Odgłos kroków jakiegoś kopytnego zwierzęcia. Hm.. Jeleń. Szmer strumyka w oddali. Lekko naderwany liść na gałęzi u wierzchołka drzewa.
Koncentrowałem się na głupotach byle tylko nie wybuchnąć i nie przemienić się. Dreszcze to nasilały się to słabły.
W kryzysowym momencie pomyślałem o uśmiechu Belli. Prawy kącik ust zawsze unosi jej się wyżej..
Drzwi otwarły się i wyszedł on. Obrzucił mnie pogardliwym wzrokiem i uśmiechnął się kpiąco.
Teraz już musiałem wbijać paznokcie w ręce.
Gdy po chwili podeszła do mnie Kath jak przez mgłe słyszałem jej głos. Poczułem jak szarpała mnie za rękaw domagając się odpowiedzi.
Odwróciłem się powoli i spojrzałem jej w oczy.
Nagle dotarło do mnie jak wiele rzeczy się zmieniło. Jak ona się zmienila. A moze zawsze taka była? Może była 'miła' tylko dlatego że miała gdzie mieszkać? Niee co za absurd.. Jeśli chodziłoby jej tylko o to, to po co by się wyprowadzała?
Jednak fakt faktem nasze relacje z kiedyś wyglądały zupełnie inaczej. I nie wiedziałem czy kiedykolwiek wrócą do tamtego stanu.
Pokonując całe rozgoryczenie wywołałem na sile uśmiech i odparłem ze sztuczna serdecznością.
- Wszystko dobrze Kath.
- Wyglądasz.. Dosyć dziwnie.
- Wydaje ci się - mruknąłem.
- Moźe.. Wejdziesz? - spytała. Oczy już nie były załzawione. Świeciły jasnym blaskiem. A ja nie miałem watpliwości kto ten blask wywołał.
- Wiesz co moze innym razem. Muszę wracać do Belli.
Blask w jej oczach chwilowo się przyćmił.
- Ach tak.. Jak ona się czuje?
- Nabiera powoli sił - mruknąłem.
- Pozdrów ją ode mnie - uśmiechnęła sie słabo.
- Pozdrowię - obiecałem.
Zapadła dziwna cisza. Chciałem jej coś powiedzieć. Tyle słów cisnęło mi się na usta..
Ale zamiast tego mruknąłem.
- Więc ten.. Idę.
Pokiwała głową.
- To cześć - odwróciłem się.
- Pa Dominic..
Czemu do cholery czułem się jak na ostatnim pożegnaniu?!
Nie spojrzałem za siebie mimo że czułem jej wzrok na plecach.
W momencie gdy zatrzasnęły się cicho drzwi przemieniłem się w wilka.
- Słuchaj przemów do rozumu swojemu koleżce bo następnym razem nie ręczę za siebie - wysyczał Adam dopadając mnie.
- Koleżce? - uniosłem brwi zdezorientowany.
- Przez tego Huga czy jak mu tam Julia była nieprzytomna przez 3 godziny.
- Nieprzytomna? - powtórzyłem bezgłośnie.
- Tak! Więc albo przemówisz mu do rozumu albo...
- Dobra dobra! Sam mu tego nie odpuszczę.
Chłopak rozchmurzyl się lekko. Miałem już od niego odejść gdy się znów odezwał.
- Chciałbym jeszcze omówić pewna kwestie..
- Kwestie? - powtórzyłem zaintrygowany.
- Otóż.. Hm.. Wiem że Julia mieszka w domu twojej rodziny - urwał i popatrzył po Toby'm grającym z Sophie w jakaś grę na dłoniach i po mojej mamie przygladajacej się im z uśmiechem - Macie wszyscy siebie. Nie wiem jakie masz warunki ale myślę że... Że Julii byłoby lepiej u mnie - wypalił.
Widząc mój tężejący wyraz twarzy zaczął nawijać jak nakręcony.
- Mieszkam sam, mam całkiem duży dom. Zapewnię Julii staranną opiekę. Oczywiście każdy jej znajomy - popatrzył na mnie znacząco a mnie coś ukuło w środku. Znajomy? - Będzie mógł ją odwiedzać kiedy będzie chciał. Rzecz jasna oprócz tego idioty..
Przez długą chwile po prostu milczałem. W koncu jednak odezwałem się.
- Bella - zaakcentowałem wyraźnie jej imię - Nigdzie się nie będzie przeprowadzać. Moi bliscy bardzo są do niej przywiązani podobnie... podobnie jak ja - zakończyłem - My zapewnimy jej jeszcze lepszą opiekę. I oczywiście będziesz mógł ją odwiedzać.
Zacisnął usta.
- Może jednak pozwolimy jej samej zdecydować jak już poczuje się lepiej i będzie miała wyjsć ze szpitala?
- Niech ci będzie - mruknąłem choć i tak wiedziałem że nie pozwolę jej się wyprowadzić. Chyba że.. Chyba że będzie tego bardzo chciała.
Poźniej poszedłem poszukać Huga żeby się z nim rozmówić jednak Toby mnie poinformował że dawno temu opuścił szpital. Trudno. I tak go dopadnę jak stad wyjdę .
Gdy miałem wejść do Belli rozdzwonił mi się telefon. Zerknąłem na wyświetlacz. Estela.
Odrzuciłem połączenie. Postanowilem pózniej do niej oddzwonić.
Gdy wszedłem do Belli prawie zasypiała. Chciałem sie wycofać lecz gdy mnie zobaczyła ożywiła się momentalnie.
- Dominic proszę nie wdaj się w kolejna bójkę z Hugiem.. On nic nie zrobił - wypaliła na wstępie jakby czytając mi w myślach.
Zignorowałem jej nakaz i usiadłem przy niej.
- Masz pozdrowienia od Kath.
Długo ilustrowała mnie wzrokiem.
- Jak z nią?
- Nie rozmawiajmy o tym - poprosiłem i tradycyjnie złapałem ją za rękę - Powiedz mi lepiej jak ty się czujesz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz