.
Po godzinie Matt oficjalnie zakończył 'obrady' i juz luźniej zaprosił wszystkich na ognisko. Ja byłem zbyt zmęczony poza tym musiałem wracać do szpitala. No i nie chciałem trafić na Kath. Nie dzis.
- Domi poczekaj! - krzyknął Flynn biegnąc za mną i opychajac sie kolejna parówką. Spojrzałem na niego ze zniesmaczeniem i parsknąłem śmiechem.
- Wziąłem troche na zapas - powiedział z pełnymi ustami pokazując mi jakis woreczek - Myślisz że nie moglibyśmy tego podrzucić Belli? Pewnie ma dosc tych płynów z kroplówki - wzdrygnął się.
Rozesmialem się lekko.
- Idiota. Belli raczej tego nie podasz ale myśle że Toby by sie skusił.
- W takim razie jedzmy - oznajmił i wsiadł zadowolony do samochodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz