Nie spałam, nie jadłam ani nie wykonywałam ich rozkazów. Chcieli ode mnie wyciągnąć gdzie jest mój tata... nie mogłam tego powiedzieć. Broniłam swojej rodziny za wszelką cenę a oni rozkręcali się coraz bardziej. Nie mieli dla mnie litości, gdy się im stawiałam nie mieli przeszkód by mnie chociażby uderzyć.
-Zostaw ją. Ojczulek zaraz tu będzie. - zakomunikował facet idący korytarzem do zrujnowanego pokoju w którym byłam.
Stanął przede mną szeroko się uśmiechając, a ja cofnęłam się czołgając w stronę ściany.
-Twój ojciec zrobi wszystko, by cię uratować - parsknął. - co oznacza, że odda nam tyle broni ile będziemy chcieli.
Chciał mnie pogładzić po policzku, ale ja tylko się odsunęłam ile jeszcze byłam w stanie. Wstał, patrząc na mnie w dalszym ciągu.
-Może wcale cię nie oddamy? - westchnął, a ja odprowadziłam go wzrokiem gdy wychodził.
Dopiero gdy weszli do zniszczonego pokoju zaczęłam się wyrywać i opierać się. Gdy jeden z nich chciał mnie uderzyć, jednak ich przywódca kazał mu tego nie robić.
-Ma być w miarę dobrym stanie. - warknął. - Jeśli ją tkniemy to jej ojciec poruszy niebo i ziemię, żeby się na nas zemścić, pomyśl. Kretyn. - warknął.
-Czeka już. - kiwnął go przywódcy.
Pociągnęli mnie w stronę ojca. Gdy go zobaczyłam miałam ochotę na niego nawrzeszczeć, co się do diaska dzieje i dlaczego oni mnie chcą porywać, o jakie bronie chodzi i co jest grane.
-Witaj, Robercie. - kiwnął mojemu ojcu przywódca bandy.
-Oddaj ją. - mruknął spokojnie tata.
-Najpierw broń, potem córeczka.
Ojciec wyjął telefon i zadzwonił gdzieś.
-Ten sam ładunek co zawsze, do siedziby. Bez gadania. Poniosę koszty, spokojnie, nie martw się. Jasne? Nie pytaj, po prostu zrób co każę.
Nie spuszczał mnie ze wzroku.
Rozłączył się i patrzył na mnie i trzech facetów stojących po mojej lewej i prawe stronie. Trzymali mnie za ramiona mocno, bym nie uciekła ani nie próbowała sztuczek.
-Teraz byłoby miło, gdybyście oddali mi córkę. - uśmiechnął się ironicznie ojciec.
Nie znałam go nigdy od takiej strony. Był stanowczy, twardy i nawet u mnie wzbudzał lekki strach i obawę. Zauważyłam, że tata położył dłoń na broni którą miał z prawej strony pasa, spięłam się.
-Wolałbym, żeby ona jednak jeszcze z nami została. - uśmiechnął się znacząco przywódca.
Ojciec widocznie się zdenerwował, szybkim ruchem wyjął pistolet i zastrzelił jednego gościa który stał obok mnie. Zakryłam usta zaskoczona, a przywódca spojrzał na mojego ojca zażenowany.
-I po co to było, Robercie? Osoba za osobę. - wyciągnął broń i strzelił do mojego ojca. - Zabierzcie ją stąd, ja zatrzymam ojczulka.
-Tylko go nie zabij! - krzyknął spanikowany, młodszy chłopak obok mnie.
Wiedziałam, że ojciec sobie poradzi jednak nie byłam pewna, czy ja sobie dam jakoś radę. Chłopak zamknął mnie w jakimś pokoju a ja próbowałam sie wydostać. Byli kompletnie nie zorganizowani, powstało zamieszanie które miałam zamiar wykorzystać.Gdy zrobiłam dziurę w drzwiach wyjrzałam przez nią, tam stał wielki rottweiler... który na mój widok... zaczął się powoli zmieniać.
Zaszokowana, ukryłam się w głębi pokoju.
CO TO JEST DO CHOLERY!?
Byłam tak zaszokowana, że nie bardzo mogłam nad sobą zapanować. Upadłam na podłogę, gdy słyszałam jak dobija się to bydle do mnie, szukałam czegokolwiek do obrony, jednak podświadomie wiedziałam, że nie zabiję tego czegoś zwykłą dechą leżącą w rogu pomieszczenia. Siedziałam skulona pod ścianą czekając aż pies dobije się do środka i mnie po prostu rozszarpie, zaczęłam płakać, w głowie miałam tylko myśl, że gdyby ojciec nie wpakował się w to wszystko nie byłabym tu i wciąż byłabym normalną dziewczyną kujonką żyjącą pod kluczem. Teraz dostrzegałam uroki życia według wyznaczonych reguł i zasad przez rodziców.
Nagle szczekanie i warczenie ustało, do środka wszedł jeden z nich. Byłam w szoku by cokolwiek zrobić czy się nawet sprzeciwić. Zaczął mnie podnosić.
Gdy ledwo mogłam ustać na nogach do środka wszedł kolejny, lekko ranny.
-Gdzie jest Viktor? - warknął ten który mnie podniósł.
-Collins go zabił i zwiał... - wycedził.
-Kurwa. - warknął. - Zabieramy ją... jej ojciec pewnie niedługo zacznie nas znów szukać.
Straciłam przytomność z wyczerpania. Znów mnie gdzieś wywozili... Czemu!? Przecież dostali to, czego chcieli!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz