wtorek, 16 sierpnia 2016

Od Dominica

 Wszyscy zaskakująco szybko przywykli do faktu, że Sarah pojawiła się z dnia na dzień. Często mnie irytowała, ale bywały momenty gdy przypominała mi moją małą siostrzyczkę z dzieciństwa.
- Mi się i tak nie podoba - mruknęła Bella w południe, parę dni po tym jak pojawiła się Sarah.
- Sprawia troszkę wrażenie zimnej suki - zgodziłem się - Ale w głębi duszy jest naprawdę w porządku. Dużo przeszła..
- Troszkę - parsknęła - Jak zmierzy kogoś spojrzeniem..
- Czyżby nieustraszona Isabella Quin przestraszyła się wampirzycy? - spytałem rozbawiony.
- Taak... To musi być to - pokiwała głową.

Parsknąłem śmiechem. Przysunąłem się do niej bliżej i musnąłem nosem jej włosy, wdychając woń szamponu. Chyba jakieś truskawki czy coś.
- Ładny szampon - parsknąłem.
- Też się ciesze że ci się podoba - odparła ironicznie.
Roześmiałem się.
- Chodźmy dziś gdzieś. Trzeba to jakoś uczcić, że wypuścili cię ze szpitala.
- Wczesny jesteś - parsknęła, ale zgodziła się.
- Wartę obejmuję dopiero o 6 - wzdrygnąłem się. Najgorsza pora dnia - Więc możemy poszaleć.
- Niestety nie 'poszalejemy'. Ja muszę iść o 1.
- Pogadam z Mattem - uciąłem krótko, a ona przewróciła oczami.
- No to na co masz ochotę? - spytałem parę godzin później, otwierając jej drzwi od strony pasażera, żeby wsiadła.
- No widzę, że kulturka pełna - mruknęła.
- Raczej troska o twoje zdrowie, kaleko - odparłem i natychmiast przypomniałem sobie jak Kath tak do mnie mówiła. Widziałem ją przedwczoraj, a od tego czasu nic. Zastanawiałem się czy już wyjechali, bo Will też przestał brać warty, a chłopaki tak samo jak ja nie widzieli go nigdzie.
Zasiadłem za kierownicą.
- No i jak w końcu? Co księżniczka wybrała?
- Klub, alkohol, kręgle i zabawa do białego rana.
Parsknąłem śmiechem.
- Akurat pozwolę ci na alkohol - mruknąłem i dodałem gazu.
- A  niby to czemu nie?! - zaperzyła się - Mieliśmy świętować!
- Ty najwyżej dostaniesz soczek z rurką - odparłem rozbawiony.
Mignęła mi scena jak wyprowadzałem Kath z klubu. Zacisnąłem zęby i skręciłem gwałtownie.
- Wowo spokojnie. Chyba nie chcesz żebym znów trafiła na ostry dyżur?
- Myślę, że pan doktor byłby zachwycony - odparłem już spokojniejszy.
Roześmiała się dźwięcznie. Zaczęła gderać przy radiu i puściła jakieś romansidło. Skrzywiłem się i zacząłem skakać po stacjach. Po chwili samochód wypełniły ostre dźwięki rapu. Tym razem to Bella się skrzywiła.
- To Eminem?
- Widzę, ze zaznajomiona w każdym repertuarze - odparłem.
- Od kiedy słuchasz rapu?
Wzruszyłem ramionami.
- Jakoś tak mi się przyjęło... - przed oczami mignął mi Jose, nawijający szybko do refrenu.
Gdy dojechaliśmy, przeprowadziłem Bellę obok znanego mi z widzenia ochroniarza. Był człowiekiem, ale miał jakąś dziwną domieszkę. Patrząc na niego przypominałem sobie słowa Sary. Zakłady pracy... Wojna.. Nie chciałem o tym na razie myśleć. Może to, że te wszystkie wydarzenia działy się na drugim kontynencie za oceanem, sprawiały że tak lekceważąco do tego podchodziłem?  Sarah przez parę dni milczała. Chyba ślepo wierzyłem w to że jakimś cudem sytuacja się uspokoiła. Ale instynkt podpowiadał mi, że najgorsze miało się dopiero zacząć.
- Coś się stało? - spytała Bella przypatrując się mojej minie.
Pokręciłem miną.
- Nie nie. Chodź zagramy trochę.
Pozwoliłem Belli na dwa drinki, ale ta miała najwyraźniej słabą głowę, bo gdy jakimś cudem strąciła dwa kręgle (wcześniej nie trafiała w nic) zaczęła tańczyć ze szczęścia.

Wybuchnąłem śmiechem.
- Teraz prawdziwy mistrz pokaże na co go stać - przekrzyczałem muzyce zwracając się do niej.
Poczułem na sobie czyjeś spojrzenie. Zerknąłem w bok. Dziewczyna siedząca przy barze od dłuższej chwili mi się przypatrywała.  Uśmiechnąłem się pod nosem.
Ktoś mnie trzepnął w ramię. Odwróciłem się zaskoczony.
- Hej! - krzyknęła już kompletnie wstawiona Bella - Widziałam ten wzrok!
Parsknąłem śmiechem.
- Czyżby zazdrosna? - przyciągnąłem ją lekko do siebie.
- Zazdrosna? - prychnęła - Niee... Ja po prostu nie chcę, żebyś no.. ten.. - zaczęła się jąkać.
- Żeby co? - spytałem ze śmiechem.
- Źle jej z oczu patrzy oj źle! - odparła ledwo stojąc na nogach i pokręciła palcem.
Znów się roześmiałem. Odłożyłem kulę.
- No dziś już mistrz nie wkroczy do akcji. Czas cię zabrać do domu.
- Już? Ale czemuu... - odparła zawiedziona.
Była tak niebezpiecznie blisko mnie. Zapach jej perfum mieszał mi w głowie. Gdy tak na mnie patrzyła, pochyliłem się lekko i musnąłem ją ustami w kącik ust, a moje zmysły kompletnie zwariowały. Gorąca fala ognia rozlewała mi się po żyłach. W ostatniej chwili zdążyłem się opanować i odsunąłem się od niego.
- A co to miało być? - zmrużyła oczy - Oj niegrzeczny chłopczyk.
Parsknąłem śmiechem.
- Choć, zbieramy się mała.
W domu położyłem ją do łóżka. Zasnęła od razu. Sam przespałem się ledwie trzy godziny, bo musiałem iść na warte. Zwlokłem się niechętnie z łóżka i ruszyłem w kierunku lasu.
Na warcie nudno jak zwykle o tej porze. Flynn równie nieprzytomny, wspominał gorące momenty z minionego wieczoru spędzonego z Verą, więc nie był zbyt rozmowny. Za to ja mogłem poddać się swoim myślą bez przeszkód.
Przed 12 gdy z ulgą miałem schodzić, Flynn rzucił niespodziewanie.
Wiesz, że Donato ma wrócić dziś wieczorem?
To świetnie!, odparłem szczerze ucieszony i ruszyłem do domu.
Na schodach zastałem swoją siostrę. Siedziała jakaś zmartwiona. Usłyszałem z zewnątrz domu, miarowy oddech Belli. Nie zdziwiłem się, że jeszcze spała.
- Co się stało? Mały połów w mieście?
- Bardzo zabawne - burknęła - Już ci tłumaczyłam. Pije wyłącznie z kryminalistów.
- Okej, niech ci będzie - odparłem i ruszyłem do kuchni wyciągnąć jakieś piwko z lodówki - A więc o co chodzi? - zawołałem, choć to nie było konieczne. Miała doskonały słuch.
- Wspominałam ci, że kogoś szukam - mruknęła.
- Tak, wiem. Chcesz go zwerbować. Kto to w ogóle jest? - wróciłem z powrotem do niej i upiłem duży łyk.
- To dziewczyna - poprawiła mnie - Bardzo przydatna. Musze z nią porozmawiać. Jeśli się zgodzi - a musi się zgodzić - odwiozę ją jak najszybciej to możliwe do ośrodka. O ile mnie wcześniej nie złapią - mruknęła wbijając wzrok w buty.
- Nie gadaj głupot, nikt cię nie złapie - mruknąłem A jak się nazywa? - spytałem z czystej uprzejmości.
- Julia Ferrars.
Zakrztusiłem się piwem, a ona ignorując mnie mówiła dalej.
- Problem w tym, że kompletnie nigdzie jej nie ma. Nikt jej nie zna. A dostałam informację, że jest w tych rejonach - powtórzyła uparcie - Muszę ją odszukać, bo mój 'szef' będzie niezbyt zadowolony.
- W tej okolicy nie ma żadnej Julii Ferrars, coś ci się musiało pomylić - wysyczałem.
Nawiedziła mnie wizja Belli, w jakimś ośrodku szkoleniowym, wystawiona później na bitwę... Nie, nie tylko nie to.
- Jezu o ci chodzi? - wstała zirytowana - Nie spinaj się tak. Nie rozumiesz jakie to ważne, by werbować nowych ludzi? Oni nas zniszczą, jeśli nie stawimy oporu. Nie dam się zamknąć - zadrżała lekko.
Nie odpowiedziałem. Sarah wymamrotała coś pod nosem i zaczęła schodzić na dół.
- A, zapomniałabym - odwróciła się i znalazła się przy mnie z prędkością wampira. Wyrwała mi puszkę i upiła spory łyk oblizując usta - Dziękuje. Pyszne - uśmiechnęła się szeroko i zniknęła, zostawiając po sobie lekki powiew.
Wampirzyca i piwo?! Ona naprawdę była kopnięta.
Wróciłem do domu, przypatrując się jak Bella śpi. Nie mogłem pozwolić by Sarah ją odnalazła. Bella pewnie bez wahania by się zgodziła. A nie mogłem jeszcze jej stracić.. Nie mogłem..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz