Gdy dowiedziałem się o tym że Cody prawie umarł, przeżyłem ogromny szok.
Nie dowierzałem w to.
Wiedziałem że w koncu znowu pojawią się problemy z pijawkami i tą całą ich dziwaczną bandą w której znajdował się nawet przedstawiciel naszej rasy.
Szczerze? Nie chciałem się zagłębiać w ich chore relacje. I tak już dostatecznie odrzucało mnie to że musiałem węszyć ich tropy a Kath miała ich chyba za sprzymierzeńców.
W każdym razie walka z nimi była nieunikniona. Żałowałem że nie wybiliśmy ich odrazu kiedy była okazja.
Byłem na siebie wściekły że przełożyłem swój patrol z 18 na 6 rano. Gdybym wtedy był z Cody'm... Może nie ucierpiałby tak bardzo..
Oczywiście nie winiłem Carla choć on sam cały czas sobie wyrzucał że zamiast zostać w pobliżu młodego to pobiegł na zachodnia część lasu. Tak naprawdę nie miał innego wyjścia obaj musieli patrolować cały nasz teren a odkąd pewna osoba kogoś zabiła.. Hm no cóż Matt dostał prawdziwej obsesji. Dodatkowo też tłumaczył się 'lękiem o Lucy' choć szczerze wątpiłem by 15 letnia słaba gówniara zainteresowała jakiegoś wampira.
Chociaż... Jeśli byłby naprawdę spragniony..
Wzdrygnąłem się. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać co by zrobił Matt gdyby Lucy się coś stało.
To wszystko stało się gdy wieczorem zacząłem ścigać się z Bellą. Zacząłem coraz bardziej zostawiać ją w tyle pobijając chyba swój życiowy rekord choć biegałem całkiem nieźle.
I wtedy to poczułem. Ogromny ból. Jakby ktoś wbijał mi rozgrzany do białości pręt we wnętrzności.
Zatrzymałem się i zawyłem z cierpienniczą miną. Bella śmignęla obok mnie.
Ha no i co! Mówiłam, że będę szybsza!, krzyknęła tryumfalnie i dopiero po dłuższej chwili zorientowała się że stanąłem.
Dominic?, spytała niepewnie i zawróciła a jej głos zlał się z głosami innych członków watahy. Niewiadomo skąd pojawił się przy nas Hugo.
Nic ci nie jest?, spytał niespodziewanie Bellę.
Tak mnie to rozdrażniło że gdyby stał bliżej a ja nie czułbym tego porażającego bólu pewnie bym go ugryzł. Starałem się jak najszybciej zatrzymać swoje myśli, ale wręcz 'słyszałem' jak wychwycił je milczący Flynn. Hugo chyba czuł to samo co ja tylko w mniejszym stopniu więc nie zauważył mojego rozdrażniena.
Teraz zrozumiałem źe to dlatego że Cody nigdy go jakoś specjalnie nie interesował. Często sobie z niego kpił ale nie czuł takiej dziwnej odpowiedzialności jak ja za młodego.
I wtedy przebiły się przeze mnie właśnie jego myśli. Zobaczyłem z perspektywy leżącego na ziemi jak ciemna sylwetka oddała się szybko z nożem w ręce. Nie miałem pojęcia czemu nie usłyszałem jego myśli wcześniej. Czyżby chciał pobawić się w superbohatera i starał się nie pokazać nam co się dzieje?
Obiecałem sobie że gdy dorwę nieźle go za to opieprze.
Tylko zeby z tego wyszedł.. - pomyślałem błagalnie i pognałem przed siebie usiłując go znaleźć.
Belka nie czuła tego tak bardzo jak ja bo nie zżyła się w stadzie jeszcze tak bardzo jak my niektórzy. Mimo tego słyszałem że biegnie za mną a za nią... Hugo. Zgrzytnąłem zębami ale nic nie powiedziałem. Słyszałem wręcz krzyczące myśli moich towarzyszy jednak nie zwracałem na nie żadnej uwagi.
Musiałem go po prostu znaleźć.
Sam nie wiem ile to trwało. Słaniając się z bólu znalazłem go zwijającego się w agonii w swojej ludzkiej postaci.
Poźniej 'ocknąłem' się dopiero gdy zanieśliśmy go do mamy Matta. Alberto i sam Matty byli chyba w jeszcze gorszym stanie niż ja. Byłem twardy. Ale Cody..
Od momentu gdy go tam znalazłem.. W głowie miałem tylko jedno.
Łowca.
Po raz kolejny jeden z nich próbował zabić mojego brata. Tym razem na całe szczęście mu sie nie udało ale nie wiadomo czy Cody z tego wyjdzie.
Musiałem się zemścić. Wiedziałem ze nie spocznę póki go nie wykończę.
Okazja pojawiła się na następny dzień.
Nie zdziwiła mnie obecność Masona. Od dawna przeczuwałem że w tym siedzi ale nigdy o tym nie mieliśmy okazji pogadać. Każdy znał jego ojca wiec napewno przekazał cała swoją wiedzę synowi.
Kolejny raz w szok wprawiło mnie coś innego.
A raczej ktoś kto miał talent pojawiać się w nieodpowiednich miejscach o nieodpowiednich porach.
Katherine Pierce.
Gdy tylko zobaczyłem że jest ranna chciałem jak najszybciej dowiedzieć się co sie stało i zaprowadzić ją do matki Matta.
Jednak jeszcze gorszy był jej... Zapach.
Obcy.
Nie czułem charaktystycznego lekkiego palenia w nozdrzach. Jej serce biło teraz w normalnym rytmie... Człowieka?
Człowieka w 100 %
Gdy zauważyła jak jej sie przypatruje spuściła wzrok i zarumieniła się.
Kolejna oznaka że nie była juz w połowie wampirzyca.
Zacząłem snuć śmiałe plany. Rozbudziła sie we mnie nadzieja. Że moze nie wszystko stracone że Matt jej odpuści i będzie mogła chodzić swobodnie po tych terenach a ja nie miałbym drzec o jej bezpieczeństwo na każdym kroku.
Jeśli naprawdę była człowiekiem Matt nie miał prawa jej skrzywdzić. Można było zapomnieć o tym jednym jedynym kolesiu którego zabiła..
Ale pózniej zauważyłem jak wtula się w Masona i na powrót zalała mnie fala obojętności. Bella stojąca obok mnie tez przypatrywała jej sie ciekawie, ale ja juz odwróciłem wzrok.
Teraz priorytetem dla mnie było wytropić tego łowcę... A najlepiej zniszczyć resztę tej chorej mieszanej rodzinki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz