Szczerze powiedziawszy okropnie się ucieszyłem, że wyjeżdżamy. Może Sarah odpuści sobie rozglądanie się za Julią i wszystko będzie w porządku? Zresztą jak mogło być w porzadku jeśli w koncu napłynie do nas fala niezrównoważonych psychicznie łowców.
- ... i odpuść sobie z imprezowaniem - pouczyłem Sarah - Toby będzie mi donosił jeśli znowu wpuścisz tu jakiegoś chłopaka.
Prychnęła.
- Wyobraź sobie że już mam jednego ojca. Nie musisz się bawić w drugiego. A nikt oprócz ciebie nie ma problemu że pozwoliłam przespać mu się na kanapie.
Też bym nie miał problemu gdybym nie słyszał jego myśli i nie widział jak się na nią gapi. Mógł się bronić że nigdy by mu się nie spodobała wampirzyca, że moja siostra jest nietykalna, ale ja i tak wiedziałem swoje. A taki zawsze był spokojny... No cóż cicha woda brzegi rwie.
Wszyscy zebrali się by nas pożegnać. Właśnie wynosiłem z domu torbę Belli. Dla mnie nie była ciężka ale odczułem jej ciężar i pewnie gdybym był zwykłym śmiertelnikiem jej waga dała by mi się nieźle odczuć.
- Coś ty tam spakowała? Kamienie? Jedziemy na parę dni tylko - mruknąłem rozbawiony wsadzając ja do bagażnika. Bella siedziała w przodzie od strony pasażera i wychyliła się by mnie obrzucić znaczącym spojrzeniem.
- Muszę być przygotowana na wszystko - odparła wymijająco.
Roześmiałem się i oparłem się o samochód.
- Tylko uważaj na nią tam - burknął Toby z werandy.
- Nie spuszczę jej ani na minutę z oka - mrugnąłemdo niej a ona lekko się zarumieniła. Nie uszło to uwadze Flynna bo dodał złośliwie.
- I bądźcie tam g r z e c z n i.
Chłopacy parsknęli śmiechem, Toby uśmiechnął się lekko pod nosem, a moja siostra udała że rzyga. Przewróciłem oczami. Bella teraz przypominała płonącą piwonie.
Zobaczyłem jak Alberto przypatruje się nogą mojej siostry i spiprunowałem go wzrokiem. Speszył się lekko i chrząknął.
- No to powodzenia tam! - powiedział z przesadzonym entuzjazmem.
- Ledwo wróciłem a wy wyjeżdżacie - odparł markotnie Donato - Ale nie będzie mi się tu nudzić.. - zerknął na Sarę.
- Ej, ty chyba mężaty jestes - syknąłem.
Roześmiał się. Każdy juz chyba zauważył jaki jestem drażliwy na punkcie podrywania mojej siostry.
Sophie rzuciła mi się w ramiona.
- Tylko wracajcie szybko - poprosiła i podbiegła jeszcze do Belli.
- No właśnie - zagrzmiał Matt.
Przewróciłem oczami. On zawsze tylko o tych wartach.
Hugo stał z samego boku smutny. Żal mi go było wiec podszedłem do niego i uścisnąłem mu dłoń.
- Do zobaczenia stary.
Spojrzał na mnie zaskoczony ale usmiechnal się lekko. Gdy po chwili podszedł do Belli i ją lekko objął moje współczucie w ekspresowym tempie zmalało ale starałem sie tego nie okazywać udzielając dalszych porad Sarze.
- Dobra skończ juz - burknęła zła że ją pouczam.
- Nic się nie martw Dominic! - zawołał Flynn - My się nią tu dobrze zaopiekujemy.
Spojrzałem na niego ponuro a wszyscy wybuchli śmiechem. Podeszła do mnie mama.
- Bawcie sie dobrze - szepnęła nadal oszczędzając gardło i objęła ramieniem Sarah - Ja tu na wszystko bede mieć oko.
Nie wiem czy można bylo sie dobrze bawić na pogrzebie rodziców ale miałem nadzieje ze pózniej ja troche rozerwe.
Wycałowani i wyprzytulani w koncu zaczęliśmy odjeżdżać. Pogrozilem jeszcze Sarze przez okno palcem. Zrobiła niewinna minę ale po paru metrach usłyszałem jeszcze jej entuzjastyczny krzyk.
- To co?! Wieczór w Gloves?!
Westchnalem pod nosem sfrustrowany a Bella parsknęla śmiechem.
- Nie martw sie jest dorosła poradzi sobie.
- Mam nadzieje - mruknąłem pod nosem i skręciłem w autostradę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz