niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Sarah

Chodziłam po domu nie wiedząc co ze sobą zrobić. Gdy zobaczyłam jak mama zmywa naczynia, sprzątając od rana podeszłam do niej pewnym krokiem.
- Daj - wyjęłam jej talerz z rąk - Ja to...
Nie zdążyłam dokończyć, bo wyślizgnął mi się i upadł na podłogę roztrzaskując się.
- Przepraszam, przepraszam - wyjąkałam i rzuciłam się by posprzątać.
- Zostaw to Sarah - poprosiła mnie patrząc na mnie badawczo - Idź do siebie, odpocznij...
- Mamo ale ja ostatnio cały czas odpoczywam! - krzyknęłam wytrącona z równowagi.
Zapadła cisza. Nagle wyczułam czyjąś obecność.
- Nie przeszkadzam?
Tak dobrze znałam ten głos. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam go. Stał nonszalancko opierając się o framugę drzwi i przypatrywał mi się z tym swoim uśmieszkiem. Zalała mnie gorąca furia. Miałam ochotę wyrzucić go z domu, lecz ubiegła mnie mama.
- Alberto, co za niespodzianka - przywitała się chłodno, bacznie mnie obserwując - Wejdź chłopcze. Napijesz się czegoś?
- Nie proszę pani. Jeśli nie ma pani nic przeciwko chciałbym porozmawiać z Sarah.
Mama zacisnęła usta i spojrzała na mnie pytająco.
- Ja... Właśnie miałam wyjść - odparłam i wyminęłam go narzucając na siebie kurtkę w ganku.
- Świetnie - zmaterializował się za mną - Pójdę z tobą.
Zmierzyłam go wzrokiem. W domu zawsze była mama i mogłabym go wyrzucić... A na zewnątrz nie zdążyłabym uciec.
- To może lepiej porozmawiajmy w pokoju - rzuciłam i ruszyłam do siebie.
Postanowiłam, że zamienię z draniem parę słów bo się nie odczepi, a potem go wyrzucę.
- Siadaj - rozkazałam i sama usiadłam naprzeciwko niego.
Przez parę chwil panowała niezręczna cisza. Widziałam jaki był zdenerwowany.
Heh, dobrze mu tak, pomyślałam.
- Więc? - warknęłam w końcu. Chciałam skrócić czas jego odwiedzin do minimum.
- Sarah ja naprawdę chciałbym wszystko wyjaśnić...
- Ale co? - spytałam sfrustrowana - Powiedziałam ci już wszystko.

- To wszystko to był jeden cholerny przypadek! - krzyknął. Widząc jak się wzdrygnęłam, zreflektował się szybko - Sarah... Z początku może faktycznie... chciałem cię wykorzystać. nie przeczę! - zdenerwował się - Ale później... Zakochałem się w tobie. I kocham cię dalej - powtórzył z mocą przysuwając się bliżej.
- Nie dotykaj mnie! - odsunęłam się. Wstałam i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju - Może i ty mnie kochasz... Ale ja ciebie nie - spojrzałam na niego z największą obojętnością, na jaką było mnie stać.
Przez chwilę zamarł, a potem podszedł do mnie szybko.
- Nie wierzę - wyszeptał i przełknął ślinę - Nie wierzę.
- To uwierz - syknęłam - Jeśli to wszystko to wyjdź już. Nie chcę mi się w nieskończoność słuchać tego samego.
Bez słowa ruszył ku drzwiom. Idąc za nim korytarzem zorientowałam się, że nikogo nie ma w domu. Toyota mamy zniknęła z podjazdu. Sophie wyszła godzinę temu z domu, a dziadek pojechał na mecz do Jack'a. Alberto chyba też zorientował się że jesteśmy sami, bo odwrócił się do mnie przy wejściu do pokoju Dominica.
- To nie może się tak skończyć - powiedział nagle i dosłownie rzucił się na mnie.
Chciałam wrzasnąć żeby się wynosił, ale wargi odmówiły mi posłuszeństwa przez dotyk jego ust. Z impetem rzucił mnie na drzwi, który otwarły się i wpadliśmy razem do środka. Wziął mnie na ręce, a ja oplotłam go nogami w pasie. Pozwoliłam by całował mnie po szyi.
Gdy nieprzytomnym wzrokiem zarejestrowałam że jesteśmy w pokoju mojego brata, wyjąkałam cicho.
- To pokój... Dominica... Jeśli dowie...
- Wiem - uciął całując mnie z pasją i zjeżdżając ustami coraz niżej - Nie dowie się - powtórzył i zamknął drzwi na klucz i rzucił mnie na łóżko.
Boże jak ja się zachowywałam? Zapomniałam w jednej chwili o wszystkim. Może faktycznie byłam dziwką? Jednak przestałam się nad tym wszystkim zastanawiać, gdy Alberto zdjął podkoszulek klęcząc przede mną. Nie mogłam jak zwykle oderwać wzroku od jego brzucha. Gdy położył się na mnie zjeżdżając ustami coraz niżej... Odpłynęłam.

Po wszystkim leżałam zmęczona tuląc się do jego boku. Pragnęłam wykorzystać te chwile na maksa, wiedząc, że w końcu wróci do mnie zdrowy rozsądek i będę musiała coś postanowić.

- On nas zabije - wyszeptałam.
W jednej chwili wyobraziłam sobie minę Dominca, gdyby dowiedział się, że PIEPRZYŁAM się z ALBERTO na JEGO łóżku. Zadrżałam.
- Zimno ci? - wymruczał.
- Nie, tylko...
- Nie dowie się - uciął i pocałował mnie w czoło.
- Wróci stamtąd i wyłapie to w twoich myślach na któreś warcie - szepnęłam.
- Naprawdę myślisz że wróci?
Podniosłam się na łokciu i spojrzałam na niego badawczo
- Jestem pewna że wrócą oboje - odparłam stanowczo - I zamierzam wkrótce się do tego osobiście przyczynić.
- Co masz na myśli? - spytał zaniepokojony.
- Nic... niebezpiecznego - odparłam i pocałowałam go w usta.
Natychmiast doczekałam się reakcji.
- Moglibyśmy jeszcze wykorzystać nieobecność twojej rodzinki - wymruczał i gwałtownie obrócił mnie tak, że znalazł się nade mną.
- Nie przesadzasz? - parsknęłam śmiechem - Chyba lubisz ryzyko.
- I to jak - mruknął i zamknął mi usta pocałunkiem kończąc dalsze dyskusje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz