środa, 10 sierpnia 2016

Od Kath

  Po południu wyszłam się przebiec... starałam się przyzwyczajać ciało do normalnego trybu życia... chciałam być jak najbardziej normalna i przywyknąć do ludzkiej formy. Wiedziałam, że ktoś jest aktualnie na patrolu i był to Hugo,Alberto i Will... jednak dopiero po chwili gdzieś w oddali słyszałam jak wilki wyją z różnych części lasu. 
  Pobiegłam w stronę tego który był najbliżej, był to Alberto. Jednak wampir był problemem, jeden z nowo narodzonych. Poznać można po czerwonych oczach. Gdy dobiegłam do miejsca w którym Alberto przymierzał się wraz z Hugiem zabić wampira wkroczyłam ja. 
-Czekajcie! 
  Alberto spojrzał na mnie i zawarczał zły.
  Gdy chłopak wstał Alberto odwrócił łeb w jego stronę i łapą przygniótł go do ziemi przymierzając paszczę by zgnieść jego głowę. Nagle przybiegł Will a zaraz po nim cała reszta. 
-Można go... przesłuchać od kogo jest i po co... - zaproponowałam. 
  Wilki spojrzały po sobie a potem na Matta, który był nieco większy od całej reszty, jedynie jego brat dorównywał mu jako tako wzrostem. 
-Przykro mi, ale nic wam nie powiem. Pytaj Marcela, Will. Zabije was wszystkich, tak samo  wybryki natury. - spojrzał na Bellę.
  Hugo rzucił się na niego i rozszarpał go, Will nagle rzucił się na kompana z warty, przewrócił go i stanęli ''twarzą w twarz''. Nie wiem co zaszło... ale się dowiem.
  Matt nie zareagował, tylko patrzył. Intrygowała mnie ich relacja... 
  Will tylko warczał z Hugiem między sobą, ten pierwszy wyprostował się i spiął mięśnie. Z tyłu wyleciała Bella by ochronić Huga jednak ten zagrodził jej drogę ciałem nie odrywając wzroku od Willa. 
  Wszyscy czuli, nawet ja, że z bratem Matta coś nie tak. Miał w sobie coś innego niż inne wilki z watahy... Nie wiem czy się kłócili, wyglądało to tak... jakby właśnie to robili a Hugo przygotowywał się do skoku. 
  W końcu wkroczył między nich Matt, który ugryzł Willa w szyję. Bracia spojrzeli na siebie, a Hugo i sam Will posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia, jakby się pogodzili i zrozumieli o co chodziło obu stronom... jednak stałam jak głupia i wpatrywałam się w nich. 
  Will wrócił na wartę podejmując się wieczornej, widocznie miał coś do załatwienia z Marcelem... chciał go zabić...? Chciałabym tyle wiedzieć... 
  Gdy Hugo skończył wartę dopadłam go przy domu Dominica gdy miał do niego wejść. Zaczepiając go stanął i spojrzał na mnie uśmiechnięty.
-Co tam Kathie? 
-O co poszło? - spytałam ciekawa.
  Parsknął.
-Ciekawskie jajo. - skomentował. - To był wampir, który wraz z Marcelem poluje na jego matkę. Wiesz... Matt i on mają tych samych ojców ale inne matki.
-I o to poszło?
-Bo chciał wiedzieć gdzie ukrywa się Marcel. 
-Dziękuję. - kiwnęłam głową. - A... no... wy.. się lubicie, no nie?
-Tak. Alberto też go lubi... jednak Matt ma do niego podejście... wiesz... jak do naprawdę młodszego brata.. nie wiem jaką mają przeszłość... nigdy o tym nie myśli ani nie wspomina... W głowie alfy nie można grzebać...
-Rozumiem... dziękuję. Pozdrów kalekę. - uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił uśmiech.

  Gdy Will skończył gadać z Alberto, Carlem i Hugiem dopadłam go gdy wszyscy się rozeszli. 
-Ach, to ty. - odparł czując mój zapach, gdy stałam za nim. 
-Powiedz mi o sobie. - poprosiłam, a on odwrócił się do mnie i westchnął.
-Nie mówię o sobie nikomu. 
-Skąd znasz Marcela? - zignorowałam go.
-Słyszałaś? Nie odpowiem na to pytanie. 
  Odwrócił się i poszedł przed siebie. Wywnioskowałam, że mieszka sam... 
  Weszłam za nim na werandę, wtedy pozwolił mi wejść. 
-Jestem przywódcą watahy w Orleanie. W całym Orleanie. 
  Dlatego jest taki wielki i podobny do Matta. 
-Marcel to... kto? 
-Marcel wybijał rodziny, prowadził własny harem, jego część miasta była rozsiana wampirami. Zabijał mieszkańców. Po krótkim czasie zająłem się tym gdy sprawa zaczęła się wymykać spod kontroli Marcelowi, którego nazywali królem Orleanu. Zebrałem wilki z całego miasta... wyruszyliśmy na jego... jakby to nazwać... ''ul''. Wilki z Orleanu są... uodpornione na czary czarownic ze strony Marcela, więc każda część wilków miała oddzielny cel. Marcel zwiał, gdy ukaraliśmy część wampirów i czarownic. Marcel zagroził, że wykończy moją matkę... która... ma szansę na wyjście z choroby raka płuc... ma minimalne szanse... Marcel to wie, wie wszystko. Zostawiłem ją pod opieką wilków by zabić Marcela... ale ucieka mi... 
  Spojrzałam na niego lekko zasmucona.
-Dlatego biorę tyle wart... muszę go złapać. - zacisnął pięści.
-Co na to Matt?
-Nie może mi pomóc. Pozwala na to. Bylebym nie robił głupstw... Wie, że wilki z Orleanu mają lekkie prawo a tu jest u wilków przestrzegane i nieco inne. 
-Myślałam, że wilki są takie same nie ważne gdzie są... - odparłam.
-Nie. Wszędzie mają inne prawa, inne, lepsze i gorsze doświadczenia... W lasach w których nikt się nie zapuszcza, obok Deckerville są przeklęte wilkołaki wiedźm. 
-Bajki. - wzruszyłam ramionami. - Poza tym to niedaleko... 
-Druga, południowo-wschodnia część lasu. Zgadza się. 
-Widziałeś ich?
-Czarownice używają ich w nagłych wypadkach... nie byłem nim nigdy. - mrugnął do mnie lekko uśmiechnięty.
-Czy... jako alfa ale z Orleanu... mogą czytać ci w myślach ci stąd?
-Nie. Tylko Matt.. bo mamy niby braterską więź czy coś. 
-Ach tak... - mruknęłam. - Nie to, że się tobą interesuje. - parsknęłam wstając z oparcia kanapy. 
-Pewnie. 
-Mam cię w nosie na samym dnie, po prostu to ciekawość.
-Oczywiście, Kathie.
-I nie mów tak do mnie... smrodzie. - warknęłam.
  Roześmiał się. 
-Ale podwiozę cię.
-Co? - spytałam gdy minął mnie gdy wyszłam z jego domu. 
  Podszedł do czarnego motocykla i poklepał siedzenie.
-Nie wsiądę na to. - zastrzegłam. - Nie z tobą kretynie. 
-Ale ja nie pytam. 
-Mieszkam tylko dziesięć minut drogi stąd. Spadaj zanim...
-Zanim co? - uśmiechnął się złośliwie przerywając mi. 
-Wkurzasz mnie! Zanim zepchnę cię z tego motocykla...! - gdy podeszłam do niego złapał mnie i z łatwością usadził przed sobą, szybko wystartował i podwiózł mnie pod dom.
  Jego czarny motocykl lśnił czystością, jednak ani chwil nie zastanawiałam się by powyzywać go jeszcze  i odejść oblewając go kubłem zimnej obojętności. Położyłam się w łóżku i padłam.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz