czwartek, 11 sierpnia 2016

Od Kath

  Gdy usłyszałam na korytarzu od lekarza, że nie można tam wejść bo nikt nie jest z rodziny podbiegłam do lekarza i spojrzałam mu w oczy.
-Jestem jej siostrą.
-Jest pani jej... siostrą? - zdziwił się lekarz. - Obecni znajomi twierdzą, że nie ma ona rodziny.
-Jestem jej zaginioną siostrą, odnalazłam trop Belli. Niech pan mi powie, co z nią.
  Wszyscy patrzyli na mnie z niedowierzaniem, jednak lekarz wziął mnie na bok i wprowadził do sali. Dziwne, że nikt nie wpadł na to by oszukać doktora.
-Jest w śpiączce. Nie wiem kiedy się obudzi... na razie wiemy bardzo mało i podtrzymuje ją maszyna.
-Może do niej wejść ktoś? Proszę... chociaż jedna osoba... ja będę przy nich... tylko pięć minut. - wyprosiłam.
-Jedna osoba. - pogroził palcem. - Za pięć minut wracam i wyganiam was.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się i wyszłam wraz z lekarzem.
-Hugo? Może wejść jedna osoba, chyba chciałbyś ją zobaczyć...
  Wiedziałam od dawna, że on coś do niej czuje. Wiem, że to coś silnego, trudno mu wytrzymać siedząc bezczynnie gdy jego ''nieodwzajemniona'' miłość leży bezsilnie.
-Tak,tak! - wszedł gdy zrobiłam przejście.
  Weszłam za nim zamykając drzwi.
-Mamy pięć minut...
-Dzięki Kath... dziękuję, że mogłem wejść...
  Uśmiechnęłam się.
-Na pewno jest ci ciężko...
  Milczał, siedząc przy niej i trzymając jej dłoń. Pogłaskał ją czule po policzku a mnie wzruszył ten widok... to okropne, że taki dobry chłopak cierpi z powodu nieodwzajemnionej miłości... Ale takie życie... Jest dla niego ważna... to jest piękne, że chciałby dbać o jej bezpieczeństwo nie ważne co by to nie było.
-Mimo wszystko ją... kocham... - szepnął to ostatnie, a ja starłam łzę z policzka.
  Położyłam mu dłoń na ramieniu i uśmiechnęłam się słabo.
-Wszystko się ułoży, Bella wyjdzie z tego i porozmawiacie normalnie.
-Chyba nie ma o czym, Kath. Ale naprawdę dziękuję...
-Koniec czasu. - wszedł do środka lekarz po kilku minutach.
  Wyszliśmy, a gdy lekarz odszedł zamykając drzwi podeszli do mnie wszyscy.
-Co ty? Okłamałaś lekarza?!
-Przynajmniej wiem, że jest w śpiączce, nie wiedzą kompletnie nic... jedynie to, że stan jest raz gorszy raz lepszy. - westchnęłam. - Cieszcie się, że coś wiecie.
  Hugo wpatrywał się w szybę gdzie leżała Kath.
  Odeszłam od grupy i oparłam się o szybę.
-Będzie dobrze. Musi.
  Kiwał głową zasmucony.
-Heej... - dotknęłam jego ramienia. - Nawet nie zauważysz kiedy zacznie się wszystko układać!
  Uśmiechnął się lekko.
-Tak lepiej.
  Pokłóciłam się z Masonem, a raczej jesteśmy na przyjaźni i na tym skończyliśmy. Nie chciał ze mną nic... ja z nim też... jednorazowa przygoda, to wszystko...
  Gdy wszystko zostało wyjaśnione wróciłam do domu, chciałam odpocząć. Jednak nie widziałam Willa, postanowiłam go poszukać. Chodziłam po lesie dobrą godzinę, starałam się nie zabłądzić i chodzić po szlakach, które znałam. Po długim spacerku usłyszałam jak jakieś stworzenie łamie gałązki, gdy wyjrzałam przed siebie nie widziałam nic... za mną jednak pojawił się Marcel.
-Jesteś tu... - szepnęłam zaskoczona.
  Poczułam wielką kluchę w gardle, nie mogłam ze strachu mówić.
-Wilki myślą, że jestem w drodze do Orleanu... łatwo było wyprowadzić w polę te głupie psy. Wybiję was a potem... cóż, zobaczymy.
-Podejrzewają, że tu jesteś... Masz odwagę, by tu się pojawiać...
-Wiem, że ich nie ma. A zaszczyt jest uronić krew Katherine Pierce w ludzkiej postaci... lekarstwo które zażyłaś nasila zapach... który każdego wampira wyprowadzi z równowagi. A Will zabił moją Anne...
-Nie on zabił Janine Anne... - zaczęłam.
-Zacznę od tych mniej ważnych osób, aż dojdę do jego matki. Oko za oko.
  Zamknęłam oczy, gdy przymierzał się do ciosu ostatecznego.
-Nie będzie bolało... tylko trochę. - zaśmiał się, a ja zacisnęłam pięści  i zęby.
  Nagle usłyszałam warczenie zza krzaków. Wyszedł z nich Will. Powoli, nie śpiesząc się zbliżał do Marcela niebezpiecznie.
  Moje serce zaczęło szybciej bić, bałam się, chociaż wcale nie chciałam...
-Will... - parsknął. - Nie jesteś jednak taki głupi jak myślałem...
  Zawarczał.
-Chciałem właśnie przerobić Kath na drugie śniadanie, wiesz, że nie ładnie przerywać w czasie posiłku? - uniósł brwi.
  Will rzucił się na niego, a Marcel uciekł.

  Gdy siedziałam w tym samym miejscu na polanie, po pół godzinie pojawił się nowy wampir. Ten był od pierwotnych. Nie powinnam się bać, jednak... nie mogłam. Po chwili dopiero zjawił się znów Will, warczał ostrzegawczo.
    Młody wampir przystawił się do ataku, gdy zamiast na niego uderzył we mnie...
  Byłam pewna, jak i Will, że zaatakuje jego... myliliśmy się. Dziewczyna ugryzła mnie, jednak nie wprowadziła jadu, nie zdążyła. Will skoczył na nią i oderwał jej głowę. Podszedł do mnie, kazał mi wsiadać na jego grzbiet. Rana okropnie bolała, zaczęłam płakać, bo trudno było wytrzymać ten ból.
  Gdy dotarliśmy do jego domu poczekałam, aż wróci przebrany. Wszedł do kuchni i złapał moją rękę. Obejrzał ją, bez słowa bandażował ugryzienie jeszcze dezynfekując. Bolało, ale widziałam, że wie co robi... Mocno związał bandażem, by krwawienie ustało. Nerwowo siedziałam na blacie, a on stał przede mną wiążąc delikatnie opatrunek.
-Nie chce być znów wampirem... - starłam łzy.
-To zwykłe ugryzienie. Możesz być spokojna.
-Jesteś pewny? - spytałam siorbiąc nosem.
-Tak. - uśmiechnął się.
-Dziękuję... że mnie uratowałeś...
-Taka moja rola. - wzruszył ramionami patrząc mi w oczy. - Dbam o bezpieczeństwo ludzi.
-Nie jesteś wcale taki grzeczny... - szepnęłam nie spuszczając go z wzroku. - Czuć i widać, że jesteś... inny... tajemniczy... taki... wolny...
  Milczał.
-Co stało się z Marcelem?
-Oderwałem mu rękę, ale zwiał. Wróci. W lesie skoczyło na mnie jeszcze dwóch, jednak zupełnie młodych, nowych wampirów. Łatwizna. Jednak z Marcelem będzie trudniej.
-Dziękuję... że mnie uratowałeś...
-Teraz będziesz mnie traktować jak bohatera? - parsknął.
  Przytuliłam się do jego klatki piersiowej, która była na mojej wysokości że z ławością mogłam się w nią wtulić.
  Objął mnie, czego się nie spodziewałam. Może nie jest taki zły, na jakiego wygląda?
-Co robimy teraz? - spytałam odrywając się od niego.
-Coś chcesz ze mną robić? Myślałem, że mnie nie lubisz.
-Bo nie lubię... ale możemy coś porobić, nudzi mi się dniami...
-Oglądałaś film...
-A z napisami? - spytałam.
-Jest Hiszpański... Musi mieć napisy jeśli nie znasz języka. - zaśmiał się.
-Nigdy nie widziałam filmu z napisami...
-Masz osiemnaście lat i NIGDY nie widziałaś filmu z napisami? - zdziwił się.
-No... a ty ile masz lat, hę?!
-Dwadzieścia dwa. - odparł. - W salonie jest szafka z filmami. Ta druga jest z napisami.
  Podeszłam do niej gdy weszliśmy do salonu.
-Kategoria? - spytałam Willa.
-Horror/dramat. Chyba, że się boisz...
-Nie,nie. - powiedziałam szybko. - Jest super.
  Cholerni, ''twardzi'' faceci... miłośnicy horrorów...
-Uważaj! - krzyknął, a ja się wystraszyłam. - Ta ostatnia półka do której sie zbliżasz to strefa japońskich pornosów.
-HA HA HA, zabawne. - mruknęłam, ale zaraz później roześmiałam się. - Tu są... same kryminały!
-To co wybrałaś? - spytał siadając na kanapie.
-Sierociniec.

  Po napisach wpatrywałam się w ekran ze łzami w oczach.
-I jak? - spytał powoli.
-Przecież ten chłopiec... jak ona... szukała go tyle czasu... boże! To okropne! Wyobrażasz sobie...?! Kmiot! Straszne badziewie!
-Bo się zryczałaś? - parsknął.
-Heeej?! To naturalna wrażliwość kobiet! Faceci to dupki bez uczuć i wrażliwości.
-Serio? - spytał poważnie.
-A-ha. - odparłam ścierając łzy z policzków.
-Kobiety są wrażliwe przez te chore romantyczne badziewia.
-Niektóre są dobre! - zaśmiałam się.
-Pewnie.
-Nie wyśmiewaj mnie, Will!
-Ale w końcu w moim towarzystwie się śmiejesz. - odparł, a ja uśmiechnęlam się.
  To mógłby być udany dzień mimo to, że to dzień z wkurzającym Willem.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz