elektronicznym. Usiadłem na przeciwko niego i się w niego wpatrywałem, po chwili
spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Cas?
-Słucham Rich. - odparłem mechanicznie
-Gdzie śniadanie?
-Śniadanie?
-Tak śniadanie... nie zrobiłeś śniadania prawda?
-A powinienem ?
-Nooo tak
Wstałem i spojrzałem się na kuchnie, nie wdziałem od czego zacząć. Otworzyłem lodówkę
i myślałem co teraz powinienem wziąć.
-Ymmm.. i powinienem teraz wziąć....
-Mleko - podpowiedział Rich
-Ah tak mleko! .... yyyy... mleko - powiedziałem pod nosem
Rich podszedł i wyciągnął kartonowe pudełko, wziął miskę z szafki i worek z jakimś
jedzeniem. Zmieszał wszystkie trzy składniki ze sobą i zaczął jeść.
-To dziwnie wiesz? Jak można nie jeść? Ja bardzo lubię jeść
-Ja też, jadłem kiedyś hamburgery - powiedziałem
-Jadłeś hamburgery a nie wiesz jak zrobić płatki na mleku?
-A powinienem?
-Yhym - mruknął przeżuwając -możesz schować płatki i mleko?
-Jasne! - anielską mocą przeniosłem produkty na swoje miejsce
-Emmm... jeśli mamy razem mieszkać to może ograniczysz używanie mocy?
-Dlaczego?
-Jesli przyjdzie ktoś do nas w odwiedziny to może się zdziwić
-Nie mogą wiedzieć - powiedziałem półszeptem jakby ktoś nas teraz obserwował.
-No właśnie
Wstał i poszedł do miejsca gdzie znajdowała się pralka... chyba spała.
Podsunął sobie pod umywalkę krzesło i włożył coś do ust, zaczął energicznie tym
poruszać. Ja stałem w progu i patrzyłem co on robi. Chyba się zdenerwował bo zamknął
przed mną drzwi. Czekałem przed nimi aż wyjdzie, a gdy to zrobił ja wszedłem
do łazienki. Podsunąłem sobie krzesełko i wziąłem tubkę z pastą... Co dalej?
Muszę się nauczyć być człowiekiem.... wycisnąłem sobie pastę na język.

Nagle drzwi się otworzyły a Rich zaczął sie śmiać.
Spojrzałem się na niego nadal trzymając tubkę przy języku.
-Cas? Wiesz ,że to nie tak? - nadal się śmiał
Odłożyłem pastę i przełknąłem to co miałem w buzi.... bardzo dziwny smak.
-Nie nie Cas! Wypluj
-Za późno - skrzywiłem się
-Muszę cię wiele nauczyć - stwierdził
-Ja jestem starszy
-Ale ja mądrzejszy
-Od czego zaczniemy?
-Musimy ci kupić szczoteczkę i... i jedzenie.
-W tak zwanym sklepie?
-Tak
W jednej chwili przeniosłem nas do najbliższego sklepu, dopiero po chwili zrozumiałem swój
błąd, Rich tylko spiorunował mnie wzrokiem i pobiegł w głąb sklepu z koszykiem.
Powoli omijałem kolejne alejki, przyglądając się produktom i ucząc się ich nazwy i przeznaczenia,
do momentu gdy zauważyłem małą dziewczynkę, była to Sophie, sprzałem się na nią
kontem oka.... nie wiedziałem czy mogłem do niej podejść. Pomachałem z daleka i lekko
się uśmiechnąłem, nie wiadomo dlaczego zaczęła się ona śmiać, nagle podszedł ktoś do niej
i spojrzał się zaniepokojony na mnie, bez wahania przywitał się.
-Witam, jestem opiekunem Sophie.
-Witam - odpowiedziałem spięty, nie wiedziałem jak normalnie przeprowadzić konferencję-Jestem Castiel,
-Mieszkasz tu?
-Nie... to jest sklep ja mieszkam w domu w lesie.
-Heh - zaśmiał sie lekko - Długo zamierzasz tu być?
-Nie wiem, chyba tak.
-Skąd znasz Sphie?
-Rich ją poznał w lesie, a ja ich obserwowałem.
-Obserwował ich pan? Kim jest Rich?
-Tak - odparłem pewnie - Mieszkam z nim, jest chłopcem.
-Jesteś jego ojcem?
-Nie, raczej... wujkiem.
Nagle podbiegł do mnie Rich.
-Ooo cześć Sophie?! - chciał się z nią przywitać ale stanął w połowie drogi.
-Cześć Rich!
Rich mierzył wzrokiem opiekuna dziewczynki, przez chwilę panowała nie zręczna cisza.
-Dzień dobry- powiedział Rich - spojrzał sie na mnie - chcę już iść
-Nie chcesz pobawić się z nią?
-Innym razem - pociągnął mnie za rękę i przyprowadził do kasy, wyłożył zakupy i dał mi
kartę.
-87,45 - powiedziała pani za kasą
Najwidoczniej coś od mnie chciała, ale nie wiedziałem co, Rich mnie kopał w piętę ale co
to miało znaczyć? Nagle wziął od mnie kartę i pokazał jak płacić. Właśnie poznałem
kolejne niezwykłe urządzenie.
Gdy wyszliśmy ze skalpu Rich krzyknął.
-To było coś złego! Jakiś stwór! - krzyknął tak głośno ,że kasierka w kasie usłyszała
oraz wszyscy ludzie w kolejne również Sophie.
-No nie wiem - powiedziałem zastanawiając się
-Ty nie wiesz?
-Nie czułem potrzeby go sprawdzać
-Jesteś naiwny
-To źle?
-Tak!
-Przepraszam, że robię źle. - posmutniałem i opuściłem głowę w dół.
Wrócilismy do domu, tym razem Rich pozwolił na to aby nas przenieść, chyba się bał iść
przez las. Zjedliśmy obiad a Rich zniknął w lesie, pozwoliłem mu na to bo powiedział
że tak trzeba, ludzie potrzebują prywatności ale od Dean'a nauczyłem się ,że nad
dziećmi trzeba mieć stale kontrole więc gdy on spotkał się z Sophie, ja widziałem
jego oczami. Posmutniałem widząc ,że on lepiej się bawi z nią niż ze mną, czy ja jestem
mu potrzebny? Jestem do niczego. Załamałem się a aby poprawić sobie humor, czytałem
etykietki na produktach w domu, chcę być lepszym człowiekiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz