czwartek, 4 sierpnia 2016

Od Emilie


  Deana nie było już dłuższy czas, a mały rósł jak na drożdżach. Przez ten czas dorósł do świadomości, że jego ojciec nie ma zamiaru wracać, choć starałam się wpajać mu dobre rzeczy o nim, to Rich nie chciał o nich słuchać. Udało mi się schować w nim moce które coraz bardziej przysparzały nam problemów, w tym samemu Richowi.
  Mały miał świadomość również o tym, że ma te wszystkie umiejętności po swoim ojcu, których za to nienawidził. Nie chciał nawet słuchać o Deanie...
  Gdy ze szkoły dostałam telefon od dyrektorki, że znów wdał się w bójkę z Davidem,Stevenem i Tomy'm... wsiadłam do samochodu ze świeckim spokojem, jednak po kilku minutach jazdy byłam na tyle wściekła, że przeklinałam na każdego, upośledzonego wręcz kierowcę który jechał stanowczo za wolno. Gdy wpadłam do szkoły prawie nie złapałam obcasa.
-Znów to samo? - spytałam zrezygnowana.
 Dyrektorka kiwnęła głową.
-Nie lubią się od przedszkola... jednak nawet przepisanie syna do innej klasy nie poskutkowało.
-Naprawdę się staram... mu wpoić, że to nie tak się załatwia problemy...
  Cały Dean... Jest zupełnie jak on, i Rich nie chce nawet o nim posłuchać.
  Otworzyły się drzwi od higienistki, Rich wyszedł od niej z zakrwawionym nosem i podbitym okiem. Miałam świadomość, że zanim dotrzemy do domu uda mi się wyleczyć rany. Patrzył na mnie zły, jednak wiedziałam, że był dumny z tego, że ich ''sprał''. Wiele razy tak mówił i powtarzał, nie wiem skąd w nim ta nienawiść do tych chłopaków z którym od przedszkola wojuje.
-Będę próbować z nim rozmawiać. Postaram się zrobić co w mojej mocy. - zapewniłam, jednak ja i pani dyrektor wiedziałyśmy, że to nic nie da.
  Wsiadłam do samochodu wściekła, Rich usiadł z tyłu. Odwróciłam się do niego i wyleczyłam krwawiący nadal nos, ale podbite oko pozostawiło ślad.
-Mamo, przecież wiesz, że...
  Włączyłam głośną muzykę w radiu i zignorowałam go. Westchnął zły, spojrzał się na mnie w lusterku ale nic więcej nie powiedział.
  Szliśmy do klatki schodowej w ciszy, starałam się nie wybuchnąć. Weszliśmy na czwarte piętro, nerwowo szukałam kluczy które podał mi Rich. Wzięłam od niego i otworzyłam drzwi mieszkania. Weszłam do przestronnego przedpokoju i walnęłam torbę na ziemię, odwiesiłam czarny płaszcz. Rich nawet nie zdjął butów, pognał do siebie na drugie piętro.
-Dokąd to? - krzyknęłam zanim zdążył wejść na górę. - Do kuchni.
-Odniosę plecak. - warknął i po chwili przyszedł do kuchni.
  Siedziałam na blacie czekając aż coś powie, jednak milczał.
-No co? - mruknął pod nosem.
-Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęłam. - To już trzeci raz w tym tygodniu!
-Czwarty... - poprawił mnie.
-Świetnie! Na dodatek nie czujesz skruchy?!
-Mamo, oni sami się prosili!
-Nie musisz tego załatwiać pięściami!
-Ale David sam z tymi pół mózgami zaczął! Pchnął mnie na ścianę i zaczęli dokuczać, nie mogłem...
-Gówno mnie to obchodzi Rich! Jesteś taki jak twój ojciec! Identyczny!
  Krzyczałam tak głośno, że lokatorzy bloku na pewno mnie słyszeli. To nie pierwszy raz.
-Nie masz prawa mówić, że jestem do niego podobny!
-Ale taka jest prawda, Rich! Jesteście tacy sami! Wybuchowi i nie do wytrzymania momentami!
-Myślisz, że jestem taki sam jak ten facet? - spytał zirytowany.
-To nie obcy facet, to twój ojciec.
-Dla mnie nie jest ojcem, jest obcym facetem który nas zostawił.
-Był dobrym ojcem...
-Nie interesuje mnie to, mamo! Mam go gdzieś! Czemu mnie do niego porównujesz?! Czym sobie zasłużyłem?! David sam się prosił...!
-Dostałeś naganę dyrektora! - westchnęłam załamana.
-No i co z tego? David dostał za swoje...
-Ale na ciebie było trzech, Rich!
-Mówię ci, że sami się prosili!
-To nie jest usprawiedliwienie!
-Poza tym... nieźle mu przywaliłem... - mruknął pod nosem żartobliwie.
  Wściekłam się nie na żarty.
-Do pokoju, Rich.
-Ale...!
-Do pokoju powiedziałam!
  Wściekły pobiegł na górę a ja schowałam twarz w dłonie i zastanawiałam się gdzie popełniłam błąd. Jak ja go wychowałam? Ma wybuchowy temperament po ojcu i trochę po mnie... jest naszą mieszanką i to mnie martwi coraz bardziej. Może i moce udało mi się zamknąć pod kluczem jednak jest i będzie skory do bójek, musiałam wymyślić coś, co go jakoś uspokoi...

  Weszłam do pokoju Richa cicho pukając. Siedział pod kocem na swoim łóżku pod kocem, gapiąc się na jakiś film detektywistyczny. Usiadłam obok niego po turecku, nawet nie zwracał na mnie uwagi. Patrzyłam się na niego, w końcu spojrzał na mnie, prosto w oczy i bez żadnego wyrazu spytał, czego chcę.
-Zgoda? - spytałam.
  Zamyślił się.
-Ten jeden ostatni raz ci wybaczę. Ostatni raz. - pokazał palcem.
Przytuliłam go i poczochrałam mu jego bujne blond włosy. Przytulił się do mnie i westchnął ciężko.
-Naprawdę im się należało...
-Nie mówmy o tym... musisz się opanować następnym razem.
-Ale nie pozwolę na to, by mnie sprali jak cieniasa. - odparł.
-Nie jesteś cieniasem. - uśmiechnęłam się a on spojrzał na mnie.
-Nawet jak na mnie krzyczysz to jesteś spoko mamą.
-Tak? - spytałam rozbawiona.
-No. Pozwalasz mi jeść chipsy, a moi kumple mają zakaz od swoich rodziców. No i jesteś dla mnie jak kumpela i mama w jednym.
-Ale jesteś szczęściarzem, co? - pocałowałam go w głowę a on się odsunął.
-Ale bez przesady.
-Nikt nie patrzy to chyba mogę? - zaśmiałam się.
-Ten jeden jedyny raz.

  Gdy do Richa przyszło dwóch kumpli i opowiadał im podniecony o tym, co stało się dzisiaj w szkole ja siedziałam na dole. Do środka wszedł Sam.
-Hej. - uśmiechnęłam się pijąc whiskey.
-Coś się stało? - spytał zdziwiony podchodząc do mnie.
-Kłótnia z Richem... znowu.
-Co takiego zrobił?
-Sprał po raz czwarty kumpla z przedszkola. Stara znajomość. Było ich trzech i nieco pobili Richa ale dał radę jakoś wybrnąć... nie ważne. Dostał naganę dyrektora. - spojrzałam w dłonie.
-Nie przypomina ci kogoś tym temperamentem? - zaśmiał się siadając obok.
-Deana... wiem. Jednak nadal nie chce go znać.
-Nie ma się co dziwić... Nie odzywał się do was.
-Może powinieneś go w końcu odnaleźć?
  Westchnął.
-Jutro jadę do Clearwater, tam mam pierwszy trop na brata. Czy... powiedzieć mu o was...? O tym, że jego syn go nie chce znać...?
-Nie. Gdy będzie chciał wrócić... sam się przekona, że syn go nienawidzi.
-Chciałaś wytłumaczyć Richowi... to wszystko?
-Chciałam, ale nie chce słuchać. Wpada w gniew gdy o nim słyszy. Nie chcę go ranić. Po prostu nic mu nie mów, tylko powiedz, że mieszkasz z nami i może zobaczyć syna jeśli chce.
-Nie stęskniłaś się za Deanem? - spytał zaskoczony.
-Nauczyłam się żyć tylko dla syna odkąd on odszedł. Zależy mi na szczęściu Richa, to oni powinni odnawiać kontakt.
-Nie dziwię się Richowi ani Tobie, że takie macie podejście... w końcu nie ma go szmat czasu... - westchnął. - W razie czego będę pod telefonem. - uśmiechnął się.
-Dziękuję Ci. - westchnęłam. - Od tak dawna mogę na ciebie liczyć... Rich cię bardzo lubi.
-Wiem. - błysnął zębami.
-Dziękuję jeszcze raz. - spuściłam wzrok i przytuliłam go. - Nie wiem jak bym pogodziła pracę i wychowanie Richa...
  Na dół zbiegł mój syn, odsunęłam się od Sama i obserwowałam Richa. Sięgał z pułki chipsy, podszedł do Sama i poprosił go o pomoc.
-A mnie nie poprosisz zdrajco? - zaśmiałam się.
-Jesteś za niska, mamo. - odparł wzruszając ramionami.
  Sam się roześmiał i podał chipsy Richowi.
-Proszę bardzo młody.
-Dzięki. - przybili piątkę i mały pobiegł na górę do kolegów.
-Jestem za niska? - spytałam udając załamaną.
  Sam roześmiany podszedł do mnie i położył dłoń na ramieniu.
-Sięgasz do ucha, więc tak. - zaśmiał się a ja rzuciłam w niego poduszką.
-Och ty!
  Sam odrzucił mi poduszkę.
  Od jutra musiałam wziąć wolne w pracy... skoro Sam wyjeżdża.
-Może wynajmiesz opiekunkę?
-Myślałam nad tym ale Rich każdą opiekunkę zniechęca do siebie po pierwszej godzinie.
-Chyba przepada tylko za mną. - zaśmiał się Sam.
-Przyzwyczaiłeś go do siebie... gdy zaczął być na tyle świadomy pytał, czy jesteś jego ojcem kilka dni z rzędu. - zaśmiałam się.
-Wyglądam jak jego ojciec? - parsknął. - Nie obrażaj mnie.
-Teraz Rich przypomina Deana tylko z charakteru... z wyglądu... - westchnęłam. - bardziej mnie.
-Jeśli będzie chciał wrócić na stałe co mam powiedzieć? On jest przekonany, że nadal jesteś w Seattle...
-Powiedz mu, że będzie musiał szukać nowego mieszkania i naprawić relacje z Richem, chociaż wątpię, że przyjdzie mu to łatwo.
-Ty go już nie kochasz?
-Gdzieś w głębi serca kocham...
   Pożegnałam się z Samem bo pewnie wyrusza wcześnie.
-To do zobaczenia. - szepnęłam zmęczona. - Wrócisz tu...?
-Pewnie. - uśmiechnął się lekko. - Jeśli tego chcesz.
-Jest tu dla ciebie miejsce, nie ma z tym problemu.
  Gdy po dłuższej ciszy miałam się odwrócić i iść na górę do pokoju zbiegłam ze schodów i przytuliłam go.
-Jedź ostrożnie.
  Objął mnie i odsunął od siebie, spojrzał mi w oczy i obiecał, że wróci.
-Słyszałam to już...  - odparłam śmiejąc się nerwowo.
  Stało się coś niespodziewanego. Nachylił się i pocałował mnie, zupełnie tego się nie spodziewałam. Nie zareagowałam, byłam w takim szoku, że nie zdążyłam go odepchnąć, cokolwiek! Trwało to dłuższy czas. Wplotłam mu palce we włosy, podniósł mnie a ja oplotłam nogi wokół pasa. Nie przerywał tego, nie chciał przerwać. Oparł mnie o ścianę, całował po szyi a ja w głębi siebie krzyczałam by przestał. Jednak nie mówiłam tego na głos, tak długo mi tego brakowało, czyjegoś ciepła. Zapomniałam jak to jest mieć kogoś takiego... zajęłam się w zupełności wychowaniem syna, zapomniałam o swoich potrzebach... swoim życiu... prywatnym.
  Na dół zbiegła trójka chłopców, o których zupełnie zapomnieliśmy. Oderwałam usta od Sama, spojrzałam na dzieciaki, wgapiałam się w nich z Samem jak kretyni, po chwili odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, poprawiłam koszulkę a Sam zapiął dwa odpięte guziki koszuli.
-To ten... ehm... no... - mówiłam na zmianę tę samą kwestię z Samem.
-Finn i Gus mogą zostać na noc?
-Yhm... a... - poprawiłam włosy i nerwowo spojrzałam na chłopców. - rodzice wiedzą?
-Zadzwoń. - poprosił Rich. - Mają w telefonie ich numery.
-No... no dobrze... to dajcie numery i dzwonię. - odwróciłam się do Sama i szybko i poszłam na górę.
  Dzieciaki zostały, dobrze, że jutro mam wolne i mogę spędzić z synem dużo czasu. Dopóki Sam... nie wróci będę pracować w domu na laptopie i zawiesiłam pomoc policji i detektywom w Chicago, musiałam pisać chociaż głupie felietony czy artykuły by nie stracić roboty przez długie wolne. Mogłam pracować w domu i wygłupiać się z synem... wiedziałam, że uwielbia chwile gdy jest ze mną i gdy mam wolne... Nie mogłam myśleć normalnie przez Sama... czy to dobrze, że to się stało...? Czy to dobrze, że tak na siebie działamy...? Wolałam to przemilczeć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz