Gdy się obudziłam wraz z Masonem w łóżku wszystko zaczęło się przejaśniać. Wstałam i zbierałam swoje rzeczy by wyjść...
-Po co się ubierasz? - odwróciłam się do niego. - Lepiej ci tak.
Odwracałam wzrok poszukując swoich stopek.
-Jasne. - odparłam. - Nie mogę znaleźć...
Podał mi czarne stopki, wzięłam je od niego i szukałam kuchni. Matko... nieźle zabalowaliśmy...
Jednak mieliśmy obojętne podejście do tego. Ja i on...
-Po przyjacielsku. - podeszłam do niego i pocałowałam go w usta.
Spojrzał mi w oczy i odwzajemnił pocałunek.
-Oczywiście. Gdzie idziesz?
-Do... do domu... znaczy, do mieszkania Stefana i Damona...
-Damona? Siedzi wciąż w barze... ciekawe, czy się zachlał. Wiesz co? Pokażę ci parę sztuczek obronnych łowców.
-Serio? - spytałam podekscytowana.
-Chociaż wolałbym zostać w takich okolicznościach...
Uderzyłam go w bok w żebra a on udał, że zabolało go to.
Gdy byliśmy gotowi pojechaliśmy od razu do wilkołaków, Mason musiał z nimi porozmawiać a na domiar wszystkiego umówić się na jakiś plan co zrobić i kogo zaatakować.
Zeszłam z motoru i podeszliśmy do Matta, który dziwnie mi się przypatrywał.
-Co jej zrobiłeś, że pachnie jak człowiek i słyszę jej bicie serca? No i... marihuanę i alkohol? - uniósł brwi.
Mason uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
-Zażyła lekarstwo i jest człowiekiem.
-Hm. - mruknął i znów zerknął na mnie.
Mason podał mi naboje, pistolet, chociaż nie umiałam tym strzelać. Roześmiał się.
-Nauczę cię, spokojnie. - odparł, gdy zobaczył moją zakłopotaną minę widząc dziwny rewolwer. - Załóż to na rękę o tak - pokazał mi a ja zrobiłam to samo. Była to dziwna broń dzięki której strzelałam kołkami... ciekawe.
-A więc jak brzmi plan? - spytał Mason podchodząc do mnie.
Poczułam przyjemne ciepło w sercu, jakbym... jakbym cieszyła się, że to właśnie on jest przy mnie.
Matt rozejrzał się, czy wszyscy są. Dobiegł jeszcze Hugo z Bellą a dopiero później Dominic. Starałam się nie zwracać na niego uwagi choć co jakiś czas czułam na sobie jego wzrok... ignorowałam to. A raczej... starałam się.
-Wampiry pierwotne muszą zginąć... jednak najpierw zajmiemy się łowcami które nam wadzą. Zeszłej nocy zaatakowano Cody'ego jak i... jak widać... Katherine, która teraz już jest człowiekiem. Prawo każe nam bronić takich jak ona, bronić naszych. Proponuję, żeby zacząć od jutra wstępne morderstwa wampirów, które rozprowadzone są po lesie jako szpiedzy o których wiemy przez Masona. - kiwnął do niego głową. - Katherine - zwrócił się do mnie. - Masz największe pojęcie o pierwotnych, wspominałaś kiedyś, że najlepszy jest atak z zaskoczenia.
Nie mogli z nimi walczyć. Pierwotni mają przewagę nie tylko w fazie wieku, ale również w doświadczeniu. Znają techniki jak walczyć z wilkołakami, mają układy z czarownicami. Są niezwykle silni. Rick i Jenna zapewne nie będą chcieli brać w tym udziału, więc odejdą w cień.
-Nadal uważam, że to błąd. - odezwałam się w końcu.
Wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę. Matt napiął mięśnie.
-Bronisz ich? - oburzył się.
-Nie. Ale wiem, że nie pokonacie ich za pierwszym razem i poniesiecie straty nie w braciach, lecz w rodzinie.
-Co to znaczy? - spytał Hugo, chciał, bym sprostowała.
-Klaus, Elijah i Kol są najsilniejsi i najstarsi. Są nieśmiertelni. Skręcony kark, oderwana głowa czy też spalenie ich nic nie da. Kołek w sercu osłabi ich ale nie na długo. To zasługa czarownic które mają po swojej stronie. Gdy odżyją zaatakują w sam środek was, czyli w rodzinę. Zabiorą część, niektórych zabiją. Nie znacie ani dnia ani godziny. Wiedzą kiedy macie patrole, ilu was jest, kto i kiedy chodzi, który z was jest przywódcą. Oni są przywódcami wampirów, poza tym nie zawinili w morderstwach i ataku na Cody'ego.
-Jak ich zabić?
Parsknęłam.
-Wy tylko o jednym. Nie zabijecie ich. Są nieśmiertelni. To klątwa zarzucona na nich dawno temu. Żyją przeklęci na wieki, nie mogąc umrzeć w żaden sposób. Można ich osłabiać, ranić... jednak nie zabić.
-Gdzie znaleźć Jeremy'ego?
-Nie wiem. - odparłam obojętnie.
-Kłamiesz. - odezwał się Dominic.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-Nie kłamie. - usprawiedliwił Mason. - Mówi prawdę. Poza tym mam cztery osoby które pomogą nam bardziej niż Kath jeśli chodzi o Jeremy'ego.
-Kogo? - spytał Matt.
-Jenna, jest łowcą. Jej przyjaciel jest wilkołakiem. Wampir-łowca, Stefan i Damon jako wampir. Nie zrażajcie się od razu, są po naszej stronie i też chcą złapać łowców.
-Czemu mamy im ufać?
-Bo ja im zaufałem. Są ze mną, więc nie możecie ich tknąć. Są w moim klanie łowców.
-Hm... - zamyślił się Matt. - Niech będzie.
Rano udało mi się zatrzeć ślady swoje i Jera, pomogłam mu uciec. Wyjechał do Europy jak kazałam.
-Nie chciałem cię zaatakować... nikogo nie chciałem atakować, to to zboczenie z przeszłości. - wytłumaczył.
-To nie ważne, Jer. - przerwałam mu. - Ostatni raz ci pomagam.
Przytulił mnie i odszedł. Wiem, nie powinnam mu pomagać a w pole wyprowadzać swoich jednak... to mój brat. Muszę o niego dbać i nie oddawać go na pewną śmierć. To moja ostatnia cząstka rodziny. Musiałam... musiałam to zrobić...
Wróciłam do mieszkania Masona z zakupami, podszedł do mnie i zaczął całować po szyi, poczułam przyjemne ciepło.
Tego potrzebowałam i jego potrzebuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz