czwartek, 4 sierpnia 2016

Od Kath

  Elijah pragnął mnie od kiedy tylko pamiętam. Chciał mnie tylko i wyłącznie dla siebie, wraz z Klausem toczyli o mnie walkę, znienawidzili się przez parę wieków, potem się pogodzili gdy odeszłam. Jednak Elijah był dla mnie ważny... nie wiem, czy umiałabym go kochać. Miałam do niego słabość... bo przez kilka lat troszczył się o mnie. Był moim przyjacielem.
  Wpatrywałam się w jego ludzkie oczy, po chwili pocałował mnie delikatnie nie mogąc się opanować. Dla mnie mógłby włączyć znów człowieczeństwo... dla mnie zrobiłby wszystko. Wiedziałam to. Czułam takie rzeczy, często je wykorzystywałam.
    Nie kochałam go. Nie mogłam pozwolić, by znów zaryzykować i bawić się uczuciami Elijah, musiał mi zaufać ponownie.
  Oderwałam się od niego i spojrzałam w oczy, zupełnie zaskoczona.
-Nie może tak być. - usiadłam na ławce obok. - Chcę żyć wolna, ale bez miłości. Ona mnie niszczy.
-Przestań...
-Nie! To ty przestań. Całe wieki ganialiście za mną jak popieprzeni, nie daliście mi żyć jak człowiek gdy było mi dobrze tam, z wilkami!
-Dominic nie jest dla ciebie. Widział twoje prawdziwe oblicze.
-Teraz mnie nienawidzi.
  Jak już wspomniałam... do Dominica mam słabość. Jest dobrym człowiekiem, a ja nie. Jednak... ma dobre serce. I to sprawia, że mimo, że nie umiem kochać... tęsknię za nim. I to, że mogłabym go skrzywdzić boli jeszcze bardziej.
-Nie zasługuję by być kochana. - odparłam zapłakana.
  Mimo wyłączonego człowieczeństwa na temat o Dominicu byłam w stanie z zimnej suki stać się ludzka...
-Zasługujesz... tylko czemu on?
-Ja go nie kocham... ja... po prostu chcę czuć zawód miłosny, chcę być romantyczką, chcę być taka jak prawdziwa dziewczyna... nawet zapomniałam jak to jest gdy się kogoś kocha...
-Musisz zacząć żyć. Pomogę ci.
-Nie. Musicie dać mi spokój... tylko tak mogę zacząć od nowa... pozwólcie mi odejść...
-Nie możemy. - odparł zrezygnowany.
-Proszę. Pozwól mi odejść.
-Kocham cię, Katherine.
-Ale ja ciebie nie, i nie chcę cię ranić... nie chcę.
  Elijah zrozumiał, że wcale nie wyłączył mi człowieczeństwa, przestawił tylko parę rzeczy tak, bym mu uległa, jednak to nie trwało długo.
-Dość tej farsy, która trwała tyle lat za naszych czasów. Pozwól mi odejść...
  Pociągnął mnie za rękę, pogładził po policzku i chciał mnie znów pocałować, jednak tylko starał się mnie puścić wolno. Odłączyć się ode mnie, zostawić w spokoju przeszłość.
-Dziękuję. - szepnęłam ze łzami w oczach.
  Nie mogłam wrócić do Dominica, nie mam po co. Więc udałam się do miasta, do Stefana. Gdy przemoczona przez deszcz stanęłam w drzwiach Stefana padłam mu w ramiona. Przytulił mnie do siebie a ja zapłakana zwierzałam mu się, z tego, że zabiłam człowieka i Elijah dał mi spokój i nowe życie.
  Stef położył mnie na kanapie i przykrył kocem, Jeremy mieszkał w swoim mieszkaniu, jemu rownież dam żyć jak na to zasługuje.
-Wróciłaś? - spytał z niedowierzaniem Stefan.
  Spojrzałam na niego.
 -Tak.

 
       Londyn      1620r. 

  Stefan kochał mnie jak nikt inny nie kochał. Umiał mnie zrozumieć, był niesamowity. Jednak wykorzystywałam go na każdym kroku, jego miłość służyła mi do poruszaniem Stefanem jak marionetką. Trwało to parę lat, miałam szansę na stworzenie sobie prawdziwego niewolnika na posyłki. 
  Moje serce jakby nie istniało. Czułam, jakbym naprawdę była martwa. Już wtedy, przed moją śmiercią czułam się obserwowana przez Klausa. Wysłałam Stefana na jako przynętę, złapali go, potem Damona a ja mogłam uciec. Wykorzystywałam ludzi jak chciałam, robiłam z nimi co mi się podobało. Jednak... nie wypełniało to pustki po Stefanie. 
  Mimo tego, że go wydałam Klausowi pragnął bym go pokochała. Robił wszystko bym włączyła człowieczeństwo. Zjawiłam się w lochach by odwiedzić Stefana. Damon szarpał kraty gdy mnie ujrzał, chciał mnie zabić, przeklinał mnie. 
  Podeszłam do krat Stefana, wziął moją twarz w dłonie i spytał, czy kiedyś wrócę by go pokochać. 
-Wrócisz?
-Tak. - odparłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz