Wróciłam do domu z butelkami piwa, whisky i czterema litrami coli. Położyłam wszystko w kuchni i zawołałam Sama. Wytrzeszczył oczy i spojrzał na litry alkoholu i coli.
-Co tu robi tyle alkoholu i niezdrowe picie?
-Dla coli zawsze jest wyjątek... no i niektórych fast foodów... Wypiłam whisky... skończyła się coca cola...
-Coś nie tak? - spytał widząc moją delikatnie zmartwioną minę.
-Spotkałam w barze kogoś...
-Deana. - stwierdził bardziej niż zgadł. - Schlał się?
-Tak... potwornie... znaczy mógł chodzić, nie zgonował pod sobą ale... może z nim pogadaj, spotkaj się...
-Nie wiem czy chce mnie widzieć... wiesz...
-Daj spokój, przecież zostawił mnie, byłam wolna... mogłam sobie kogoś znaleźć...
-Ale nie jego własnego brata. - dodał zmartwiony.
-Poradzi sobie. Znajdzie kogoś prędzej czy później, Sam.
-Wiem... ale... eh... masz rację...
Uśmiechnęłam się i objęłam go.
-No wiem.
Rich zszedł na dół i zawiesił na nas wzrok.
-Mamo!
Odsunelam się od Sama i spojrzałam na stojącego na schodach Richa.
-Co młody?
-Wiesz ze jesteś najlepsza mama na świecie?
-A czego chcesz? - zaśmiałam się.
-No przyjdą tu zaraz chłopaki...
-Ilu? - spytałam z uśmiechem.
-Sześcioro... ale będą u mnie w pokoju...
-Jasne, zrób imprezę całe piętro twoje. I bez krzyków bo sąsiad z dołu będzie się skarżyć.
-Kocham Cię jesteś super mamą. - zbiegł ze schodów i przytulił mnie.
-Wiem, wiem...
-Jeszcze jedna sprawa... - zaczął.
-Tak, zamówię wam KFC. -zaśmiałam się i złapałam za telefon a Rich stał obok i mówił co chce. - Dwadzieścia minut.
-Sam odbiorę.
-Masz kasę. - podałam mu i pocałowałam bujną czuprynę.
Podbiegł do drzwi i krzyknął na korytarzu.
-Można wbijać, dawać chłopaki. - wszedł znów do mieszkania a nagle do środka wparowało sześcioro chłopaków.
-Dobry. - przywitali się a ja uniosłam brwi.
Zniknęli na gorze za drzwiami Richa. Byli o dziwo cicho, nawet jak krzyczali nie zwracalam im uwagi do póki nie było ciszy nocnej, której ściśle trzymają się " super wychowani sąsiedzi".
Usiadłam obok laptopa i zaczęłam grzebać w zdjęciach i przeglądałam karty które zostawił Sammy.
Gdy wrócił do salonu z puszka piwa usiadł obok mnie, oparłam głowę o jego ramię, a nogi położyłam na jego uda. Objął mnie ramieniem, wszystko co mi wyjaśniał przydało się. Wysłałam wszystko Jaredowi, ucieszył się, że jednak NA COŚ SIĘ PRZYDAJE...
Rano Sam wyszedł spotkać się z Deanem jak doradziłam... sama zajęłam się Richem, pojechałam z nim na strzelnicę, do której musiałam się stawić na spotkanie z Jaredem poza pracą w sprawach służbowych... ta...
-Jednak mnie potrzebujesz świrze. - parsknęłam.
-Informacje które znalazłaś... skąd je miałaś?
-A co? Masz coś?!
-No... mamy pierwsza sekte która miała porwanych sprzed kilku lat... skąd wiedziałas to wszystko? Weź ten pendrive i przejrzyj zdjęcia z porwanych ludzi z sekty...- wzięłam go i schowałam do kieszeni płaszcza.
-Mój... partner ma w tym doświadczenie i mi pomógł. - uśmiechnęłam się.
-Ekstra. Szef obsypie nas kasą za tą sprawę.
-Super, bo musze zapłacić za szkody w klasie które wywinął mi mój mały szatan. - spojrzałam na Richa który z kumplem z pracy uczył się strzelać.
Uśmiechnęłam się, jednak szybko go wzięłam gdy przyczepił się ochroniarz ze dzieci w tym wieku nie mogą tu strzelać.
Machnelam na niego ręką i gdy się odwrócił pokazałam mu faka... Rich akurat wtedy patrzył jak Jared strzela.
-Masz ekstra cel. - podszedł do niego.
-O, cudowny syn diablicy. - uśmiechnął się Jared.
-Mama umie strzelać, Sam umie... nawet mój ojciec umie. A ja nie umiem.
-Twoja mama jest słaba w strzelaninke.
-Hej! - krzyknęłam. - Dawaj mi ten piatolecik.
Strzelilam szybko we wszystko punkty i dumna zarzucilam blond włosami.
-Woah! - zdziwił się Rich.
-A spadaj, kto wpuszcza baby na te strzelnice...
Zaśmiałam się.
-Mamo... - nagle Rich pobladł, kucnęłam przy nim i wystraszona sprawdziłam czoło i policzki. -Ktoś jest u nas w mieszkaniu.
-Co? Kto? - spytałam mając nadzieję że to żart.
-Ktoś... ktoś bardzo zły...
Złapałam Richa na ręce i wsiadłam do samochodu.
Gdy zjawiłam się w domu zobaczyłam tylko poprzewracane krzesła fotele i kilka stłuczonych szklanek, talerzy... złapałam za telefon i zadzwoniłam do Sama.
-Jesteś jeszcze z... z Deanem...?
-Tak, a coś się stało?
-Przyjedz tu. Z Deanem. Niech weźmie Richa... - rozłączyłam się i mając przy sobie Richa oglądałam ślady zadrapań na fotelu. Syn spojrzał na plazmowy telewizor i westchnął.
-To przeginka. Wziął plazmę zepsuł.
-Kupimy lepszą. - zapewniłam go zdenerwowana.
Napisy na ścianach krwią były po łacinie. Demony, i to nie byle jakie... były dość silne by tu wejść... ale czego chcą?
Gdy przyjechał Sam i Dean weszli do środka i zamurowało ich.
-Urządziłaś niezłą imprezkę. - skomentował Dean.
-To nie są żarty Dean! - krzyknęłam zła.
-Co tu się stało? - spytał Sam.
Złapałam za telefon.
-Dean weź Richa. - nakazałam wybierając numer Jareda.
-A gdzie ty dzwonisz? -spytał Dean.
-Do FBI.
-Dobry żart. - parsknął. - a tak serio?
-Ona mówi serio. Pracuje z FBI. - wręczył mnie Sam.
Dean wytrzeszczył oczy.
-Karen? Połącz mnie z Jaredem... Tak, teraz! Jared? Weź kilku od siebie i przyjedz do mnie...
-Po co... - zaczął Dean.
Rozłączyłam się i spojrzałam na niego.
-Jared jest z oddziału który zajmuje się właśnie tym.
-Jest taki oddzial? - spytał zdziwiony Dean.
-Tak! - krzyknęłam shisteryzowana. - Wyrwę łby tym cholernym demonom!
-No, mogłabyś. - skomentował Rich. - Rozwaliły plazmę.
Przytuliłam się do Sama starając się uspokoić.
-Mogę w sumie wam pomoc, jestem zajmuje dziwny branży nie?
-Sam też. - odparłam. - Ty masz zająć się Richem. Damy rade sami.
-On może serio pomóc, kochanie. - mruknął do mnie Sam.
-Kto zajmie się Richem? Przecież chyba go w to nie wciągniemy... jeszcze. - westchnęłam.
-Jestem tu nadal! - pomachał nam Rich oburzony.
-Nie będzie bezpieczny gdzieś indziej. Co jak co ale z na zastępstwo zamiast mnie i Sama ma tylko ciebie. - spojrzałam na Deana.
-Super, coś wymyślę.
Do środka wszedł Jared z ekipą. Niska brunetka Lily jest specjalistka od badań nad zdarzeniami jak to, ma nosa do demonów.
-Zatarły ślady. - rozłożyła ręce.
- Finnick sprawdź krew. - nakazał Jared. - szybko się się tym uwieniemy jeszcze ci firmę sprzątającą strzelę - mrugnął do mnie i Sama uśmiechnięty.
-W sumie... - zaczął Sam. - Jesteś na urlopie, Em.
-No i co? - wzruszyłam ramionami.
-To, że ja i Dean się tym zajmiemy a Ty grzecznie pójdziesz z Richem i się zrelaksujesz.
-Jak mam się zrelaksować jak... - pocałował mnie i tyle wystarczyło by mnie przekonał. -Ale nie ukrywasz nic przede mną! Jak wrócę wszystko mi powiesz! Kto co jak dla kogo i dlaczego !
-Pewnie. Idź. Kocham Cię.
Uśmiechnęłam się zadziornie i cmoknęłam go.
-Do potem.
Wzięłam Richa i łatwo udało mi się go uspokoić. Wzięłam swoją broń i pojechałam z synem do pobliskiego lasu, nauczę go celności żeby miał popis przed Samem czy Deanem...
Po którejś próbie załapał, poćwiczył i szlo mu nieźle.
-Czemu zmieniłaś zdanie? - spytał. - czemu mogę strzelać?
-Masz już jedenaście lat... musisz zacząć ze swoimi umiejętnościami juz teraz... ale nie mów nikomu, jasne ? Nadal sprawiam pozory super ulozonej mamy...
-Jesteś ekstra mamo. Kocham Cię.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w głowę.
-Teraz gdzie chcesz iść?
Schowałam pistolet po nauce ładowania magazynku.
-Pokaż mi jak ty strzelasz na strzelnicy.
-Dobra. Chodź. - uśmiechnęłam się i poszliśmy.
-Kto nauczył cie tak strzelać? - spytał.
-Twój tata kiedyś.
-Serio?
-A z czasem pracy tutaj stałam się lepsza. - Uśmiechnęłam się do niego.
Miałam nadzieję że Sam wszystko mi powie jak wrócę do domu... zaczynałam się poważnie bać i martwić...
środa, 10 sierpnia 2016
Od Emilie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz