U Dominica na urodzinach jego siostry czułam się jeszcze gorzej. Było mi duszno i gorąco. Miałam ochote uciec i biegnąć. Gdzie? Jak najdalej! Nogi aż mnie paliły na myśl o bieganiu. Ale nie mogłam. Bałam się no to w jakim byłam stanie mnie przerażało. Moje rant po tym incydencie z psem znikły. Nie zostały nawet blizny. Oprócz jednej. Na ramieniu gdzie była rana po ugryzieniu pojawiła się dziwna blizna. Niczym znamie.
Jakoś dotrwałam do prawie 21. Jednak kiedy Dominic wyleciał wściekły za to że ich ojciec wystawił małą wykorzystałam zamieszanie.
-Ja już muszę iść ale było na prawde miło. Jeszcze taz najlepszego.-powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
-Zostań jeszcze Balla.-powiedział dziadek.
-Na prawde musze iść.
-No dobrze ale mamy badzieje że jeszcze nas odwiedzisz.
-Podwieźć Cię?-zapytał jeden z kumpli Dominica, chyba Hugo.
-Przejdę się, dziękuje.
-Do motelu jest parnaście kilometrów. Przyjechałrm motorem. To bie problem a nie puszczę cię samej więc nie masz wyjścia.
No, doprawdy nie miałam wyjścia a nie chcąc się sprzeczać poddałam się i pozwoliłam odwieźć do motelu.
Usiadłam za nim i ruszyliśmy. Na początku nie wiedziałam co zrobić z rękami aż w końcu delikatnie objęłam go w pasie. Czułam jak jego mięśnie się napinają i mogę przysięgnąć że się uśmiechnął.
Pod motelem zsiadłam z pojazdu i stanęłam obok.
-Dziękuje.-powiedziałam i już miałam odchodzić kiedy złapał mnie za ręke.
-Źle się czujesz?
-Jestem zmęczona.
-Jak będziesz potrzebowała pomocy..
-Dobrze dziękuje ale na prawde czuję się dobrze.
-Nie widać tego.
Uśmiechnęłam się aby upewnić go do tego co mówię choć kłamałam.
-Nic mi nie jest jestem na prawdę tulko zmęczona.
-No niech ci będzie ale w razie czego służę pomocą
-Dobrze dziękuje.
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia-odparłam i odeszłam czując że nie zasnę za szybko.
Nadal czułam tę dziwną ochotę aby biegać.
****
Noc była trudna. Przewracałam się z boku na bok aż wreszcie poddałam się temu uczuciu. Ubrałam się i wyskoczyłam przez okno. Zaczęłam biec. Najpierw truchtem lecz to nie spełniało mojej ochoty na bieganie więc przyśpieszyłam i teraz o dziwo biegłam bardzo szybko.
Była zaledwie 2 w nocy kiedy biegłam sprintem przez ulicę miasta.
Coraz szybciej. Czułam jak bogi mnie palą. Moje ciało chciało więcej. I więcej. Mijałam przecznice w zaskakująco szybkim czasie. Nigdy.. Nigdy tak szybko nie biegłam. Nie odczuwałam nawet zmęczenia. Skręciłam w prawo i zaczęłam biec drogą prowadzącom w stronę lasu.
Było ciemno ale ja widziałam zaskakująco dobrze. Księżyc dodatkowo oświetlał mi drogę.
Nie zamierzałam się zatrzymywać dopóki nie dobiegłam do ławeczki przy urwisku. Zatrzymałam się i usiadłam.
Pod urwiskiem znajdowało się wielkie jezioro. Nad nim było widać wspaniały księżyc. Można było zakochać się w tym widoku.
Nagle wszystkie dotychczasowe zmartwienia znikły a ja rozkoszowałam się wspaniałym widokiem i chłodnym wiatrem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz